Wielki człowiek, wielki kapłan, mąż stanu

3 sierpnia minęła 115. rocznica urodzin kardynała Stefana Wyszyńskiego. Prymas Tysiąclecia przyszedł na świat w Zuzeli nad Bugiem, na styku Mazowsza i Podlasia.
W sześcioosobowej rodzinie (Stefan miał trzy siostry: Natalię, Stasię i Janinę) żyło się pobożnie, codziennie odmawiając wspólnie cały pacierz: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Wierzę w Boga”, 10 przykazań, 5 przykazań kościelnych, główne prawdy wiary, 7 sakramentów świętych, 7 grzechów głównych, 7 darów Ducha Świętego, „Pod Twoją obronę”. Wszyscy uczestniczyli w niedzielnych mszach świętych i nabożeństwach. Chłopiec żył rytmem roku kościelnego. Gdy podrósł został ministrantem. Lubił iść na siódmą do kościoła na tzw. godzinki lub na różaniec o ósmej. W niedzielne popołudnia brał udział w Koronce do Bożego Miłosierdzia, a wieczorem – w nieszporach. Lubił nabożeństwa majowe, Gorzkie żale i wszelkie procesje. Kult maryjny rodzinnego domu, (wspólnie z rodzicami odmawiany różaniec) wywarł ogromny wpływ na osobowość i przyszłą formację religijną Stefana. Rodzice dbali o edukację dzieci. Ojciec kładł nacisk na wychowanie całej czwórki, kształtowanie charakteru, sumienia, wpajał miłość do przyrody, uczył patriotyzmu i historii. Zuzela znajdowała się pod zaborem rosyjskim, ale ojciec barwnie opowiadał o Powstaniu Styczniowym, pokazywał dzieciom potajemnie groby powstańców. Oprócz obrazów świętych w domu wisiały portrety wybitnych Polaków: Tadeusza Kościuszki i księcia Józefa Poniatowskiego Rodzice zachęcali do czytania. W domowej bibliotece, oprócz Pisma Świętego, znajdowały się dzieła Mickiewicza, Kraszewskiego, żywoty świętych.
Rodzinną sielankę przerwała niestety wczesna śmierć matki. Dla 9-letniego chłopca utrata matki stanowiła szok. Mama zmarła przy porodzie, a w tydzień później nowo narodzona siostrzyczka.

Seminarium we Włocławku

Do wybuchu I wojny światowej Stefan uczył się w prywatnym męskim Gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie, a potem w Gimnazjum Męskim im. Piotra Skargi w Łomży. Chcąc służyć „Bogu i Ojczyźnie” zaangażował się w harcerstwo. Ponieważ była to działalność zakazana, otrzymał karę 25 pejczów. Było to, jak sam określał, jego „pierwsze cierpienie dla Ojczyzny”. W wakacje 1917 r. Stefan przyznał się ojcu, że chce wstąpić do seminarium duchownego. I tak w 1918 r. ojciec zapisał chłopca do Liceum im. Piusa X – Niższego Seminarium Duchownego we Włocławku. Budynek seminaryjny był niedogrzany, w łóżkach brakowało sienników. Po niedawno zakończonej wojnie brakowało żywności, środków sanitarnych, ubrań, podręczników. Wielu alumnów zapadało z niedożywienia i zimna na różne choroby. Wyszyński zachorował na tyfus. W czerwcu 1924 r., tydzień przed planowanymi święceniami, trafił do szpitala. Do tyfusu dołączyło się zapalenie płuc. Jego organizm był tak wyczerpany, że nie dawano nadziei ani na wyzdrowienie, ani na kapłaństwo. Dzięki siostrze zakonnej, która objęła go troskliwą opieką, uniknął śmierci. Kiedy bardzo słaby opuścił szpital, został wysłany przez władze seminaryjne na rekonwalescencję do małej wioski pod Koninem W Licheniu zetknął się z łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Licheńskiej. Tu odzyskał siły na tyle, by móc 4 sierpnia 1924 r. przyjąć święcenia kapłańskie, chociaż wygodniej było mu leżeć krzyżem na posadzce niż stać. Dzień po święceniach pojechał z siostrą na Jasną Górę, by tam odprawić mszę prymicyjną. Do pracy duszpasterskiej został przydzielony dopiero po kolejnej kuracji.

Czasy lubelskie

Władze kościelne szybko dostrzegły zdolności i talenty Stefana Wyszyńskiego. W związku z tym w 1925 r., został wysłany na studia do Lublina. Studiował do 1929 r. zdobywając wiedzę u takich sław, jak o. prof. Jacek Woroniecki, prof. Ludwik Górski czy ks. Władysław Korniłowicz. Temu ostatniemu zawdzięczał bardzo wiele. To on bowiem w dużej mierze wpłynął na uwrażliwienie młodego studenta na kwestie społeczne. Dodatkowo ks. Korniłowicz skierował zainteresowania młodego ks. Stefana na ideę reformy Kościoła od wewnątrz. Był jego przewodnikiem duchowym, wzorem i autorytetem. W 1928 r. uczelnia otrzymała nazwę Katolicki Uniwersytet Lubelski. Ukoronowaniem studiów księdza. Wyszyńskiego na KUL była praca doktorska: „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły” z zakresu prawa kanonicznego. Wkrótce po obronie doktoratu otrzymał roczne stypendium naukowe. Odbył wówczas twórcze, kształcące podróże do Austrii, Włoch, Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. Interesowały go głównie doktryny i ruchy społeczne, a także problematyka świata robotniczego. Tak powstała książka „Główne typy Akcji Katolickiej za granicą”.

Nasz biskup

Do Lublina trafił ponownie w wieku 45 lat, po tym, jak Pius XII 25 marca 1945 r. mianował go biskupem lubelskim. W maju b. r. lublinianie uroczyście obchodzili 70. rocznicę ingresu pasterza Kościoła niezłomnego, który w myśl swojego hasła biskupiego „Soli Deo per Mariam – samemu Bogu przez Maryję” szedł drogą do świętości. Nowy biskup od razu zaskoczył ludzi, gdy ponad kilometrową drogę do katedry przemierzał pieszo. Po drodze rozmawiał, pozdrawiał i błogosławił swoich wiernych. Takiego ingresu Lublin jeszcze nie widział. Po objęciu naszej diecezji biskup Wyszyński zaczął organizować jej powojenne życie. Były to czasy przełomowe, politycznie bardzo trudne. „Nasz biskup”, jak nazywali go mieszkańcy Lubelszczyzny, tworzył nowe parafie, opracowywał plany budów i remontów, wyświęcał nowych księży. Dał się poznać, jako przyjaciel KUL. Został zresztą Wielkim Kanclerzem swojej uczelni. Z Lublinem jednak pożegnał się dość wcześnie. 2 lutego 1949 r. objął urząd prymasa Polski, który sprawował przez 33 lata, niestety, niejednokrotnie w wielkim bólu i cierpieniu. Dopiero w maju 1952 r. mógł odebrać w Rzymie przyznany mu kapelusz kardynalski, a w 1953 r. bez wyroku sądu, bez aktu oskarżenia został przez komunistów pozbawiony wszelkich praw. I znowu cierpiał głód, znowu, jak w młodości miał odmrożone ręce i nogi, bolała go głowa, brzuch i nerki, znowu nie miał podstawowych lekarstw. Został na długie miesiące pozbawiony opieki medycznej, co zrujnowało mu zdrowie. Po uwolnieniu, w latach 195-66 Prymas przeprowadził obchody tysiąclecia chrztu Polski. Wspierał działania posłów środowisk katolickich, takich jak: Znak, PAX i ChSS w PRL.

Teraz puszczasz sługę swego…

Jednak największą radością i życiowym spełnieniem był dla kardynała Wyszyńskiego wybór Papieża Polaka. 22 października 1978 r., podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu, ku zdumieniu całego świata nowo mianowany papież ukląkł przed Wyszyńskim i pocałował go w rękę. Nigdy w historii taka sytuacja nie miała miejsca. Wraz z wyborem nowego papieża prymas był głęboko przekonany, że jego misja dobiegła końca. Po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II do Polski wyraźnie już powiedział „Teraz naprawdę mogę umierać”. W swoim dzienniku napisał po łacinie wyznanie starca Symeona z Nowego Testamentu: „Teraz puszczasz swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów”.
W czasie polskiego sierpnia 1980 r., w trosce o pokój i dobro narodu prymas ustawicznie wzywał do rozwagi i odpowiedzialności. W latach 1980-81 pośredniczył w rozmowach między władzami PRL, a „Solidarnością”. 22 maja 1981 r. ostatni raz wystąpił publicznie, otwierając obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Zmarł 6 dni później, w wieku 80 lat, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na początku swojej drogi kapłańskiej błagał w Licheniu o możliwość odprawienia przynajmniej jednej mszy św. W kapłaństwie przeżył 57 lat, z czego 35 lat był biskupem. Proces beatyfikacyjny wspaniałego wychowawcy polskich sumień rozpoczął się w 1989 r. z inicjatywy św. Jana Pawła II.
Prymas Wyszyński był człowiekiem heroicznej wiary i wielkim mężem stanu. Swoim życiem nieustannie pokazywał, jak kochać i przebaczać, jak zwyciężać zło dobrem, jak chronić od nienawiści, jak naśladować Chrystusa.
Elżbieta Kasprzycka