Wójtowie odetchnęli z ulgą

Dobra wiadomość dla większości wójtów z gmin powiatu krasnostawskiego. Prawo i Sprawiedliwość wycofało się z pomysłu, by samorządowcy sprawujący władzę przez ostatnie dwie kadencje nie mogli kandydować w kolejnych wyborach. Gdyby przepisy weszły w życie, w 2018 r. zmieniliby się wójtowie: Siennicy Różanej, Łopiennika Górnego, Fajsławic, Rudnika, Żółkiewki, Gorzkowa, Kraśniczyna i gminy Krasnystaw.

Rewolucji w krasnostawskich samorządach nie będzie, chyba że zdecydują o niej sami wyborcy. PiS wycofał się z pomysłu, by kierowanie danym samorządem ograniczało się do dwóch kadencji i to biorąc pod uwagę także te z lat 2010-2014 i 2014-2018. Rząd Beaty Szydło spasował wobec zarzutów, że chce złamać zasadę, iż „prawo nie działa wstecz”. Dwukadencyjność owszem, ale liczona od przyszłorocznych wyborów – zaapelowało środowisko prawnicze. Pomysł PiS-u nie podobał się np. Jarosławowi Gowinowi, wicepremierowi w rządzie Szydło, a ostatnio skrytykował go też otwarcie prezydent Andrzej Duda. Ostatecznie Jarosław Kaczyński, prezes PiS, ogłosił, że zmienia zdanie na temat dwukadencyjności. Rządząca partia chce, by weszła ona w życie, ale liczona dopiero od najbliższych wyborów samorządowych. Słowa Kaczyńskiego z ulgą przyjęła większość wójtów z powiatu krasnostawskiego. Gdyby bowiem dwukadencyjność liczona wstecz weszła w życie, w przyszłorocznych wyborach samorządowych nie mogliby kandydować: Janusz Korczyński – wójt gminy Krasnystaw (na stanowisku od 37 lat), Leszek Proskura – wójt Siennicy Różanej (po raz pierwszy wybrany w 2002 r.), Tadeusz Chruściel – wójt Fajsławic (na stanowisku ponad 15 lat), Tadeusz Zdunek – wójt Rudnika (też ponad 15 lat na stanowisku), Jacek Lis – wójt Żółkiewki (od 2008 r.), a także Marek Kasprzak – wójt Gorzkowa, Jan Kuchta – wójt Łopiennika Górnego i Małgorzata Sapiecha – wójt Kraśniczyna, którzy rządzą drugą kadencję. I o ile Janusz Korczyński ogłosił, że i tak nie zamierza ponownie kandydować na wójta, o tyle pozostali włodarze startu nie wykluczali. I po zmianie zdania przez prezesa Kaczyńskiego rzeczywiście będą mogli ubiegać się o reelekcję. Jacek Lis, wójt Żółkiewki, od początku krytykował pomysł PiS-u. Otwarcie twierdził, że dwukadencyjność działająca wstecz jest po prostu niesprawiedliwa. – Skoro już wprowadzać kadencyjność, to także w sejmie i senacie. Są posłowie sprawujący swoją funkcję ponad 20 lat i to PiS-owi nie przeszkadza. Inna sprawa, że dwukadencyjność będzie szkodliwa. Po co burmistrz czy wójt sprawujący władzę drugą kadencję ma starać się zrobić coś dobrego dla gminy, miasta, skoro już na następną kadencję nie będzie mógł kandydować? To nie mobilizuje do lepszej pracy – mówił w rozmowie z „Nowym Tygodniem”. Podobne zdanie miał Jan Kuchta. Wójt Łopiennika Górnego przekonywał, że kadencyjność nie przyniesie niczego dobrego. – Nowe przepisy sprawiłyby, że dla wielu włodarzy ważna będzie tylko ta pierwsza kadencja. Trzeba coś zrobić, by ludzie wybrali mnie na drugą, a potem po co się starać, skoro i tak już nie będę mógł kandydować? Może nie wszyscy by tak podchodzili do rządzenia, ale na pewno wielu mogłoby tak sobie pomyśleć – komentuje. (kg)