Wstydliwy upadek znanej prawniczki

Karina Ł. nie przyznaje się do winy

Kancelaria prawna z Lublina uzyskiwała odszkodowania, ale zatrzymywała je u siebie na koncie. Wypłacała je w niewielkich ratach, albo wcale. Właścicielka firmy, 41-letnia Karina Ł., została oskarżona o przywłaszczenie 615 tys. zł. Poszkodowanych jest około 70 osób.
Kancelaria działała przy ul. Narutowicza. W lutym ubiegłego roku jej biuro zniknęło, jej przedstawiciele przestali odbierać telefony i odpisywać na SMS-y.


Firm zajmowała się przede wszystkim uzyskiwaniem odszkodowań. Pracownicy często samo docierali np. do ofiar i rodzin wypadków drogowych, oferując swoje usługi. Zapewniali, że dzięki ich działaniom uzyskają większe wypłaty świadczeń. Klienci zawierali umowy upoważniając prawników do podejmowania wszelkich czynności w ich imieniu. Wynagrodzeniem dla kancelarii miała być prowizja – 20 procent, plus VAT z otrzymanej kwoty.

Niestety, cała suma najpierw spływała na konto firmy, która – według umowy – powinna w ciągu 7 dni rozliczyć się ze zleceniodawcami. Jak twierdzą śledczy, nie robiła tego i zatrzymywała pieniądze dla siebie albo wypłacała je klientom w niewielkiej części. Do takich działań dochodziło w latach 2015-2016.

Do prokuratury zgłosiło się około 70 osób, które zostały pokrzywdzone. W sumie kancelaria jest im winna 615 tys. zł.

Karina Ł. została oskarżona nie tylko o przywłaszczenie pieniędzy swoich zleceniodawców, ale także samochodu, wartego 37 tys. zł. Auto było wzięte w leasing. Jak informuje prokuratura, kobieta nie spłacała za niego rat i nie chciała go zwrócić mimo, że otrzymywała takie wezwania.

Oskarżona 41-latka nie przyznaje się do winy. Wyjaśniła jednak śledczym, że jej firma miała problemy finansowe i dlatego nie rozliczała się z klientami. Teraz grozi jej do 5 lat więzienia.

To nie jedyna taka sprawa w Polsce. Dlatego korzystając z usług takich firm, najlepiej sprawdzić wcześniej ich wiarygodność, albo tak sporządzić umowę, by przekazywane pieniądze bezpośrednio wpływały na nasze konto. LL