Z KRUS-u na kwarantannę

Czworo pracowników placówki terenowej KRUS w Chełmie trafiło na kwarantannę, bo miało kontakt z lekarz orzecznik, u której potwierdzono koronawirusa.

O tym, jak łatwo wirus może rozprzestrzeniać się między ludźmi i wraz z nimi pokonywać kilometry, może świadczyć przypadek lekarki z Chełma, która pracowała również w ośrodku zdrowia w Białopolu. To proboszcz tamtejszej parafii, ks. Henryk Borzęcki, był pierwszą osobą w powiecie chełmskim, zarażoną koronawirusem. Niestety, ksiądz zmarł w szpitalu w Puławach. Po wykryciu przypadku księdza sanepid zlecił badania wszystkich osób, które mogły mieć kontakt z proboszczem. A ten, zanim potwierdzono u niego wirusa, stykał się z wieloma osobami, które miały z kolei kontakt z następnymi w różnych miejscach powiatu chełmskiego.

Ksiądz leczył się w ośrodku zdrowia w Białopolu, dlatego pobrano wymazy do badań także od jego pracowników. U jednej z lekarek, współpracujących z ośrodkiem, wynik był pozytywny. Doktor trafiła na oddział zakaźny chełmskiego szpitala. Część z osób, które miały z kolei kontakt z lekarką, objęto nadzorem epidemiologicznym, część skierowana została do odbycia domowej kwarantanny. A ponieważ doktor była też orzecznikiem w KRUS w Chełmie, poszła plotka, że cała placówka została przez to zamknięta a pracownicy trafili na kwarantannę.

– Tylko cztery osoby, które miały bezpośredni kontakt z panią doktor, trafiły rzeczywiście na kwarantannę – mówi Patrycja Józefowicz, rzecznik Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego w Lublinie. – Wszystkie zostały przebadane i u wszystkich wynik był negatywny. Dwie skończyły już kwarantannę na początku minionego tygodnia. Dwie pozostałe kończą kilka dni później. Przeprowadziliśmy dezynfekcję pomieszczeń w budynku. Placówka KRUS w Chełmie pracuje „normalnie”, czyli z ograniczeniami takimi, jakie obowiązują wszystkie urzędy i instytucje w kraju. (bf)