Wzięli niewinnego na celownik?

Kryminalny po służbie i jego kolega łowczy mieli zajechać człowiekowi drogę, zatrzymać auto i nastraszyć kierowcę. Jeden z nich miał przeprowadzić nielegalną rewizję, a drugi w tym czasie celować do człowieka z dubeltówki. Teraz twierdzą, że nic takiego nie miało miejsca.

– Tamtego dnia uciekł nam pies. Mieszaniec owczarka z huskym, ma dziką naturę, często się zrywa i biegnie do lasu. Razem z synami pojechaliśmy go szukać. Na leśnej drodze zatrzymał nas samochód, którym jechali dwaj myśliwi. Jeden z nich to policjant z wydziału kryminalnego chełmskiej komendy, a drugi to strażnik łowiecki. Znamy się nie od dziś. Ojciec tego policjanta w przeszłości oskarżał moje dzieci o podpalenie ambony. Nie mieli z tym nic wspólnego i prawda wyszła na jaw, ale on uporczywie oskarżał mnie o kłusownictwo, a przecież z myślistwem nie mam nic wspólnego. Teraz jego syn posądza mnie o to samo. Obaj z łowczym zaczęli nam ubliżać, nazywać złodziejami. Kryminalny machnął mi przed nosem odznaką i zaczął bezprawnie przeszukiwać nasze auto. Nie zachowywał się normalnie, jakby był w amoku. Nie zdziwiłbym się gdyby był pod wpływem. W tym czasie jego kolega łowczy wziął do ręki dubeltówkę, wycelował we mnie i trzymał mnie cały czas na muszce. Odgrażali się, że mnie prześwietlą, że to jeszcze nie koniec – opowiada pan Grzegorz, mieszkaniec gminy Rejowiec Fabryczny.

Mężczyzna złożył w Biurze Spraw Wewnętrznych Policji doniesienie o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. Teraz BSW pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie bada, czy faktycznie do tego doszło. W ubiegłym tygodniu odbyła się konfrontacja pana Grzegorza i jego synów, którzy byli świadkami zajścia, z łowczym (kryminalny nie zjawił się na konfrontacji). Jak na razie postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko komuś. Łowczy i chełmski kryminalny zgodnie utrzymują, że mężczyzna kłamie. Z ich relacji wynika, że policjant usłyszał w lesie dwa strzały, choć nie było wpisów do odstrzału na tym terenie, dlatego razem z kolegą łowczym pojechali szukać kłusownika. Zapewniają, że zatrzymany w lesie mężczyzna na ich prośbę (po wyjaśnieniach, o co chodzi) otworzył drzwi i bagażnik samochodu, by policjant mógł sprawdzić jego zawartość. Zaprzeczają też, jakoby łowczy miał straszyć człowieka naładowaną bronią. (pc)