Winnych brak

Chcąc ominąć inny samochód, wjechał w olbrzymią dziurę, rozrywając przy tym dwie opony i uszkadzając felgę w swoim aucie. Zgłosił szkodę do Urzędu Miasta, ale ubezpieczyciel magistratu odmówi mu wypłacenia odszkodowania.

Pod koniec września pan Kamil (nazwisko do wiadomości redakcji) z Chełma uszkodził dwie opony w swoim aucie.
– To było na osiedlowej ulicy za budynkiem poczty przy I AWP – opowiada chełmianin. – Nie jechałem szybko, bo jest tam ograniczenie do „trzydziestki”, a poza tym tam zawsze jest dosyć dużo aut i pieszych, więc trzeba uważać. Próbując ominąć inne auto wpadłem w ogromną dziurę w drodze. Następstwem było przebicie dwóch opon, skrzywienie przedniej felgi i zgubienie dekla do niej.
Pan Kamil wezwał na miejsce policjantów, którzy sporządzili notatkę z zajścia i poinformowali go, jakie kroki powinien podjąć, aby uzyskać odszkodowanie. Kilka dni później chełmianin wystosował do Urzędu Miasta pismo, w którym streścił całe zdarzenie. Nadmienił w nim, że domaga się odszkodowania i przeprosin. Do dokumentu dołączył zdjęcia, kserokopię faktury od wulkanizatora oraz szacowany koszt zakupy nowych opon. Swoje straty wycenił na około 1400 zł, ale odmówiono mu wypłaty odszkodowania.
– Odpowiedź z towarzystwa ubezpieczeniowego dostałem dopiero po 90 dniach. Napisano mi, że mój wniosek został rozpatrzony odmownie. Ubezpieczyciel stwierdził, że jechałem zbyt szybko, bo gdybym poruszał się z maksymalną prędkością 30 km na godzinę, miałbym możliwość dostosowania się do warunków panujących na drodze i reakcji na zagrożenie. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Jechałem mniej niż „30”. Poza tym policja również nie stwierdziła, że jechałem ze zbyt dużą prędkością – mówi chełmianin.
Krzysztof Tomasik, dyrektor ZDM w Chełmie, tłumaczy, że jeśli pan Kamil nie zgadza się z decyzją ubezpieczyciela powinien się od niej odwołać.
– Notka policyjna, niestety, nie może być dowodem na to, że jechał z określoną prędkością, bo policja odnotowuje jedynie zdarzenie i nie jest w stanie stwierdzić, z jaką prędkością poruszało się auto – tłumaczy.
K. Tomasik dodaje, że bywają sytuacje, że kierowcy zgłaszają się po odszkodowanie, choć do szkody doszło z ich winy.
– Nie chce przesądzać, jak było w tej sytuacji, bo podobnych spraw mamy naprawdę sporo. Rzeczoznawca towarzystwa ubezpieczeniowego zapewne był na miejscu: ocenił stan drogi oraz wszystkie okoliczności i na tej podstawie wydano decyzję, ale jeśli pan Kamil się z nią nie zgadza, powinien się odwołać lub wystąpić na drogę sądową – mówi szef ZDM.
– Oczywiście mam zamiar odwołać się od tej decyzji, a jak to nie pomoże, nie wykluczam skierowania sprawy do sądu – mówi pan Kamil i dodaje, że jeśli są w Chełmie osoby w podobnej co on sytuacji, chętnie przyłączyłby się do pozwu zbiorowego.
Chełmianina boli również fakt, że musiał przebić sobie opony, żeby miasto zwróciło uwagę na fatalny stan tej ulicy.
– Dzień po zdarzeniu dziura była ogrodzona słupkami ostrzegawczymi. Mieszkańcy Chełma wiele razy zgłaszali, że cała ulica jest w fatalnym stanie i potrzebuje remontu, ale te glosy pozostawały bez echa. Dopiero moja szkoda doprowadziła do prowizorycznego zabezpieczenia wyrwy na tej ulicy – dodaje z goryczą chełmianin. Do tematu wrócimy. (kw)