Wystraszyli starszą panią

Przyszli spisać licznik prądu, ale zrobili to w tak niefortunny sposób, że starsza mieszkanka gminy Krasnystaw uznała ich za złodziei i nie wpuściła do domu. Najadła się przy tym strachu co nie miara. – A gdyby dostała zawału, kto by za to odpowiedział? – zastanawia się jej syn.

W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy list od mieszkańca Krasnegostawu zirytowanego tym, co spotkało jego mamę. – Ku przestrodze i rozwadze opisuję sytuację, jaka miała miejsce pod Krasnymstawem pewnego zimowego, lutowego wieczoru – pisze pan Leszek. Z relacji wynika, że w domu samotnie mieszkającej, starszej kobiety, gdy było już ciemno, ok godz. 18.30, zadzwonił dzwonek do drzwi. – Kobieta nikogo się nie spodziewała, nikt nie zapowiedział swojej wizyty. Zapytała przez zamknięte drzwi „Kto to ”, „Niech pani otworzy”. Dalej dopytywała „Kto to”, ale odpowiedź była niewyraźna. „Ja nie otworzę” – stwierdziła moja mama. W odpowiedzi ktoś stwierdził: „Niech pani otworzy, będziemy zmieniać licznik” – opowiada nasz Czytelnik.
Z relacji pana Leszka wynika, że jego matka zdziwiła się, że ktoś przychodzi w sprawie licznika o tak późnej porze. Poza tym w domu nie ma licznika, znajduje się on na zewnątrz. – Moja mama usłyszała w odpowiedzi: „Wszystko jedno, niech pani otworzy, bo tu trzeba będzie podpisać”. To natarczywe domaganie się otwarcia drzwi wydało się mamie podejrzane. Przestraszyła się bardzo, przez okno widziała prywatny samochód – relacjonuje krasnostawianin.
Starsza pani nadal nie chciała otworzyć drzwi, więc nieznajomi zaczęli jej grozić, że zaraz wyłączą światło. – To mamę jeszcze bardziej wystraszyło. Przy dzisiejszej liczbie napadów, krążących oszustów, różnych naciągaczy podszywających się pod służby, spodziewała się najgorszego, że to jest napad. A gdy światło w domu zgasło, przerażenie sięgnęło zenitu. Nie mogła zadzwonić, bo ciemno, nic nie widziała. Spodziewała się najgorszego. Mijały minuty, stała w przedsionku domu, w ciemności, pełna strachu. Tak upłynęło 15 minut. W końcu światło się zapaliło. Nikt się już o nic nie pytał, samochód odjechał. Mama została z tym lękiem – opowiada pan Leszek.
Mężczyzna zaznacza, że następnego dnia okazało się, że była to interwencja służb energetycznych. – Ale tak nieprofesjonalna, tak mało inteligentna, jakby wykonujący ją pracownicy mieli iloraz inteligencji ok. 80. Można było się przedstawić, powiedzieć kobiecie, żeby się nie bała, przeprosić za tak późną porę, powiedzieć, że nie musi otwierać, jeśli się obawia, oni i tak zrobią co mają do zrobienia. Co by było, gdyby mama dostała zawału? To kompletny brak nie tylko profesjonalizmu. To czysta głupota, brak umiejętności wczucia się w sytuację drugiej, przerażonej strony, to niezastanowienie się nad skutkami swojego czynu, to po prostu kretynizm, słowo jak najbardziej na miejscu – komentuje Czytelnik.
Pan Leszek podkreśla, że pisząc do naszej redakcji nie chce nikomu zaszkodzić, „a jedynie zwrócić uwagę na sposób wykonywania pracy przez tych ludzi, przeszkolić ich, podnieść ich kulturę”. (kg)