Wrobiony w dług

Nigdy nie brałeś pożyczek, ani kredytów, a nagle okazuje się, że ciąży na tobie dług. Niemożliwe? Możliwe, o czym ostatnio dotkliwie przekonał się jeden z mieszkańców Chełma. O sądowym nakazie zapłaty dowiedział się dopiero wtedy, gdy komornik „ściągnął” mu pieniądze z konta. Oszust prawdopodobnie ściągnął jego dane z internetu i wziął tzw. chwilówkę. – Takich przypadków jest coraz więcej. Jak najszybciej powinno się zmienić przepisy, by to ukrócić – uważa chełmski prawnik, Tomasz Gabrylewicz.

Pan Paweł Nowak na początku stycznia znalazł w skrzynce awizo. Pojechał z nim na pocztę. W okienku okazało się, że czeka na niego list od komornika z Wrocławia. Odebrał i od razu zajrzał do środka. Zdziwienie szybko przerodziło się w oburzenie. Ze znajdujących się w środku pism wynikało, że komornik wszczął wobec niego egzekucję na podstawie nakazu zapłaty wydanego przez sąd w postępowaniu elektronicznym na wniosek jednej z firm windykacyjnych z Wrocławia. Jako dłużnik wskazany był pan Paweł. Zgadzało się nazwisko i PESEL, ale adres był zupełnie inny – wrocławski. Chełmianin zadzwonił pod znajdujący się na kopercie numer kancelarii komorniczej. Kiedy zakomunikował komornikowi, że to skandaliczna pomyłka, bo nigdy nie pożyczał żadnych pieniędzy, nikomu nie był nic dłużny i nigdy nie miał nic wspólnego z Wrocławiem, usłyszał, że dług (1 tys. zł) wraz ze wszystkimi kosztami postępowania został już ściągnięty z jego rachunku, bo komornik nie jest od sprawdzania prawidłowości sądowych nakazów zapłaty, a że PESEL wskazywał, że pan Paweł prowadzi działalność gospodarczą w Chełmie, to zrobił egzekucję z konta jego firmy – w sumie prawie 2 tysiące złotych. Na koniec nieprzyjemnej rozmowy chełmianin usłyszał jedynie, że jeśli padł ofiarą jakiegoś oszusta, to niech ma pretensje do niego i ewentualnie sądu, który wydał nakaz zapłaty dotyczący niewłaściwej osoby. Pan Paweł złożył zawiadomienie na policji. Rozpoczął również własne dochodzenie, w jaki sposób Bogu ducha winny człowiek może stać się dłużnikiem. Ustalił, że firma windykacyjna z Wrocławia kupiła „jego” dług od parabanku z Warszawy udzielającego przez internet tzw. chwilówek. Oszust posługując się imieniem i nazwiskiem oraz numerem PESEL chełmianina wziął na niego tysiąc złotych pożyczki, a pożyczkodawcy nie interesowało, że podał jakiś fikcyjny adres we Wrocławiu. Firma windykacyjna, która bezskutecznie wzywała do spłaty długu, wysyłając korespondencję do Pawła Nowaka z Wrocławia, w końcu wystąpiła do sądu o wydanie nakazu zapłaty. Sąd w tzw. szybkim postępowaniu elektronicznym też wysłał wezwanie na nazwisko pana Pawła na adres we Wrocławiu i choć nie zostało one odebrane, zaocznie wydał nakaz zapłaty. – Jak się okazuje, sąd nie weryfikuje czy korespondencja wysyłana jest na właściwy adres, czy na pewno chodzi o właściwą osobę, tylko nieodebraną korespondencję uznaje za prawidłowo dostarczoną. Dowiedziałem się przy okazji, że w praktyce referendarz sądowy prowadzący postępowanie w trybie elektronicznym ma średnio 1,5 do 2 minut na rozpatrzenie sprawy. W tak krótkim czasie nie ma mowy o sprawdzeniu pozwanego w bazie czy dokładne zapoznanie się ze sprawą. Nakazy klepie się automatycznie – zżyma się pan Paweł.

Do Departamentu Sądów, Organizacji i Analiz Wymiaru Sprawiedliwości wpływały skargi dotyczące doręczeń na niewłaściwy adres orzeczeń wydanych w postępowaniu cywilnym, w tym także doręczeń dokonywanych przez VI Wydział Cywilny Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie (jedyny w kraju sąd elektroniczny – przyp. aut.). Skargi te, zgodnie z właściwością, były przekazywane do rozpoznania przez prezesa tego sądu – przyznaje Wioletta Olszewska, naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji Biura Ministra.
Pan Paweł ma nadzieję, że sprawę uda się wyjaśnić i odzyskać pieniądze. Na razie od śledczych i komornika dowiedział się, że oszust mógł wziąć na niego więcej takich pożyczek i niewykluczone, że to nie ostatnia egzekucja prowadzona wobec jego osoby. Co robić w takiej sytuacji?

– Należy złożyć sprzeciw od nakazu zapłaty, uzasadniając przy tym, że został doręczony na nieprawidłowy adres. Najlepiej załączyć do sprzeciwu ksero dowodu i meldunku, pobranego z urzędu miasta. Nie musimy nic uzasadniać, ale – jeżeli mamy na to dowody, możemy podnieść stawiane zarzuty – mówi radca prawny Tomasz Gabrylewicz.
Pokrzywdzony powinien złożyć sprzeciw w ciągu 2 tygodni od momentu, kiedy dowiedział się o nakazie zapłaty. Sprawa wróci wówczas do sądu, a po pozytywnym wyroku należy wystąpić do windykatora o zwrot pieniędzy. Najlepiej jednak zaangażować do pomocy prawnika. – Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji, może przyjść po poradę – zachęca Gabrylewicz, który uważa, że ustawodawca powinien jak najszybciej dokonać zmian w przepisach, które uniemożliwią udzielanie pożyczek przez internet bez weryfikacji pożyczkobiorcy, a sądom nakażą weryfikację, czy korespondencję, jaką kierują do pozwanych, jest wysyłana na właściwy, a nie fikcyjny adres i czy postępowanie toczy się wobec właściwej osoby.

Wystarczy PESEL i nazwisko

Problem w tym, że dzisiaj dłużnikiem i tzw. słupem może być każdy, nawet o tym nie wiedząc. Internetowe firmy pożyczkowe weryfikują klientów, prosząc o przelanie ze swojego rachunku 1 gr czy 1 zł. Z kolei oszuści wykorzystują możliwość założenia w banku konta bez podpisywania papierowej umowy – wystarczy wypełnić wniosek w internecie, a następnie potwierdzić zawarte w nim dane przelewem z rachunku w innym banku. I tak na czyjeś nazwisko można założyć spokojnie kilka rachunków bankowych. Wyłudzacze i złodzieje mają szerokie pole do popisu.
Czy nie powinno się wreszcie wprowadzić dodatkowych obostrzeń i zlikwidować tę ułomność systemu? Bankowcy są innego zdania.
– Założenie konta nie może być trudne i czasochłonne – mówi dr Przemysław Barbrich, dyrektor Zespołu Public Relations Związku Banków Polskich. – Owszem, można stworzyć system, który będzie w stu procentach bezpieczny, ale wówczas bardzo szybko pojawią się telefony od niezadowolonych klientów z zarzutami odnośnie zbyt skomplikowanego procesu zakładania rachunków bankowych Polski system bankowy ma ponad 40 mln kont. Przy tak ogromnej liczbie nie sposób uniknąć sytuacji, w których oszuści wejdą w posiadanie danych osobowych klientów, założą konta i wyłudzą pieniądze. Są to jednak pojedyncze przypadki, a banki zdają sobie sprawę z problemu, monitorują go i pracują nad uszczelnianiem systemu. Został już opracowany szereg rozwiązań, utrudniających zakładanie tego typu kont – zapewnia dr Barbrich.
Według bankowców, problemem jest ludzka naiwność. Jak mówią, na kampanie informacyjne (mówiące o tym, że bank nigdy nie zwraca się do klienta z prośbą o podanie loginu i hasła do konta) wydali setki milionów złotych, a nadal ludzie dają się omamić oszustom i poddają im w mailach czy przez telefon swoje dane. (pc)