Wilk zabija, bo to drapieżnik

Wilki nie są już rzadkością. Na zdjęciu wilk zaobserwowany przez myśliwego podczas polowania w jednym z okręgów łowieckich w powiecie chełmskim

Kundelka, który pobiegł za swoim panem do lasu, wilki rozerwały na strzępy. To pierwszy odnotowany przypadek ataku watahy na naszym terenie.

Dla rolnika z Teremca (gmina Białopole) dzień zapowiadał się na udany. Mężczyzna wybrał się do miejscowego lasu na grzyby, za nim pobiegły jego dwa psy. Już nieraz brał je ze sobą na spacer, by poganiały w gęstwinie. Nic nie wróżyło nieszczęścia, jednak w pewnym momencie mężczyzna usłyszał skowyt czworonoga. Pobiegł za głosem i ujrzał wilki z pyskami umazanymi psią krwią. I swoją suczkę, a właściwie to, co z niej zostało – łeb, skórę i łapy. Przerażony mężczyzna uciekł w popłochu, chcąc wdrapywać się na drzewo, a drapieżniki zniknęły w gęstwinie.

– Cztery wilki stały kilka metrów od niego – opowiada Elżbieta Styryluk, sołtys Teremca.

Wieść o tym, że wilki rozszarpały kundelka jednego z mieszkańców, momentalnie rozeszła się niemal po całej gminie. Waldemar Domański, sołtys pobliskich Raciborowic, przyznaje, że słyszał o ataku wilków, ale nie wierzy, że zwierzęta byłyby w stanie rzucić się na człowieka. Podobnego zdania jest Mariusz Jaślikowski, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Strzelce. Jak mówi, choć o zagryzieniu nic nie wie, faktem jest, że wilki żyją na tym terenie. Są to zwierzęta migrujące, które w ciągu jednej doby mogą przemierzyć nawet do 150 km. Nie atakują ludzi. Mimo to we wsiach wybuchła panika.

– W lasach jest teraz wysyp grzybów, ale ludzie boją się po nie iść. Nie pozwalają też wychodzić dzieciom na spacer. Nikt nie chce paść ofiarą kolejnego ataku wygłodniałej watahy – mówi z przejęciem jedna z mieszkanek Raciborowic.

Strach przed grasującą watahą wilków ogarnął nawet mieszkańców Skryhiczyna w gminie Dubienka.

Wiadomo, że na terenie gm. Białopole żyje wataha czterech wilków, zaś pod Dubienką – siedmiu. Jak opowiadają myśliwi, prawie każdy z nich widział rodzinę drapieżników – waderę (samica wilka), basiora (samiec) i piątkę młodych.

– Podczas polowania, w zimie, wyszły nam naprzeciw. Stanęły, a basior zrobił krok wprzód. Stał taki dystyngowany i dumny. Raz też siedziałem na ambonie i celowałem do koziołka. Wtedy pojawił się wilk, ale dostrzegł mój ruch i momentalnie uciekł w krzaki. Na widok człowieka te zwierzęta uciekają, nie atakują – opowiada jeden z myśliwych.

Wilki są z natury nieufne i lękliwe. Ale to drapieżniki, naturalne jest więc, że atakują inne zwierzęta – gdy polują lub bronią swojego terytorium przed intruzami. Za takie mają właśnie wałęsające się po lesie psy. – Traktują ich jak zdrajców, którzy zbratali się z człowiekiem – dodaje myśliwy.

– To pierwszy taki przypadek odnotowany na naszym terenie – podkreśla inny myśliwy. – Owszem, każdy wolałby uniknąć spotkania z wilkiem, ale pamiętajmy, że przypadki, jak ten ostatni, medialny, z Bieszczad, są wyjątkowo ekstremalne. Z zasady te zwierzęta unikają ludzi. Szybciej wilk zauważy człowieka i ucieknie, niż człowiek zobaczy wilka – uspokaja przerażonych mieszkańców wsi.

W Polsce wilk podlega ścisłej ochronie od 1998 roku. W uzasadnieniu decyzji o zakazie całkowitego polowania na te drapieżniki, chwytania, przetrzymywania i niszczenia wilczych nor, podkreślono ich pozytywną rolę w utrzymaniu równowagi ekologicznej w lasach. W szczególnych przypadkach na odstrzał osobników niebezpiecznych konieczna jest zgoda Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Z kolei w „Polskiej czerwonej księdze zwierząt” (rejestr gatunków zagrożonych) wilk ma status NT (z ang. near threatened), czyli gatunek niższego ryzyka, ale bliski zagrożenia – tak, jak ryś, ryjówka czy niedźwiedź brunatny. (pc)