Wybaczyła mężowi, że chciał ją zabić?

Mocno poraniona, zemdlała przed przyjazdem karetki. Cudem przeżyła tamtą noc. Ślady na jej ciele wskazywały na to, że mąż bił ją od dłuższego czasu. Proces przeciwko Bartoszowi W., adwokatowi z Chełma, który usiłował zabić żonę, wciąż trwa. Dlaczego, przy mocnych dowodach, nie ma jeszcze wyroku? Może dlatego, że za zamkniętymi drzwiami miało dojść do „dramatycznych chwil”, w trakcie których ofiara broniła męża-bandytę i zadeklarowała, że chce jego powrotu do domu.


Wydawało się, że akurat ten proces będzie krótki i nieskomplikowany. Tym bardziej, że wyrok w sprawie Przemysława K., który z zimną krwią zamordował swoją żonę, a potem usiłował popełnić samobójstwo, już dawno zapadł (wiosną tego roku). Sprawa Bartosza W., który tydzień później usiłował zabić swoją żonę, była w końcu o wiele prostsza.

14 lipca 2016 roku około godz. 2 w nocy do całodobowej apteki przy ul. Wołyńskiej wpadła zakrwawiona i przerażona młoda kobieta. Błagała o pomoc, mówiła, że zaatakował ją jej mąż. Farmaceutka natychmiast wezwała pogotowie ratunkowe i policję. W trakcie udzielania pomocy kobieta zemdlała. Rany na jej ciele były głębokie i 34-latka wymagała natychmiastowej operacji chirurgicznej. Trafiła na blok operacyjny, a do jej domu przy ul. 11 Listopada wysłany został patrol policji. Gdy mundurowi weszli do środka, zastali siedzącego spokojnie męża ofiary – 34-letni wówczas Bartosz W. miał krew na rękach i czuć było od niego alkohol (jak się później okazało, miał prawie promil w organizmie). Dookoła były ślady niedawnej walki, krew i ostrze wbite we framugę drzwi. Zaraz po wytrzeźwieniu chełmski prawnik został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Chełmie, gdzie usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa.

Małżeństwo mieszkało w piętrowym domu – na górze oni wraz z dzieckiem w wieku przedszkolnym, na dole – rodzice prawnika. Tego dnia para była sama w mieszkaniu, bo dziadkowie wraz z wnuczkiem pojechali nad Jezioro Białe. W nocy, gdy W. pił, doszło do kłótni. W pewnej chwili mąż rzucił się na żonę z pięściami. Kobieta krzyczała, wzywała pomocy, próbowała się bronić. Wtedy oprawca – zapalony myśliwy – sięgnął po dwa myśliwskie noże. Miał grozić żonie, że ją oszpeci, po czym zadał jej dwa ciosy o głębokości ośmiu centymetrów. Zamachnął się po raz trzeci, ale ofiara zdołała dobiec do drzwi i uciec, a ostrze wbiło się we framugę. Co podkreślali później śledczy, gdyby nie to, trzeci cios mógłby okazać się dla kobiety śmiertelny.

Początkowo ofiara nie chciała wyjawić, dlaczego doszło do tych dramatycznych wydarzeń. Wydało się jednak, że powodem napaści męża była zazdrość. Prawnik przeczytał w telefonie żony esemesa od jej kolegi z pracy. Był przekonany, że żona ma romans od blisko dwóch lat, dlatego chciał jej dać „nauczkę”. Ponadto kobieta przyznała, że mąż bił ją od 10 lipca. Szarpał, poniżał, okładał pięściami po głowie, pasem, kijem od mopa, a nawet pałką teleskopową po rękach i nogach. Kiedy ofiara przyjechała do szpitala, miała siniaki na całym ciele. Niektóre wyglądały na nowe, a niektóre były śladami po dawnych razach.

W. od początku nie przyznawał się do winy. Wyjaśnił, że „nigdy nie zabiłby matki swojego dziecka – chciał ją jedynie przestraszyć”. Jego rodzice wiedzieli, że od kilku dni ich syn zachowuje się agresywnie, mimo to nic nie zrobili.

Ofierze udało się przeżyć. Śledczy mieli jej zeznania, widoczne ślady na jej ciele, narzędzie zbrodni, ślady krwi i walki w mieszkaniu – wszystko czarno na białym. Tymczasem proces za zamkniętymi drzwiami ciągnie się od marca ubiegłego roku, a sędzia odroczył rozprawę po raz kolejny – tym razem do października. Dlaczego?

Jak tłumaczy sędzia Dariusz Abramowicz, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie, dopiero na ostatnim posiedzeniu sędzia otrzymał opinię psychologiczną oskarżonego. Obie strony dostały 12 dni na zapoznanie się z jej treścią i ustosunkowanie. Termin mija, a jak dotychczas żadne wnioski nie wpłynęły. Zatem, jeśli nie trzeba będzie wzywać biegłych na świadków, bardzo możliwe, że w październiku wreszcie zostanie zamknięty przewód sądowy i zapadnie orzeczenie w tej sprawie.

Czy W. uniknie odpowiedzialności i zostanie uznany niepoczytalnym? Co konkretnie orzekli biegli na temat jego stanu zdrowia? Tego niestety nie wiadomo. Opinia musi być jednak dość bogata we wnioski, bo liczy aż 63 strony (a akta sprawy – 7 tomów).

Zawieszony adwokat odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Jego skrucha i prośba żony sprawiły, że już na początku procesu sędzia zgodził się uchylić areszt. W. pozostaje jedynie pod dozorem policji, ma zabrany paszport i zakaz opuszczania kraju. Podobno na sali rozpraw rozgrywały się „dramatyczne chwile”, podczas których małżonkowie deklarowali, że sobie wybaczyli i chcą dać szansę miłości. Kobieta miała mówić, że pragnie powrotu do domu tego, który o mały włos jej nie zabił. (pc)