Wtykanie nosa w sprawy wrażliwe

Pani Grażyna Proskurnicka, mieszkanka Wrotkowa, jest przekonana, że pracownicy MOPR mieli wgląd w jej kartę zdrowia, choć nie meli do tego prawa. MOPR zaprzecza, zapewniając, że jedynie weryfikował informacje o stanie zdrowia pacjentki.


Pani Grażyna jest mieszkanką osiedla Nałkowskich. Chodzi do lekarza rodzinnego w jednej z przychodni na Wrotkowie, ale poważniejszych problemów zdrowotnych nie ma.
Jakiś czas temu wizytę złożył jej pracownik socjalny MOPR. Pani Grażyna ze zdziwieniem dowiedziała się, że w tzw. planie pomocy MOPR jest informacja, że ośrodek konsultował informacje o jej stanie zdrowia z lekarką przychodni.
– Na jakiej podstawie? Nikogo o to nie prosiłam. Taka instytucja nie może sprawdzać bez mojej wiedzy, ani nawet pytać mnie o to, czy, gdzie i na co się leczę – uważa lublinianka, która postanowiła wyjaśnić sprawę i spytać w swojej przychodni zdrowia dlaczego udzielono MOPR informacji na jej temat. – „Nie udzielono informacji o stanie pani zdrowia i leczenia” – odpisała przychodnia. Panie Grażyna nie wierzy w takie zapewniania. – Złamali tajemnicę lekarską – utrzymuje.– Prawo złamał również MOPR sięgając po takie informacje.
MOPR: Jedynie weryfikowaliśmy informacje
MOPR twierdzi, że nie „zaglądał” do karty zdrowia pacjentki. – Nasz pracownik socjalny nie ubiegał się o wgląd w dokumentację medyczną – zapewnia Magdalena Suduł, rzecznik prasowy MOPR. – Nie mamy uprawnień do takich czynności i w żadnym przypadku nie występujemy o dostęp do kart zdrowia. Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej mamy prawo prosić  placówkę medyczną o weryfikację informacji o stanie zdrowia, jak również, czy nie występują czynniki stwarzające zagrożenie dla zdrowia, życia, czy też utrudniające samodzielne funkcjonowanie danej osoby w jej miejscu zamieszkania. Dlatego też kontakt z przychodnią w takich sytuacjach jest konieczny i zgodny z prawem.
W przypadku pani Grażyny o wizytę pracownika MOPR wnioskowała jej córka. Niezależnie od tego mieszkanka nie życzy sobie kolejnych odwiedzin opieki społecznej.
Instytucja potwierdza taki stan rzeczy i wyjaśnia:
– Mając zgłoszenia o trudnościach w codziennym funkcjonowaniu mieszkańca naszego miasta (a wniosek taki może zgłosić nie tylko sam zainteresowany, ale również osoby trzecie, najbliższa rodzina, czy też inne służby i instytucje) musimy reagować i monitorować sytuację danego mieszkańca – dodaje rzeczniczka MOPR. Ponownie powołuje się na ustawę o pomocy społecznej.
Czy po kolejnych zgłoszeniach MOPR będzie wizytował mieszkankę, nawet jeśli zainteresowana tego nie chce? – Tak jak wspomniałam wcześniej, na zgłoszenia o problemach w funkcjonowaniu danej osoby, które wpłynęły ze strony członków rodziny lub innych instytucji, bądź też są anonimowe musimy reagować – słyszymy w MOPR. – Jednak należy podkreślić, że nie udzielamy pomocy wbrew czyjejś woli.
Instytucja zastrzega, że jej pracownicy zobowiązani są do zachowania tajemnicy służbowej.
Pani Grażyny nie przekonują te argumenty.

Rzecznik wyjaśni sprawę?

O sprawę zapytaliśmy Rzecznika Praw Pacjenta. Odpisał nam, że pomoc społeczna ma obowiązek podania podstawy prawnej przy sięganiu po dokumentację medyczną pacjentów. Do tego musi powołać się na konkretnie prowadzone postępowanie.
– Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie może wystąpić z wnioskiem o dostęp do dokumentacji medycznej do realizacji ściśle określonych działań. Jeśli wspomniany MOPR, działając z upoważnienia organu władzy publicznej, wystąpił o uzyskanie dokumentacji medycznej i wykazał, że wgląd w dokumentację jest niezbędny do realizacji jego zadań, może z takiego uprawnienia skorzystać. W innej sytuacji dokumentacja medyczna, jako zawierająca dane wrażliwe, nie może być udostępniana – komentuje Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta i dodaje: – Na wniosek pacjentki mogę wystąpić do MOPR-u o wyjaśnienia dotyczące okoliczności przekazania tej jednostce jej dokumentacji medycznej.
– I tak się stanie – zapowiada pani Grażyna, która o wyjaśnienie sprawy wystąpiła również do lubelskiego NFZ.
BARTŁOMIEJ CHUDY