Wyrok za katastrofę: 18 miesięcy więzienia

Jedenaście ofiar, w tym cztery w naprawdę ciężkim stanie z zagrożeniem życia. Zgodnie z wolą sądu 34-letni żołnierz spod Chełma, który po alkoholu zniszczył zdrowie tylu osobom, ma spędzić w więzieniu zaledwie 1,5 roku. Wyrok jest nieprawomocny. Czy winny sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym przyjmie go z pokorą czy złoży odwołanie?

Lipcowe popołudnie 2018 roku. Przy ul. Witosa w Lublinie, w rejonie wiaduktu kolejowego, był wówczas spory ruch w obu kierunkach. W pewnym momencie jeden z samochodów, pędzący od strony Chełma chevrolet, zaczął niebezpiecznie odbijać w lewo, aż wreszcie przejechał przez pas zieleni rozdzielający jezdnię i wjechał pod prąd, prosto na nadjeżdżający bus relacji Lublin – Hrubieszów.

Siła uderzenia była tak duża, że osobówkę dosłownie rozerwało na pół i odrzuciło w stronę filarów podtrzymujących wiadukt. Świadkowie zdarzenia widzieli tylko przelatującą nad ich głowami połówkę samochodu. Zmasakrowany tył – a właściwie to, co z niego zostało – wylądował pod wiaduktem. Odłamki były porozrzucane na całej szerokości jezdni. Przód chevroleta razem z kierowcą odrzuciło dobre kilkadziesiąt metrów dalej – zatrzymał się na pasie zieleni, uderzając w znak drogowy.

To aż nie do uwierzenia, ale kierowca (Kamil K., 34-letni mieszkaniec Rejowca, żołnierz z chełmskiej jednostki) wyszedł z wraku pojazdu niemal o własnych siłach. Początkowo miał nawet twierdzić, że nic mu się nie stało, ale po chwili stracił przytomność. Ratownicy, którzy transportowali go do karetki pogotowia, wyraźnie czuli od niego alkohol (późniejsze badania wykazały u niego ponad 1 promil). A widząc skutki bezmyślności zawodowego żołnierza, funkcjonariusze przyznali, że z dwojga złego dobrze, że jechał sam, bo gdyby wiózł kogoś na tylnym siedzeniu, z pewnością strażacy musieliby wyciągać zwłoki pasażera…

Prokuratura z marszu wszczęła postępowanie w sprawie wypadku, w którym ucierpiało łącznie aż 11 osób (dziesięciu pasażerów busa i kierowca. W czterech przypadkach życiu poszkodowanych zagrażało niebezpieczeństwo). Biegli potwierdzili, że wojskowy – nie dość, że jechał pijany – to jeszcze przekroczył dopuszczalną prędkość, pędząc około 130 km/h, przez co stracił panowanie nad pojazdem i doprowadził do zderzenia.

Na podstawie zebranych materiałów śledczy zarzucili Kamilowi K. popełnienie dwóch czynów: kierowania pojazdem mechanicznym w stanie po spożyciu alkoholu oraz spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. K. przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień, sprawa zaś trafiła do lubelskiego sądu rejonowego.

Kilka dni temu zapadł wyrok. Sąd uznał, że były już żołnierz jest winny obu zarzucanych mu czynów i skazał go na karę 1,5 roku pozbawienia wolności. 34-latek ma też 8-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i musi zapłacić zadośćuczynienie ofiarom wypadku (10 tys. zł kierowcy busa i po 5 tys. zł poszkodowanym pasażerom). Dodatkowo sąd zobowiązał go też do wpłaty 5 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wyrok nie jest prawomocny. Oznacza to, że obie strony mogą złożyć odwołanie.

(pc, fot. KWP Lublin)