Wojewoda złamał wszelkie warunki ugody?

Sąd Okręgowy odroczył rozpoznanie zażalenia Bartosza Staszewskiego, organizatora marszu równości w Lublinie, na postanowienie o umorzeniu sprawy, w której oskarżył on wojewodę Przemysława Czarnka o zniesławienie. Zdaniem Staszewskiego Czarnek złamał warunki zawartej w maju ugody. Wojewoda nie ma sobie nic do zarzucenia.

Powodem odroczenia sprawy były błędy formalne. Na czym polegały? – Sąd pierwszej instancji nieprawidłowo się zachował w tym zakresie, że w pewnym momencie w sprawie pojawił się prokurator, który ma prawo przystąpić do takich spraw z oskarżenia prywatnego. Należało wezwać prokuraturę na to końcowe posiedzenie, w którym strony dochodziły do zawarcia ugody (czego nie zrobiono – przyp. aut.) – tłumaczy mecenas Bartosz Przeciechowski, pełnomocnik Bartosza Staszewskiego. – Prokuratura miała też prawo do ewentualnego zaskarżenia postanowienia o umorzeniu sprawy, tak jak zrobił to oskarżyciel prywatny – dodaje.

Sprawa została odroczona. Co do jej meritum, mec. Przeciechowski „podtrzymuje stanowisko, że zachowania wojewody Czarnka wskazują, że „on zupełnie inaczej rozumie formułę pojednania”. Z kolei wojewodę przed salą rozpraw wspierała grupa zwolenników.

Przypomnijmy, że w procesie chodziło o słowa, które jesienią ubiegłego roku wojewoda wypowiedział na temat marszu równości w Lublinie. Czarnek stwierdził, że „jest przeciwnikiem promowania zboczeń, wynaturzeń i dewiacji”. Staszewski dopatrzył się w tym zniesławienia i skierował przeciwko wojewodzie prywatny akt oskarżenia. W listopadzie ubiegłego roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód umorzył sprawę, ale organizator marszu złożył odwołanie do Sądu Okręgowego, który w lutym uchylił wcześniejszą decyzję.

Spraw wróciła na wokandę. Na początku maja strony zawarły ugodę, w której wojewoda zobowiązał się do przeproszenia organizatora marszu równości. Wydawało się, że sprawa została definitywnie zakończona. „Uprzejmie informuję, że nie było nigdy moim zamiarem obrażanie ani dyskryminowanie kogokolwiek moimi słowami. (…) Nigdy nikogo nie miałem zamiaru obrażać, bo oddzielam słowa od czynów – osób nie potępiam, czynów jednak z uwagi w szczególności na nauczanie Pisma Świętego oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego, w żadnym wypadku nie mogę zaakceptować. Jest mi niezmiernie przykro, że moje słowa (…) wywołały negatywne oceny co do moich intencji. Wszystkich, w szczególności pana Bartosza Staszewskiego, którzy z tego powodu poczuli się urażeni – przepraszam. Powyższe jednak w żaden sposób nie zmienia mojej jednoznacznie negatywnej oceny homoseksualizmu” – tak brzmiały przeprosiny, które Przemysław Czarnek opublikował m.in. na swoim kanale na Youtube „Polska to nie wstyd” .

Jednocześnie Marek Wieczerzak, rzecznik prasowy wojewody, wystosował oświadczenie do mediów, w którym stwierdził, że „Wojewoda Lubelski podkreśla, że w myśl treści ugody NIKOGO NIE PRZEPRASZA ZA ANI JEDNO SŁOWO WYPOWIEDZIANE NA TEMAT MARSZU RÓWNOŚCI. Z żadnego słowa się nie wycofuje. Zgodnie z zawartą ugodą wyraża jedynie ubolewanie, że jego intencje zostały źle zrozumiane przez niektórych odbiorców i przeprasza, że z tego powodu poczuli się urażeni”.

Bartosz Staszewski uznał to za złamanie warunków ugody. „Wojewoda złamał wszelkie warunki ugody (…). W wypowiedziach medialnych zaprzeczał temu, że przeprasza za jakiekolwiek słowa. Skasował też film zamieszczony na Facebooku, który miał tam pozostać” – skomentował i złożył zażalenie na postanowienie sądu pierwszej instancji o umorzeniu sprawy. W ubiegłym tygodniu rozpoznał je sąd okręgowy.

Przypomnijmy, że pierwszy marsz równości przeszedł ulicami Lublina w październiku ubiegłego roku. Jego organizację poprzedziły liczne protesty środowisk konserwatywnych. Marsz zgromadził około półtora tysiąca osób. Kilka razy zmieniał trasę, bo na jego drodze stawała kontrmanifestacja. Przy wejściu w ulicę Świętoduską w stronę poprzedzających marsz policjantów poleciały butelki, kamienie i petardy. Kilku funkcjonariuszy zostało lekko rannych, a policja zatrzymała ponad 20 osób.

Grzegorz Rekiel