Włodawa odcięta od świata

Brak internetu, głuche telefony komórkowe, wyłączona telewizja i niedziałające bankomaty – w czwartkowe popołudnie Włodawę i okolice dotknął blackout. Niektórzy mieszkańcy nie mogli zrobić zakupów, bo w sklepach nie działały terminale płatnicze. Jedyny kontakt ze światem zapewniały telefony stacjonarne.

W czwartek (21 września) po południu mieszkańcom Włodawy przestały działać praktycznie wszystkie telefony komórkowe. Jednocześnie odcięty został internet, przestały działać bankomaty, terminale płatnicze w sklepach i telewizja. Całkowity paraliż dotknął niemal wszystkie instytucje, szkoły i urzędy. W bankach nie można było realizować transakcji, a osoby, które nie miały gotówki, mogły zapomnieć o zakupach czy zatankowaniu samochodu. Jakby tego było mało, ludzie nie mogli dodzwonić się na żadną infolinię operatorów komórkowych. W jednej chwili Włodawa cofnęła się o kilkadziesiąt lat.
W czwartek problemy z niedziałającymi telefonami czy internetem zgłaszali użytkownicy z całej Polski. O ile operatorowi udało się uporać z problemem na zachodzie i w centrum kraju, to już okolice Włodawy pozostały wyłączone o wiele dłużej. W piątek (22 września) paraliż miasta wciąż trwał i zakończył się dopiero około godziny 15. Oficjalnie przyczyną awarii było fizyczne uszkodzenie kabli dosyłowych w pobliżu miejscowości Czułczyce (gmina Sawin) przez jednego z rolników. Warunki terenowe oraz atmosferyczne uniemożliwiły przeprowadzenie naprawy w nocy, więc akcja została przesunięta na piątkowy poranek. Takie tłumaczenia nie wszystkich jednak przekonały, bo przecież wyoranie jednego kabla nie mogło mieć przełożenia na awarię sieci w niemal całej Polsce. Nie brakuje więc plotek i gdybań, z których wiele kieruje się na wschód – w stronę Białorusi, gdzie trwają manewry wojsk rosyjsko-białoruskich „Zapad 2017”. W wielu komentarzach można przeczytać, że awaria to skutek ataku z użyciem np. bomby elektromagnetycznej albo ataku hakerskiego. Oczywiście prawdziwy powód jest chyba nie do ustalenia. Pewne jest jedno – skutki awarii wielu abonentów odczuje jeszcze dotkliwiej, gdy otrzyma faktury za usługi mobilne. Wiele bowiem osób nie zdawało sobie sprawy z tego, że przy włączonym roamingu ich aparaty przełączały się na sieć białoruską czy ukraińską, a opłaty za połączenia i przesył danych są u tamtejszych operatorów horrendalnie wysokie. (bm)