Wodny Lublin

Podczas wizyty w stacji MPWiK najmłodsi lublinianie dowiedzieli się m.in., że woda w kranach ich domów pod względem parametrów jakościowych porównywalna jest z butelkowanymi wodami mineralnymi dostępnymi w sklepach

Z okazji niedawno obchodzonego Światowego Dnia Wody Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Lublinie zaprosiło lublinian do zwiedzania stacji wodociągowej „Centralna” przy al. Piłsudskiego. Podczas wizyty goście poznali historię lubelskich wodociągów i wiele związanych z nią ciekawostek.


Dobra, bo z głębi ziemi

– Robimy wszystko by tam, gdzie powstają nowe budynki, zdążyć z budową sieci i dostawą wody. To czasem trudne zadanie. Dziś posiadamy ponad 700 kilometrów sieci wodociągowej. Łącznie z przyłączami to jest około 1010 kilometrów sieci, które codziennie obsługujemy– wyjaśnia Sławomir Matyjaszczyk, prezes zarządu MPWiK Sp. z o.o. w Lublinie.
Nasza lubelska woda czerpana jest z ujęć głębinowych, w większości z kredowych pokładów wodonośnych. Tak pozyskana woda ma skład chemiczny typowy dla zbiornika wód wytworzonego w skałach węglanowych kredy i lokalnie paleocenu. Są to wody wodorowęglanowo-wapniowe lub wodorowęglanowo-wapniowo-magnezowe, średnio twarde i twarde (twardość ogólna wynosi 280-380 mg/l), o odczynie obojętnym lub słabo zasadowym (pH w granicach 7,0-7,5), o dość dużej mineralizacji ogólnej do 500 mg/l, niekiedy z podwyższoną zawartością żelaza. – Jej skład mineralny to przede wszystkim pierwiastki: wapń i magnez, odpowiedzialne za budowę naszego kośćca, proces krzepnięcia krwi czy prawidłową pracę mięśnia sercowego – mówi dr Tomasz Żytyński, kierownik Centralnego Laboratorium. – Bezpośrednio po wydobyciu woda charakteryzuje się korzystnymi cechami jakościowymi, tj.: przezroczystością, bezbarwnością bezzapachowością czy zachowaniem stałej temperatury wynoszącej ok. 10 ° C – dodaje.
Mimo że lubelska woda należy do wód o dużej twardości, to jednak można ją pić prosto z kranu, bo nie jest szkodliwa dla zdrowia. – To nieprawda, że picie wody twardej powoduje kamice nerkową. Gdyby tak było, to sto procent społeczeństwa miałoby tę chorobę. Kamienie nie tworzą się przecież od picia wody, tylko od nieracjonalnego odżywiania – mówi Marek Kalamon, mistrz ds. produkcji wody w MPWiK. – Dużo się teraz mówi o szkodliwości opakowań na wodę butelkowaną, które mogą powodować choroby. Na Zachodzie ludzie orientują się, że zdrowiej jest czasem pić wodę z kranu. Biznes wód butelkowych waha się w granicach od 60 do 80 miliardów dolarów. Litr naszej wody kosztuje parę groszy, a litr wody w sklepie to około 2 złotych – dodaje.

Zmineralizowanie

Woda ze studni głębinowych, zanim trafi do mieszkańców Lublina, poddawana jest uzdatnianiu i dezynfekcji. – Jedyne, co nam może w lubelskiej wodzie przeszkadzać, to obecność w niej żelaza. Choć tak naprawdę nie potrzeba wody uzdatniać przez usunięcie żelaza, ponieważ WHO dopuszcza zawartość żelaza, które nie szkodzi zdrowiu, do 5 miligramów w litrze. W naszej wodzie mamy go około 1 miligrama. Ale, jeśli woda ma zbyt wiele żelaza, to nie jest smaczna ani kawa, ani herbata, a białe rzeczy po wypraniu żółkną. Niszczą się też rury. Po awarii widać często lecącą z kranów rudą wodę – to krótkotrwały efekt wypłukiwania żelaza, które osadziło się wewnątrz ścian rurociągu – tłumaczy Marek Kalamon z MPWiK.
Ponadnormatywną ilość żelaza i manganu stwierdzono w dwóch lubelskich ujęciach: stacjach wodociągowych „Centralna” i „Sławinek”. Taka woda poddawana jest procesowi uzdatniania. Zastosowany na „Sławinku” układ uzdatniania polega na napowietrzaniu wody w aeratorach i filtracji pospiesznej na filtrach otwartych. Na „Centralnej” woda utleniana jest za pomocą chloru gazowego, po czym trafia do czterech pospiesznych filtrów „Culligan”. Obie metody utleniania okazały się skuteczne na tyle, że w uzdatnionej wodzie, która trafia do naszych domów znajdują się jedynie śladowe ilości żelaza. Inną, skuteczną metodą dezynfekcji jest promieniowanie UV, które stosowane jest na stacji wodociągowej „Dziesiąta”. Metoda ta pozwoliła znacznie obniżyć stężenie chloru w wodzie kierowanej do mieszkańców tej dzielnicy. Lampy UV zastosowano też na stacji wodociągowej „Felin”. Lubelska woda dezynfekowana musi być jedynie, ze względów bezpieczeństwa. – Zanim trafi do odbiorców, często ma do przebycia długą drogę, podczas której może być narażona na zanieczyszczenie bakteriologiczne –wyjaśnia Elżbieta Kuzioła, kierownik Wydziału Produkcji Wody MPWiK.

Oszczędniejsi

MPWiK swoimi zasobami w pełni pokrywa zapotrzebowanie na wodę w mieście, a nawet przekracza jej zapotrzebowanie. – W Lublinie na dobę produkujemy między 49 a 50 tysięcy metrów sześciennych wody. Zapotrzebowanie na nią wzrasta np. w roku akademickim, kiedy do miasta przyjeżdżają studenci. Jednak, w porównaniu z latami ubiegłymi, zużywamy mniej wody. Jeszcze w latach 90-tych na dobę produkowaliśmy 120 tysięcy metrów sześciennych wody. To o 50% więcej niż obecnie. Zużycie wody spada, dzięki np. nowoczesnej armaturze: kranom z mieszaczem zamiast kranu z gałkami, wodnooszczędnym zmywarkom czy toaletom. To dobrze, bo może więcej wody zostanie dla naszych potomnych, dla naszych dzieci – mówi Marek Kalamon.
Lubelskie wody podziemne pobierane są głównie poprzez system studni wierconych w ujęciach rozlokowanych na terenie całego miasta, a głównie na jego obrzeżach. Średnia głębokość studni wynosi 70 m (najgłębsza 116 m). Na terenie Lublina wydzielono strefy zasilania w wodę. W obrębie każdej strefy pracuje od jednego do kilku ujęć wody. Wielkość stref zależy od zdolności produkcyjnej ujęć, ilości odbiorców i ukształtowania terenu. Na południu Lublina ujęcia: Wilczopole, Prawiedniki, Dąbrowa ze stacją wodociągową „Zemborzycka” dostarczają do 50 proc. ogólnej produkcji wody, a łącznie z „Dziesiątą” i „Sławinkiem” zaopatrują największe systemy strefowe, obejmujące pierścieniowo większość obszarów miasta. Pozostałe ujęcia i stacje tj. „Wrotków”, „Centralna”, „Bursaki”, „Felin” oraz przepompownia „Ruta” mają bardziej znaczenie lokalne.

Historia lubelskich wodociągów

Lubelska siec wodociągowa ma wyjątkowo długą i ciekawą historię, a pozostałości dawnych obiektów są w naszym mieście obecne do dziś. Pierwsze wodociągi pojawiły się w Lublinie już w XVI wieku. Tworzył je ruromistrz Jan. Pierwsze rury były drewniane – do naszych czasów zachowały się nieliczne pozostałości tamtego rurociągu, które można oglądać w siedzibie MPWiK. W ich konserwacji uczestniczyli specjaliści z Biskupina.
Pierwszą wodociągową wodę czerpano ze stawu na Wrotkowie. Rurami płynęła ona aż do najwyższego punktu w ówczesnym mieście – wieży wodnej, wbudowanej w mur okalający klasztor brygidek, która znajdowała się na obecnej ulicy Dolnej Panny Marii. Pozostałości tej budowli można oglądać także i dziś. Śladem po wodociągu są także nazwy, takie jak Rury Bonifraterskie czy Rury Jezuickie – ich nazwa pochodzi od biegnącej w stronę miasta sieci wodociągowej. Woda była pompowana w kierunku Starego Miasta i spływała od wieży wodnej, wykorzystując naturalne obniżenie terenu. Mieszkańcy mogli ją do woli czerpać z dwóch zbiorników znajdujących się na rynku. Dostarczano też ją do lubelskich browarów.
Eksploatacja wodociągu była bardzo kosztowna, zwłaszcza zimą, gdy miedziane rury w baszcie wodnej wymagały podgrzewania. Ostateczny upadek rurociągu przypieczętowali Szwedzi, którzy napadając na miasto w 1659 ukradli również miedziane rury. W 1673, roku wodociąg mistrza Jana został zamknięty. Od tego czasu Lublin nie posiadał wodociągów, a wodę dostarczało się beczkowozami. Przez wiele lat mieszkańcy mogli się zaopatrywać w nią jedynie w studniach. Z tego powodu stan sanitarny Lublina pogarszał się z roku na rok. W 1893 roku w Lublinie wybuchła potężna epidemia cholery. Dopiero w XIX wieku przystąpiono do budowy wodociągu z prawdziwego zdarzenia. 6 listopada 1896 roku miasto podpisało kontrakt z inż. Adolfem Weisblatem, który podjął się budowy wodociągu. Wtedy też wybudowano nieistniejącą dziś wieżę wodociągową na pl. Wodności – jej miniatura jest częścią składową fontanny.
Weisblatowski wodociąg składał się z trzech studni artezyjskich, dwóch pomp z kotłami parowymi, budynku maszynowni, wieży ciśnień i 8,5 km sieci wodociągowej. Wodociąg nie zaopatrywał w wodę odleglejszych dzielnic Lublina, a mieszkańcy nadal musieli korzystać ze studni i usług nosiwodów. – Początkowo Weisblat chciał, by Lublin zaopatrywany był z wody powierzchniowej, jednak dzięki naszemu słynnemu lekarzowi, Mieczysławowi Biernackiemu, do tego nie doszło. Biernacki ostro protestował, bo wody powierzchniowe w tamtym okresie były zanieczyszczone, co groziło kolejnymi epidemiami. Weisblat musiał przeprojektować wodociąg i wykonać go na bazie wód głębinowych. Był on zasilany ze studni artezyjskich, czyli takich, w których woda po przewierceniu się przez warstwę wodonośną samoczynnie wypływa na powierzchnię – wyjaśnia Marek Kalamon.
Ten wodociąg funkcjonował do 1924 roku, Lublin się dynamicznie rozwijał, więc stawał się on niewydolny. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że wodociąg weisbaltowski nie posiadał kanalizacji a zużyta przez mieszkańców woda płynęła rynsztokami. Ponadto Lublin zaopatrywany był w wodę tylko w 15 procentach a jej cena była najwyższa w ówczesnej Polsce. Umowa z Weisblatem była dla miasta niekorzystna jeszcze z tego powodu, że mimo obietnic nie był on rozbudowywany i nie posiadał oczyszczalni ścieków. Ostatecznie miasto przejęło wodociąg po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Musiało jednak wypłacić poprzedniemu właścicielowi olbrzymie odszkodowanie, co po długotrwałym procesie sadowym z Weisblatem nastąpiło dopiero w 1929 roku.

Ulen i spółka

Władze Lublina zamierzały rozbudować wodociąg dzięki pieniądzom pożyczonym od nowojorskiej firmy Ulen & Co. – Amerykanie w wielu miastach polskich udzieli na rozwój sieci wodociągowej pożyczek. Otrzymał je Lublin, Radom i Piotrków Trybunalski. Ta pożyczka była na bardzo dogodnych warunkach, nieoprocentowana. Amerykanie wybudowali też niezbędną infrastrukturę, m.in. ujęcie lewarowe wody na Wrotkowie. Ta pompownia przetłaczała wodę z ujęcia do zbiornika na „Centralnej”, który w tym czasie został wybudowany. Dopiero z tego zbiornika była tłoczona do zbudowanej w 1926 r. wieży ciśnień przy Al. Racławickich. Wieża jest do dziś obiektem czynnym, włączonym w system wodociągowy Lublina. Jest w niej cylindryczny stalowy zbiornik, mający około 13,5 metra wysokości. Mieści się w nim ponad 2000 metrów sześciennych wody. Ten zbiornik stabilizuje ciśnienie w sieci wodociągowej w swojej strefie. Wieża ciśnień z al. Racławickich jest w stanie zaopatrzyć okolicę w wodę na cztery godziny, gdyby pompownia „Centralna” przestała działać. Oczywiście, to musiałaby być naprawdę duża awaria, bo tu w pompowni przy al. – Piłsudskiego mamy dla bezpieczeństwa własny agregat prądotwórczy – dodaje. Amerykanie wybudowali też oczyszczalnię ścieków „Kalina” – To była oczyszczalnia dość nowoczesna, wprowadzono rozdzielczość wód kanalizacyjnych i deszczowych – wyjaśnia Marek Kalamon.
Od września 1929 roku, kiedy Amerykanie oficjalnie przekazali nowo wybudowany wodociąg miastu, datuje się powstanie Miejskich Wodociągów i Kanalizacji, dzisiejszej spółki MPWiK. W 1930 roku długość sieci wodociągowej wynosiła 63,5 kilometra. Ten układ funkcjonował do wybuchu II wojny światowej. Po wkroczeniu do Lublina Niemcy nie zniszczyli sieci wodociągowej, była im potrzebna woda dla garnizonów wojskowych i na potrzeby obozu koncentracyjnego na Majdanku. – Niemcy wręcz wykonali modernizację ujęcia na Wrotkowie, wymienili pompy, usprawnili układ – mówi Marek Kalamon.

Podążanie za rozwojem

Zapotrzebowanie na wodę rosło wraz z rozwojem miasta, a zwłaszcza jego wielkich osiedli mieszkaniowych. Licznie napływali tez do Lublina mieszkańcy okolicznych wsi. – Na potrzeby osiedla LSM zbudowano w latach 60 -tych stację wodociągową „Sławinek”. W tym rejonie występowały wody żelaziste, więc trzeba było wybudować również uzdatnialnię, która została oddana do użytku w 1968 roku. Po LSM-ie zaczął się intensywnie rozbudowywać Czechów, więc w latach 70-tych zaczęła się budowa największej stacji wodociągowej w Lublinie, czyli „Zemborzyckiej” i ujęcia wody w Prawiednikach. Specjalną magistralą, rurociągiem DEN– 800, woda dziś jest tłoczona na Czechów, częściowo na Czuby i Sławinek. W 1975 r. rozpoczęto budowę oczyszczalni ścieków „Hajdów. W latach 80-tych nastąpił wzrost zużycia wody – miasto liczyło wówczas około 500 tysięcy mieszkańców. – Na ich potrzeby powstało nowe ujęcie wody w Wilczopolu i została dobudowana kolejna cześć pompowni w Zemborzycach. W sumie w Lublinie mamy osiem stacji wodociągowych: „Zemborzycka”, „Dziesiąta”, „Sławinek”, „Centralna”, „Wrotków”, „Felin”, „Bursaki’ i najnowszy nasz nabytek – stacja „Mełgiewska”. Nie ma identycznej wody, bo każda trochę się różni, ale trzeba by mieć naprawdę wyczulony smak i węch, żeby stwierdzić, że woda jest inna w innej dzielnicy. Sam skład fizykochemiczny wody w Lublinie jest porównywalny. Dyskomfort w konsumpcji może powodować jedynie chlor, ale my chlorujemy wodę takimi dawkami minimalnymi, że jest on prawie niewyczuwalny – wyjaśnia Marek Kalamon, mistrz ds. produkcji Wody w MPWiK.
Emilia Kalwińska

MPWiK W LICZBACH

Liczba ludności zaopatrywanej w wodę w Lublinie w 2017 r.: 330 121 osób
Stopień pokrycia miasta wodociągami w 2017 r.: 98,66%
Długość sieci wodociągowej wraz z przyłączami w 2017 r.: 1006,4 km
Średnia dobowa produkcja wody w 2017 r.: 47 169 (m3/dobę)