Winią sołtysa

Mieszkańcy Stadarni wyliczają przewinienia miejscowego sołtysa. – Nie dość, że kamieniem, który miał być wspólny, wysypał tylko drogę koło swojego domu, to jeszcze podczas tych prac zniszczył płot sąsiada – mówią. Sołtys przyznaje, że uszkodził ogrodzenie, ale przecież nie celowo.

– Sołtys powinien być „wizytówką” wsi i widzieć coś więcej, niż czubek własnego nosa, ale u nas niestety jest inaczej – żalą się mieszkańcy Stadarni w gminie Wojsławice.
Jak mówią, w wigilię sołtys wsi Ryszard Wlazło woził żużel do utwardzenia drogi i uszkodził płot jednego z mieszkańców.
– Dzień później wezwaliśmy policję – opowiada poszkodowany. – Przyjechali, spisali, co mieliśmy do powiedzenia i pojechali do sołtysa. Prawdopodobnie policja nakazała mu naprawę szkody. Tego samego dnia dostałem od niego kilka sms-ów. Pisał w nich, że wzywa mnie i innych mieszkańców do usunięcia ogrodzeń, bo jego zdaniem znajdują się w pasie drogowym. Pisał również, że zaraz po świętach zwróci się do urzędu gminy o nakaz usunięcia mojego płotu. Pisał też, że go nie naprawi i pytał mnie, czy się cieszę.
Inni mieszkańcy dodają, że oni również otrzymywali podobne telefony i wiadomości. Sołtys ponoć nie przebierał w nich w słowach.
– Po prostu nas w nich wyzywał – mówią.
Mieszkańcy mają też do Wlazły żal, że kamień, który Stadarnia dostała od gminy, został wysypany tylko na drodze do jego gospodarstwa i przy domu jednego z jego bliskich znajomych.
– Prawda jest taka, że my wcale nie chcieliśmy tego kamienia. Zaproponowaliśmy, aby pieniądze, które zostały z remontu przystanku w ramach funduszu sołeckiego zostały przeznaczone na potrzeby kościoła w Wojsławicach lub na remont targowiska. Niestety, gmina się na to nie zgodziła i zdecydowano, że pieniądze zostaną przeznaczone na zakup kruszywa do wyrównania dróg. I skoro wieś już je dostała, to powinien tym obdzielić całą wieś, a on wyspał to na swoją prywatną drogę.
– To nieprawda, że kruszywo zostało wysypane na drogę sołtysa – mówi wójt gminy Wojsławice Henryk Gołębiowski. – Rzeczywiście trafiło na drogę, która prowadzi też do domu sołtysa, ale korzystają z niej również mieszkańcy tej i innych miejscowości.
Jak dodają nasi rozmówcy, sołtys miał też namawiać, aby nie brać udziału w zebraniu sołeckim, a jednemu z mieszkańców nie przyniósł nakazu podatkowego za to, że ten miał inne zdanie niż sołtys i ośmielił się je wyrazić podczas zebrania.
– On widzi tylko kogoś. Zarzuca nam, że nasze płoty stoją w pasie drogowym, ale kiedy drewno jego przyjaciela leżało na szosie, to było w porządku – mówią.
Sołtys Stadarni Ryszard Wlazło przyznaje, że w wigilię rzeczywiście niechcący uszkodził ogrodzenie jednego z sąsiadów. Ale jak zaznacza, zrobił to nieumyślnie.
– Trudno to nawet nazwać płotem – mówi Wlazło. – To raczej kupa rdzy. Wiozłem kamień dużym sprzętem i niechcący zahaczyłem o płot, ale kilka dni później już go naprawiłem. Ta droga powinna mieć sześć metrów szerokości, a ma około czterech, bo niektórzy sąsiedzi „weszli” w nią z ogrodzeniami. Jeden z sąsiadów też miał problem, aby tędy przejechać w żniwa, bo heder kombajnu po prostu się nie mieścił.
Wlazło dodaje, że pomówieniem jest również to, iż kruszywo przekazane sołectwu przez gminę wysypał na swojej prywatnej drodze.
– Z tej drogi mogą korzystać wszyscy – tłumaczy. – Kiedyś to rzeczywiście była moja prywatna droga i tylko ja o nią dbałem, ale przekazałem ją na cele publiczne. Zostanie ujęta w planowanych w naszej gminie scaleniach. Najwidoczniej komuś to przeszkadza – mówi sołtys. (kw)