Z lisem radź sobie sam?

Do domu jednej z rodzin z gminy Białopole przez okno wpadł… lis. Właściciele próbowali pozbyć się intruza i poprosili o pomoc gminnych urzędników. Ci z kolei zwrócili się do myśliwych i powiatowego lekarza weterynarii, ale odesłano ich z kwitkiem.

Jeden z mieszkańców domu zauważył lisa, gdy zszedł do kotłowni. Zwierzę wpadło do pomieszczenia przez niewielkie okienko i nie było w stanie z niego się wydostać. Właściciele domu zwrócili się o pomoc do Urzędu Gminy.
– Chcieliśmy jakoś pomóc – mówi Stanisław Janiuk, zastępca wójta. – Lis ponoć warczał. Istniała obawa, że może być niebezpieczny. Przez pół dnia dzwoniliśmy do różnych instytucji z prośbą o pomoc, m.in. do myśliwych i Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Chełmie, ale wszyscy rozkładali ręce. Właściciele domu w końcu poradzili sobie sami. Przyłożyli do okna deskę, a lis po niej wyszedł.
Arnold Sawicki, zastępca powiatowego lekarza weterynarii, przyznaje, że rzeczywiście z gminy dzwoniono do niego w tej sprawie.
– Poinformowałem urzędników, że to nie temat dla myśliwych, bo nie strzela się w zamkniętych pomieszczeniach. Odławianie takich zwierząt to również nie nasza rola, a zadanie gminy. Poleciłem kontakt z prowadzącym schronisko panem Mirosławem Blachą, który wiele razy interweniował w podobnych przypadkach. Nie wiem, dlaczego gmina nie skorzystała z tej możliwości. Może chodziło o finanse?
Weterynarze dodają, że do przypadków zapędzania się dzikich zwierząt w rejony zabudowań dochodzi coraz częściej. I nie dotyczy to tylko wsi. Już kilka lat temu mieszkańcy osiedla Słoneczne w Chełmie skarżyli się na lisy biegające na pobliskich łąkach. Widziano je także w okolicach dworca kolejowego Chełm Miasto i ulicy Trubakowskiej. Zapędzają się do miasta w poszukiwaniu jedzenia, a ponieważ ich populacja rośnie, spotkać je można coraz częściej. Najlepiej unikać z nimi kontaktu. Nie powinno się ich dotykać ani dokarmiać. Szczególnie należy wystrzegać się tych, które nie boją się ludzi, bo prawdopodobnie mogą mieć wściekliznę. (kw)