Z nożem za rozlane mleko

Tragikomedia pod Chełmem i braterska kłótnia o nabiał, która omal nie zakończyła się zabójstwem. Po tym, jak Władysław rozlał mleko przy wyjmowaniu go z lodówki, Mirosław P. wbił mu nóż w pierś. Nie wiedząc, co robić, starszy brat pobiegł po siostrę, a siostra po matkę, by głowa rodu mogła ocenić, czy jest sens wzywać lekarzy.

Proces 59-letniego Mirosława P., który zaatakował nożem własnego brata, ruszy niebawem. Akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie trafił kilka dni temu do Sądu Okręgowego w Lublinie.

W Ochoży-Kolonii (gmina Chełm) nie ma chyba człowieka, który nie znałby rodziny P. Trzej bracia, którzy mimo wieku mieszkali razem, lubili sobie wypić i nie ukrywali się z tym. W trakcie libacji, jak to zwykle bywa, często dochodziło do awantur. Nigdy jednak aż takich, jak to miało miejsce w środę (16 stycznia br. roku). Tamtego feralnego dnia starszy z braci, Mirosław P. (59 lat), od rana pił w domu z młodszym Waldemarem. Trzeci w tym czasie raczył się trunkami pod innym adresem.

Po południu pijany Władysław P. (54 lata) wrócił do domu. Miał chęć na mleko, otworzył więc lodówkę i wyjął butelkę, ale że „lekko” chwiał się na nogach, to rozlał mleko na podłogę, a i na dodatek uszkodził drzwiczki lodówki. Mirosław wściekł się i kazał młodszemu bratu posprzątać lodówkę, ale Władysław ani myślał. Starszy brat wypomniał zatem młodszemu, że tamten pije i nie pracuje. Przy braku argumentów 54-latek uderzył Mirosława w twarz. Zapieniony uderzony zacisnął dłoń na rękojeści kuchennego noża i wbił ostrze w pierś Władysława. Ranny osunął się na kuchenne krzesło. Wtedy do akcji wkroczył Waldemar i uspokoił Mirosława, który dalej szarpał młodszego brata.

Nie chcąc niczyjej pomocy, ranny Władysław położył się na łóżku. Spanikowany Waldemar pobiegł jednak do sąsiedniego domu, gdzie mieszkała ich siostra. Kobieta z marszu zadzwoniła po poradę do matki. – Przyjedź po mnie – poleciła córce. Ta ruszyła w drogę do sąsiedniej wsi po seniorkę rodu P., by mogła zobaczyć na własne oczy, w jakim stanie jest jej syn. Władysław tymczasem wykrwawiał się. Gdy wreszcie cała rodzina stanęła nad jego łożem, uznali, że nie ma rady – trzeba wezwać pogotowie. Zadzwonili po pomoc dla „mężczyzny z silnym bólem brzucha”. Był już wieczór.

Gdy medycy dotarli pod wskazany adres, Władysław leżał w kurtce i przysypiał upojony alkoholem (jak mówił, położył się spać, ale nie mógł zasnąć przez te boleści). Podniósł się, usiadł i w tym momencie lekarz zauważył plamę krwi na jego ubraniu. Natychmiast kazano mężczyźnie zdjąć kurtkę. Oniemiali medycy zapytali, kto zadał mężczyźnie cios nożem, a wtedy odezwał się Mirosław. Na pytanie, czemu to zrobił, wypalił: – Bo mnie pier***ł w łeb, to mu oddałem.

Pogotowie zabrało rannego do szpitala, gdzie okazało się, że konieczna jest transfuzja krwi. Jego życie było zagrożone. Gdyby rodzina jeszcze trochę spierała się o to, czy zawiadomić medyków, Wiesław mógłby umrzeć.

Policjanci przewieźli Mirosława i Waldemara do komendy. Mirosław miał niecały promil alkoholu w organizmie, a Waldemar – ponad promil. Po wytrzeźwieniu obaj zostali przesłuchani. Młodszy w charakterze świadka, starszy został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Chełmie i usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Przyznał się, wyjaśnił, że „to było z nerwów”, a sąd umieścił go na 3 miesiące w areszcie tymczasowym.

Gdy lekarze ustabilizowali stan Władysława, brat-nożownik wyraził skruchę, przeprosił go i obaj pojednali się, zapominając o urazach. Mimo to niebawem Mirosław P. zasiądzie na ławie oskarżonych za działanie z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia swojego brata. (pc)