Wojewoda przeprasza, ale z niczego się nie wycofuje

Wojewoda Przemysław Czarnek przeprosił za swoje słowa o lubelskim marszu równości. Bartosz Staszewski, który skierował przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia, nie ukrywa satysfakcji. Sukces ogłosiły jednak… obie strony.


– Ta ugoda to dowód na to, że nawet wysokiego rangą urzędnika obywatel może pociągnąć do odpowiedzialności. Warto chodzić do sądów, aby bronić swoich racji. Te przeprosiny to zwycięstwo wszystkich osób LGBT+ nad homofobią – skomentował wyrok B. Staszewski na facebookowym profilu marszu równości.

Przypomnijmy, że w procesie chodziło o słowa, które jesienią ubiegłego roku wojewoda wypowiedział na temat marszu. Czarnek stwierdził, że „jest przeciwnikiem promowania zboczeń, wynaturzeń i dewiacji”. Staszewski dopatrzył się w tym zniesławienia i skierował przeciwko wojewodzie prywatny akt oskarżenia. W listopadzie ubiegłego roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód umorzył sprawę, ale organizator marszu złożył odwołanie do Sądu Okręgowego, który w lutym uchylił wcześniejszy wyrok.

W ubiegłym tygodniu wojewoda przeprosił Staszewskiego, a sprawa została zakończona. „Uprzejmie informuję, że nie było nigdy moim zamiarem obrażanie ani dyskryminowanie kogokolwiek moimi słowami. (…) Nigdy nikogo nie miałem zamiaru obrażać, bo oddzielam słowa od czynów – osób nie potępiam, czynów jednak z uwagi w szczególności na nauczanie Pisma Świętego oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego, w żadnym wypadku nie mogę zaakceptować.

Jest mi niezmiernie przykro, że moje słowa (…) wywołały negatywne oceny co do moich intencji. Wszystkich, w szczególności pana Bartosza Staszewskiego, którzy z tego powodu poczuli się urażeni – przepraszam. Powyższe jednak w żaden sposób nie zmienia mojej jednoznacznie negatywnej oceny homoseksualizmu” – tak brzmiały przeprosiny, które Przemysław Czarnek opublikował na swoim kanale na Youtube „Polska to nie wstyd” i na Facebooku.

Treść przeprosin budzi mieszane odczucia niektórych internautów. „Warto zwrócić uwagę, że nie są to przeprosiny. Jedyne, co z wypowiedzi wynika, to przyznanie się do winy, ale na pewno nie przeprosiny” – skomentowała jedna z osób na facebookowym profilu marszu. – To nie są idealne przeprosiny, ale na tym polega ugoda. To była moja, bardzo trudna decyzja poprzedzona konsultacjami osób, do których mam zaufanie. Poprzedzona także trudnymi spotkaniami z wojewodą. Moim zdaniem wywalczyłem maksimum, które można było wygrać w tej sprawie – odpowiedział Bartosz Staszewski.

Sukces, oprócz B. Staszewskiego ogłosił również wojewoda. – Skończyło się zwycięstwem! Sąd umorzył sprawę. Z niczego się nie wycofuję. Pozostaję przeciwnikiem promocji zboczeń, dewiacji i wynaturzeń, a zwolennikiem małżeństwa opartego na związku kobiety i mężczyzny. (…) Jesteśmy w wolnym kraju. Możemy śmiało, zgodnie z naszym sumieniem posługiwać się tym, co jest zapisane w Piśmie Świętym i w Katechizmie Kościoła Katolickiego – poinformował wojewoda Czarnek na swoim kanale na Youtube.

Przypomnijmy, że pierwszy lubelski marsz równości przeszedł ulicami naszego miasta w październiku ubiegłego roku. Jego organizację poprzedziły liczne protesty środowisk konserwatywnych. Marsz zgromadził około półtora tysiąca osób. Kilka razy zmieniał trasę, bo na jego drodze stawała kontrmanifestacja. Przy wejściu w ulicę Świętoduską w stronę poprzedzających marsz policjantów poleciały butelki, kamienie i petardy. Kilku funkcjonariuszy zostało lekko rannych, a policja zatrzymała ponad 20 osób. Grzegorz Rekiel