Wyzwiska zamiast norm

– Stosujmy się do harmonogramu wywozu odpadów – bezskutecznie prosi mieszkanka ul. Boryny swoich sąsiadów, wskazując, że niektórzy z nich wystawiają worki z bioodpadami kilka, a nawet kilkanaście dni przed wyznaczonym terminem ich odbioru.

– Na naszej ulicy paru właścicieli nieruchomości, za nic ma ustalone normy i zasady gromadzenia odpadów, gdyż wystawiają je na chodnik, czyli w miejsce publiczne, kiedy im to odpowiada, kpiąc w ten sposób z regulaminów i sąsiadów przestrzegających obowiązujących przepisów porządkowych, które nie są trudne do zrozumienia, ani uciążliwe do stosowania – poinformowała „Nowy Tydzień” nasza czytelniczka.

– Taka ignorancja jest szczególnie naganna w przypadku gromadzenia odpadów z przydomowych ogródków, bo bywa ich czasami kilka worków. W przypadku ich długotrwałego przetrzymywania, szczególnie latem występuje ich kiśnięcie i gnicie – tłumaczy mieszkanka ul. Boryny, która na ten problem zwracała już swoim sąsiadom uwagę wielokrotnie i niestety, bezskutecznie.

Tymczasem lubelski samorząd już na początku marca z powodu kwarantanny przedstawił nowe zasady odbioru odpadów w Lublinie. – W trosce o zdrowie mieszkańców i pracowników firm komunalnych, oraz w celu zapewnienia bezpieczeństwa sanitarnego na terenie miasta, apelujemy do mieszkańców o przestrzeganie zasad – informowali urzędnicy. Jedną z nowych zasad, które w czasie pandemii powinni wdrożyć mieszkańcy Lublina, było kompostowanie we własnym zakresie odpadów BIO.

– Warto, aby właściciele nieruchomości jednorodzinnych pomyśleli o zagospodarowaniu odpadów zielonych we własnym zakresie i np. spróbowali stworzyć własny kompostownik – powiadamiał urząd miasta. Doświadczenie naszej czytelniczki pokazuje, że nie wszyscy stosują się do tych wytycznych. – Na ulicy Boryny jest kilku właścicieli nieruchomości, którzy trzymają wory z odpadami na ulicy, całkowicie ignorując przepisowy terminu ich wywozu. Już raz sama poprosiłam Kom Eko o wywiezienie spod tych nieruchomości kilku worków tzw. zielonek składowanych w marcu br. na ulicy, podczas gdy planowany wywóz miał być dopiero w kwietniu – tłumaczy nasza czytelniczka.

Problem powraca jak bumerang

– Obecnie sytuacja zaczęła powtarzać się, gdyż 17 kwietnia br. firma rano, o 6.30 odebrała od mieszkańców odpady zielone, a już w tym samym dniu, w godzinach popołudniowych zaczęły pojawiać się przed niektórymi posesjami kolejne worki z zielonkami, które na odbiór będą tak czekać kilkanaście dni – alarmuje czytelniczka z Węglina. W trosce o dobro wspólne mieszkańców sama sporządziła i zamieściła na swoim ogrodzeniu kolorowe ogłoszenie w formie uprzejmej prośby, bez wskazywania kogokolwiek, o zaprzestanie wystawiania na ulicę odpadów poza harmonogramem, powołując się na względy sanitarne, estetyczne i ochronę środowiska. Jedyną reakcją na jej apel były głośne wyzwiska i próby ukrycia głębiej w śmietnikowej wiacie worków z odpadami zielonymi.

Ulotka na wagę złota

Zdeterminowana mieszkanka o pomoc zwróciła się do lubelskich urzędników, w tym do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Poprosiła o pouczenie i przypomnienie mieszkańcom o zakazie długotrwałego zajmowania miejsca publicznego na składowanie odpadów z własnej posesji. WIOŚ zareagował, dostarczając do wszystkich właścicieli posesji ulotki z pouczeniem, iż nieprzestrzeganie harmonogramu wywozu i zajmowanie śmieciami z prywatnych posesji miejsc publicznych stanowi wykroczenie mogące skutkować mandatem wystawionym przez Straż Miejską.

– Niestety, te sankcje nie odstraszyły paru bałaganiarzy, poza ich posesjami nadal stoły wory z odpadami – ubolewa nasza czytelniczka. – Skoro zatem nie działa groźba mandatu, to może należałoby rozważyć, aby każdego z ignorantów regulaminu porządkowego obarczyć obowiązkiem pokrycia kosztu wywozu odpadów poza wyznaczonym terminem, niezależnie od wymaganej miesięcznej opłaty, bo innego wyjścia nie ma. Chyba szczególnie w czasie epidemii wszystkich nas obowiązywać powinien reżim sanitarny, a nie wolna amerykanka? – wskazuje lublinianka. MK