Wójt na noże z byłą dyrektor

6,5 tys. zł odszkodowania i uznanie za nieuzasadnione zwolnienia ze stanowiska byłej dyrektor Przedszkola w Izbicy – to decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i sądu cywilnego. – Nie oznacza to, że pani ta będzie znów dyrektorem, a co do odszkodowania to wnosiła o 12 tys. zł, więc w pewnym sensie odnieśliśmy sukces – komentuje Jerzy Lewczuk, wójt Izbicy. Beata Demczuk, bo o niej mowa, zapewnia, że wcale nie starała się o takie pieniądze, a poprzez działania wójta pochorowała się i przebywa na rocznym urlopie na poratowanie zdrowia.

 

Jakiś czas po tym, jak w listopadzie 2014 r. Jerzy Lewczuk pokonał w wyborach na wójta gminy Izbica Karola Babiarza, z pracą na stanowisku dyrektora tutejszego Przedszkola pożegnała się Beata Demczuk. – Gdy zostałem wójtem, to nie założyłem sobie, że będę kogoś zwalniał. Dałem wszystkim czas, przyglądałem się, jak pracują. Niestety, szybko okazało się, że w Przedszkolu w Izbicy źle się dzieje, a do pani Demczuk straciłem po prostu zaufanie – mówi dziś Jerzy Lewczuk. Wójt miał się dowiedzieć m.in., że Demczuk zaangażowała się w organizację referendum w sprawie odwołania go ze stanowiska. Twierdzi też, że podburzała przeciwko gminie rodziców dzieci chodzących do Przedszkola. – Wmówiła im, że jeśli wprowadzimy catering i zrezygnujemy z własnej kuchni, to posiłki w przedszkolu będą dwa razy droższe. Przyprowadziła nawet rodziców na sesję – opowiada wójt Izbicy. Przy zwalnianiu Demczuk wójt Lewczuk zarządził inwentaryzację w Przedszkolu. – Znajdowaliśmy jakieś faktury za szafami, ogólny bałagan. Raz odkryliśmy reklamówkę z pustymi butelkami po wódce – twierdzi.
Demczuk nie zamierzała się poddać bez walki. Przepracowała w przedszkolu 21 lat w tym 9 jako dyrektorka. Poszła do sądu. I w pewnym sensie wygrała. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie uznał, że jej zwolnienie było bezzasadne, a sąd cywilny orzekł, że gmina ma jej wypłacić 6,5 tys. zł odszkodowania.
– Nie muszę tej pani przywracać na stanowisko dyrektora. Po prostu, gdy wróci z urlopu, może w przedszkolu nadal pracować. Co do odszkodowania, to chciała dostać 12 tys. zł i udało się nam zmniejszyć tę kwotę prawie o połowę. To w pewnym sensie też sukces – mówi wójt Lewczuk.
Inaczej sprawę przedstawia Beata Demczuk. Po pierwsze twierdzi, że próba organizacji referendum w sprawie odwołania Lewczuka ze stanowiska to nie był jej pomysł. – Osobiście nigdy nie angażowałam się w jakiekolwiek referendum, ani teraz, ani za poprzedniego wójta, ani nigdy – mówi.
– Co do odszkodowania, to ja nie wnioskowałam o żadną kwotę. To panowie mecenasowie się w tej sprawie licytowali, zaczęli chyba od 10 tys. zł i szli w dół. Poza tym to strona przeciwna od razu zaproponowała ugodę, znamienne? – zastanawia się Demczuk. Sąd zapytał byłą dyrektor, jakie jest jej stanowisko w sprawie. Zaproponowała 7,5 tys. zł odszkodowania, ostatecznie kwota ta zmniejszyła się jeszcze o 1 tys. zł. Demczuk nic nie wie o butelkach po alkoholu rzekomo znalezionych w placówce. – Inwentaryzacja dotyczyła chyba stanu faktycznego finansów i uposażenia przedszkola. Czy były jakieś uwagi merytoryczne? Nie. Osobiście nie miałam i nie mam wglądu do protokołów. Insynuacje mnie nie interesują – komentuje.
Demczuk twierdzi, że przez całe zamieszanie wokół jej osoby rozchorowała się i dlatego poszła na roczny urlop na poratowanie zdrowia. – Nie wiem, dlaczego wójt chce mnie zniszczyć. Czuję się, jak w matriksie, gdy słyszę, co mówi na mój temat – podsumowuje. (kg)