Z płonącego domu sąsiedzi wynieśli poparzoną kobietę

Pan Andrzej i jego niepełnosprawna siostra są ofiarami tragedii, do której doszło pod Dubienką. – Pojechałem do sklepu, kiedy to się stało. Siostra próbowała sama ugasić pożar. Ma poparzone ręce, nogi, plecy i głowę. Sąsiedzi w porę wyprowadzili ją z domu – mężczyzna wciąż nie może uwierzyć, że stracili cały dobytek życia. Pomóżmy im!

Był piątek (4 grudnia). Wieś Rogatka w gminie Dubienka. Po godzinie 16 dom, w którym od 45 lat Andrzej Siergiej mieszkał wraz ze swoją niepełnosprawną siostrą, stanął w ogniu.

– Pojechałem po chleb do sklepu, oddalonego o dwa kilometry. Zaparkowałem i wysiadłem z auta, kiedy sąsiad podbiegł do mnie i powiedział, że dom mi się pali. Natychmiast zwróciłem, ale było już za późno. Całe poddasze stało w ogniu, strażacy nie pozwolili mi wejść do środka – opowiada zrozpaczony mężczyzna.

Pożar wybuchł w kuchni parterowego domu, najprawdopodobniej doszło do zwarcia w lodówce. Siostra pana Andrzeja próbowała sama ugasić ogień, ale płomienie momentalnie rozprzestrzeniły się, zajmując całe pomieszczenie. Sąsiedzi rodziny w porę zauważyli, co się dzieje, i pomogli kobiecie wydostać się na zewnątrz. Miała poparzone ręce, nogi, plecy i głowę.

– Kobieta została ewakuowana przed przybyciem straży. Gdy wozy dojechały na miejsce, pożarem objęty był już cały dom. Strażacy podali dwa prądy wody w natarciu i weszli do środka w aparatach ochrony układu oddechowego. Poszkodowanej założyli opatrunki i podali tlen, a następnie przekazali ją pod opiekę zespołowi ratownictwa medycznego – relacjonuje bryg. Wojciech Chudoba, z-ca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie.

W trwającej 3 godziny akcji ratunkowej brało udział 16 strażaków (2 zastępy JRG i 2 OSP). Sytuacja została opanowana, ale dom rodziny Sergiejów nie nadaje się już do zamieszkania. – Taka tragedia. Pięć lat temu umarła mama, w marcu ojciec, a teraz to. Siostra leży na chirurgii, na szczęście oparzenia są powierzchowne. Ale gdzie my się podziejemy? Wszystko poszło z dymem. Kuchnia, sień, dwa pokoje. Okna wybite, drzwi nie ma, ścian tak samo, w środku wszystko popalone, żadnych mebli, sprzętów, nic nam nie zostało. Cały dobytek życia poszedł z dymem – pan Andrzej jest załamany myślą o nadchodzących świętach i tym, co ich czeka. Zatrzymał się u ciotki w Dubience, po wyjściu ze szpitala dołączy do nich siostra. Tylko co dalej? Dostaną z gminy zasiek celowy, ale to nie wystarczy na odbudowę domu.

„Nowy start” – trzeba odbudować dom

Pomóc pogorzelcom obiecali sąsiedzi, a także Stowarzyszenie WeRwA i Nadbużańskie Stowarzyszenie Miłośników Gminy Dubienka.

– Zrobimy tyle, ile będziemy mogli. Z pewnością rodzina otrzyma od nas paczkę świąteczną, pomożemy też w odbudowie domu, ale potrzebne są materiały – mówi Edward Olchowski, prezes Nadbużańskiego Stowarzyszenia Miłośników Gminy Dubienka.

Jako redakcja Nowego Tygodnia przyłączamy się do apelu o wsparcie dla pana Andrzeja i jego niezdolnej do samodzielnej egzystencji siostry. Zaledwie kilka tygodni przed świętami Bożego Narodzenia, w jednej chwili, rodzina została pozbawiona dachu nad głową, podstawowych sprzętów gospodarstwa domowego oraz rzeczy codziennego użytku. – Jeżeli komuś zostały po remoncie stare drzwi, okna, lodówka, prosimy o wspomożenie. Nie wybrzydzamy, bo nie mamy nic – prosi pan Andrzej.

Potrzebne są drzwi wewnętrzne i zewnętrzne, okna, działające sprzęty AGD, RTV, płyty kartonowo-gipsowe, styropian, wełna mineralna do ocieplenia strychu, deski, łaty, blacha na pokrycie dachu etc. Materiały i dary rzeczowe można przekazywać za pośrednictwem redakcji (tel. 82 565 44 44) lub dzwoniąc do E. Olchowskiego (tel. 692 927 836). Pomóżmy! (pc)