Widzieli wszyscy, tylko nie policja

Włodawska policja jednoznacznie stwierdziła, że w zgliszczach domku letniskowego, który kilka miesięcy temu spłonął w Zbereżu, nie było żadnej kuszy. Domek należał do prezesa koła łowieckiego „Kaczuszka” w Lublinie. Nasz informator twierdzi, że sprawa została specjalnie wyciszona, a nielegalną broń widzieli nie tylko strażacy, ale też i łowczy, który w rozmowie z nami sam to przyznał.

Pod koniec lata wyrzucony z koła PZŁ „Kaczuszka” myśliwy w biały dzień oblał domek swojego byłego prezesa benzyną, po czym go podpalił. Kilku uczestniczących w akcji strażaków zwróciło uwagę, że w zgliszczach leży profesjonalna, włoska kusza. Narzędzie miało spaloną cięciwę i nadpaloną kolbę, ale nie mogło być mowy o pomyłce, do czego służy. Zapytany o znalezisko prezes stwierdził, że kuszę kupił na targu staroci i miała mu służyć jedynie w celach kolekcjonerskich, czyli do powieszenia na ścianie. Okazuje się, że w Polsce posiadanie takiej broni jest nie tylko nieetyczne, ale i nielegalne i jest traktowane identycznie, jak nielegalne posiadanie broni palnej, za co grozi od 6 miesięcy do nawet 8 lat więzienia. Po naszej interwencji Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie przekazała tę sprawę do oceny formalno-prawnej KPP w Niemcach, a następnie nakazała zbadanie sprawy komendzie właściwej, czyli KPP we Włodawie. Po kilku tygodnia śledztwo zostało zakończone.
– Materiały zostały włączone do prowadzonego postępowania w sprawie uszkodzenia mienia – pożaru domku letniskowego w Zbereżu – mówi Elwira Tadyniewicz z KPP we Włodawie. – Dokonano ich weryfkacji procesowej, po przeprowadzeniu której jednoznacznie wynika, że na miejscu przeprowadzania czynności przez Policję oraz Straż Pożarną taki przedmiot nie został ujawniony – dodaje pani rzecznik.
– Policja albo bardzo nieudolnie prowadzi to postępowanie, albo, co gorsze, dąży do zamiecenia sprawy pod dywan – twierdzi tymczasem nasz informator. – Z tego, co mi wiadomo, żaden ze strażaków-ochotników, który brał udział w akcji gaszenia domku prezesa koła „Kaczuszka”, nie został przesłuchany, a co najmniej kilku z nich widziało w zgliszczach kuszę. Kuszy na miejscu nie ujawniono, bo została ona przekazana łowczemu koła „Kaczuszka”, Januszowi Ch., znajomemu prezesa, który jakimś dziwnym trafem znalazł się na miejscu pożaru. Co się z nią dalej stało, nie wiem – dodaje nasz rozmówca. Co ciekawe, jego słowa się potwierdzają. Zapytany o kuszę Janusz. Ch. mówi, że „rzeczywiście, jakieś resztki tam były”. Jednoznacznie jednak twierdzi, że kuszy nie wziął. – Takie znalezisko powinno się przekazać policji – mówi kończąc rozmowę. Kolejną zastanawiającą rzeczą jest fakt, że on również nie został przesłuchany przez policję, choć przecież resztki nielegalnej broni widział.
– Koło PZŁ „Kaczuszka” w Lublinie jest jednym z najbardziej elitarnych w regionie. W swoich szeregach skupia lekarzy, prawników, adwokatów, policjantów, wojskowych, być może też sędziów czy prokuratorów – dodaje nasz informator. – Dysponuje bardzo dobrą lokalizacją bogatą nie tylko w zwierzynę płową, ale też i np. w wilki. Członkostwo w takim kole oznacza nie tylko wejście do elity, ale przede wszystkim uzyskanie bardzo rozległych i wpływowych znajomości. Jestem przekonany, że są ludzie, którym zależy na wyciszeniu faktu, że prezes tego koła nie tylko złamał regulamin, ale i prawo. Mam nadzieję, że policja i prokuratura staną na wysokości zadania i doprowadzą tę sprawę do końca. Tym bardziej, że nielegalną broń w domku prezesa widziała nie jedna, a kilka osób znanych z imienia i nazwiska – dodaje nasz rozmówca. (bm)