Wystawa ze snów Benka Homziuka

Bernard Homziuk wyśnił historię z pięknym happy endem

Lubelskiemu artyście Bernardowi Homziukowi przyśnił się kiedyś malarz. W ogóle go nie znał i nie miał pojęcia czemu go „nachodzi”. Tych snów było z siedemdziesiąt. W końcu zaczął je rysować. Efekt? Ostatnio u Benka Homziuka zawitali przedstawiciele Muzeum Krakowa. Wzięli od Homziuka największą w Polsce kolekcję obrazów i widokówek Adama Setkowicza.


– Ten malarz do mnie przyszedł w snach w 1996 roku, po prostu przyśnił mi się w Krakowie, gdy robiłem doktorat na tamtejszej ASP – mówi Bernard Homziuk. – To było niezwykłe, bo był to dla mnie w tym czasie kompletnie nieznany człowiek. Nic o nim nie wiedziałem, nie miałem o nim pojęcia: kto to jest, kim on jest i dlaczego mi się śni? Wtedy jeszcze nie znałem żadnego obrazu Setkowicza – dodaje.

Po raz pierwszy z jego obrazami Benek Homziuk zetknął się na jednym z krakowskich targów. I choć nie zobaczył oryginalnego obrazu, ale falsyfikat, w dodatku podpisany jako „Sekowicz”, to zainteresowała go technika malarska i ludowa tematyka tego niewielkiego obrazka. – Jak tylko wróciłem do Lublina, bo było to akurat przy pracy nad moim doktoratem w Krakowie na ASP, poszedłem na lubelski targ staroci. I tam też szybko zobaczyłem podobne w charakterze obrazki-falsyfikaty, też inaczej podpisane, które mocno mnie zainteresowały. To były oczywiście obrazy skopiowane z jakiegoś innego malarza, podobne w charakterze i inaczej nazwane. Obrazy kiepskie, ale niewątpliwie ktoś kopiował dobrego malarza – tłumaczy.

Odkrycie z sennych wizji

Widać było także, że obrazy są specjalnie postarzane, bo tematyka i stroje przedstawionych na nich osób sugerowały, że pochodzą one z końca XIX lub początku XX. – Przyśnił mi się wtedy po raz kolejny ten malarz i zacząłem zastanawiać się, dlaczego on mnie męczy i śni mi się np. w dniu moich urodzin. To spowodowało też, że zacząłem sobie jego twarz rysować – wyjaśnia. Rozwiązanie tajemnicy przyszło dopiero kilka lat później, wraz z pojawianiem się Internetu i komputerów. Wtedy pan Bernard wpisał w wyszukiwarkę intrygujące go nazwisko i uzyskał pierwsze informacje o tajemniczym malarzu. Na ekranie komputera wyświetliły się reprodukcje wykonanych przez niego kart pocztowych i obrazy podpisane jako Adam Setkowicz.

– Serce mi podskoczyło do gardła, bo wśród tych obrazów pojawił się jeden oznaczony jako oryginał z możliwością kupna i ceną około 1 tysiąca złotych. Chciałem go mieć, napisałem więc od razu do właściciela i ostatecznie kupiłem go za 400-500 złotych a teraz jest on wart około 5 tysięcy złotych. To był pierwszy oryginalny obraz Setkowicza w moich zbiorach i wiedziałem, kogo mam szukać dalej – mówi Benek Homziuk.

Na obrazie znajdowała się charakterystyczna pieczątka „R. Aleksandrowicz i Synowie, Kraków ul. Basztowa 11”. Był to znak krakowskiej firmy zajmującej się sprzedażą papierów i opraw oraz materiałów malarskich.

– U tych znanych handlarzy pochodzenia żydowskiego materiały do pracy kupowali też inni krakowscy artyści. Zaopatrywał się tam Matejko, Tetmajer, Wyspiański – wylicza lubelski artysta. Szukając śladów tajemniczego malarza Homziuk pojechał ponownie do Krakowa i wykonał solidną kwerendę na ASP. Tam odkrył, że Adam Setkowicz (1875-1945) był uczniem Floriana Cynka, zięcia samego Jana Matejki. Setkowicz studiował w Krakowie w ówczesnej Szkole Sztuk Pięknych której dyrektorem był Matejko. – On na pewno Setkowicza przyjmował do szkoły, bo wtedy była taka procedura egzaminacyjna dla uczniów po gimnazjum, czyli szkole powszechnej –

W pracowni Floriana Cynka

Setkowicz, który chciał zostać malarzem, dostał się do pracowni Floriana Cynka, gdzie wśród jego kolegów byli tacy malarze, jak Wojciech Weiss czy Alfons Karpiński. Studiowali razem przez dwa lata. Adam Setkowicz nie pochodził z artystycznej rodziny – jego ojciec był mistrzem i majstrem ślusarskim, prowadził zakład, w którym przyjmował uczniów na naukę. Matka zajmował się domem. – Rodzice zainwestowali w Adama, bo wstępne do szkoły artystycznej wynosiło w tamtym czasie aż 4 reńskie. Dla przykładu wiejska kobieta, która pracowała w pańskim domu w Rynku w Krakowie, dostawała za pół roku pracy wikt i opierunek oraz dwa reńskie. A za sam wstęp do szkoły płaciło się 4 reńskie – nie była to więc bagatelna kwota – tłumaczy pan Bernard. W sumie w Szkole Sztuk Pięknych Setkowicz był przez trzy lata, ale nie złożył ostatniego egzaminu.

– W tym czasie, jak ja sam podejrzewam, Adam Setkowicz już zarabiał na życie. Chciał się wyzwolić, bo miał i umiejętności, i wielką zdolność do odtwarzania. Z ofertą swojej pracy poszedł do rodzącej się na rynku wydawniczym firmy Henrego Frista przy ul. Floriańskiej. Henryk Frist poszukiwał artystów, którzy malowaliby na zlecenie tematyczne na kartki pocztowe. Frist jako człowiek błyskotliwy zorientował się, że kartka pocztowa jest nowym, rodzącym się źródłem informacji. Setkowicz, który miał w tym czasie około 19 lat, w 1894 roku rozpoczął z nim długoletnią i dochodową współpracę, dostarczając obrazy o tematyce zimowej, świątecznej czy wiosennej. Malował je akwarelami, a dodatkowo w tym czasie doskonalił swój warsztat, studiując przez jeden semestr u Teodora Axentowicza technikę malowania pastelami – dodaje Homziuk.

Lubelski artysta zadziwia Kraków

Setkowicz tworzył swoje kartki w dużych ilościach, powtarzając ten sam motyw. Współpracował też z innymi wydawnictwami i czasopismami, m.in. świetnie się sprzedającymi „Wiadomościami Ilustrowanymi” do których tworzył rysunki, winiety, okładki czy ilustracje z sali sądowej. Jednak jego ulubioną tematyką był wiejski pejzaż podkrakowskiej wsi i portrety różnych członków wiejskiej społeczności. Obrazy Adama Setkowicza, choć niemal niedostępne w polskich muzeach, znajdują się w wielu prywatnych domach i kolekcjach sztuki, bo przedstawiają to, co bliskie ludziom – codzienne życie. Popularne są także reprodukcje wykonanych przez malarza kart pocztowych z ludowymi obrazami. Wkrótce obrazy krakowskiego artysty zobaczymy na wystawie prezentującej jego dorobek. Jej główny trzon stanowić będą prace zebrane i skolekcjonowane przez pana Bernarda Homziuka. Dodatkowo lubelski artysta, który przez lata stał się jednym z najlepszych w Polsce znawców malarstwa Setkowicza, zamierza w niedługim czasie napisać życiorys krakowskiego malarza i wydać go w formie książki.

– W Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, obecnie nazywanym Muzeum Krakowa, cały czas poszukujemy nowych, ciekawych artystów, którzy stanowili ważną część naszego miasta, ale zostali na lata zapomniani – mówi Elżbieta Lang, kustosz w Muzeum Krakowa. – Adam Setkowicz jest właśnie taką postacią, a więc malarzem, który nie tylko w Krakowie mieszkał, ale i tworzył. Jego postać odkrył dla nas pan Bernard Homziuk – dodaje.

Wystawa prac Adama Setkowicza zostanie otwarta 5 czerwca w Domu Zwierzynieckim, oddziale Muzeum Krakowa mieszczący się przy ulicy Królowej Jadwigi 41 na krakowskim Zwierzyńcu, u podnóża Góry św. Bronisławy, w pobliżu klasztoru ss. Norbertanek, kościoła Najświętszego Salwatora i kopca Kościuszki. Będzie można ją oglądać do końca sierpnia br. Zobaczymy na niej nie tylko akwarele i pocztówki Setkowicza, ale także przestrzenne modele z jego obrazów, które wykona pan Bernard. – Trafiliśmy nie tylko na kolekcjonera, ale również artystę, który pozwoli nam przenieść się w przestrzeń prac Setkowicza – podkreśla Elżbieta Lang. Emilia Kalwińska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here