Wiedział, nie powiedział…

– Nie 26, jak podaliśmy, a 9 pracowników chełmskiego magistratu z końcem stycznia 2020 r. dostało wypowiedzenia umowy o pracę – twierdzi prezydent miasta Jakub Banaszek i żąda od nas sprostowania, zarzucając nam szukanie taniej sensacji. Tyle że na zadane mu przed publikacją pytanie o powody zwolnienia 26 osób, tej liczby nie kwestionował. Być może dlatego, że to łączna liczba osób, które rozstały się z urzędem – niekoniecznie przez wypowiedzenie.

W ubiegłym wydaniu „Nowego Tygodnia” opublikowaliśmy artykuł na temat wypowiedzeń, jakie w piątek 31 stycznia miało dostać 26 urzędników chełmskiego magistratu. Taka liczba wynikała z nieoficjalnych informacji, które uzyskaliśmy tego dnia późnym wieczorem. Żeby potwierdzić te doniesienia, w sobotę 1 lutego wysłaliśmy do prezydenta Jakuba Banaszka wiadomość SMS z prośbą o komentarz „do sprawy związanej z wypowiedzeniami umów o pracę dla 26 pracowników biurowo-administracyjnych urzędu miasta”. Dzień później, w niedzielę 2 lutego, prezydent SMS-em przesłał odpowiedź, w której nie zakwestionował podanej przez nas liczby zwolnionych osób.

Po ukazaniu się artykułu w gazecie prezydent przysłał do redakcji pismo, w którym zarzucił nam podanie nieprawdziwej informacji, bo „wypowiedzenia z pracy otrzymało dziewięć osób”, a przy okazji przypisał nam szukanie „taniej sensacji” i „wysoce nieprofesjonalne i nierzetelne zachowanie”, bo nie zwróciliśmy się do Urzędu Miasta Chełm z oficjalnym zapytaniem w tej sprawie.

Tyle że kierowanie pytania do biura prasowego magistratu w piątek po południu, czy w weekend, kiedy urząd nie pracuje, nie miało żadnego sensu, stąd o zweryfikowanie posiadanych informacji zwróciliśmy się bezpośrednio do źródła, tj. pracującego siedem dni w tygodniu prezydenta, a nie niedoinformowanych zwykle i zwlekających z odpowiedziami urzędników z biura prasowego.

Dlaczego prezydent w odpowiedzi nie sprostował naszych danych? Być może te dwadzieścia sześć osób to łączna liczba pracowników, którzy rozstali się z urzędem w inny sposób niż przez wypowiedzenie (np. nie przedłużono im umów o pracę lub „skłonioniono” do odejścia z urzędu). Ani odrobinę nie podejrzewamy, że było to celowe działanie, by później móc podważyć naszą wiarygodność, bo rozumiemy, że każdemu, jak i nam, dziennikarzom, zdarza się pomylić i coś przeoczyć. Grunt jednak to się do tego przyznać, a nie zrzucać winy i wrabiać innych… (ps)