Zabił. Nie odpowie za zabójstwo

Mając zaledwie 14 lat, dopuścił się okropnej, mrożącej krew w żyłach zbrodni. Wykonał egzekucję na żonie swojego ojca i, uzbrojony w nóż oraz młotek, próbował zabić jej dzieci. Sąd orzekł, że nastoletni morderca jest niepoczytalny.

Ta historia wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami ul. Piastowskiej, gdzie mieszkała rodzina W., ale i całym miastem. Po powrocie z ferii zimowych u babci w Nisku w woj. podkarpackim, wieczorem 25 stycznia, pod nieobecność ojca 14-letni Łukasz W. zaatakował swoją macochę (39-letnią Ewelinę W.) oraz jej dzieci z poprzedniego związku (16 i 18 lat). Najpierw rzucił się na kobietę w kuchni i ranił ją w plecy. Ta zdołała uciec na górę i zamknąć się z dziećmi w pokoju.

Łukasz wybił szybę w drzwiach i wszedł do środka. Ewelinie W. zadał kolejnych kilka ciosów nożem, m.in. w klatkę piersiową i szyję, a jej 18-letniego syna ranił w rękę i uderzył młotkiem w głowę. 16-latka zdołała uchylić się od ciosu. Na umierającą w kałuży krwi matkę patrzyła jej 2-letnia córka, przyrodnia siostra nastoletniego zabójcy.

Uzbrojony Łukasz W. wybiegł z domu, a 16-latka wraz z ciężko rannym starszym bratem pobiegli po pomoc do sąsiadów. „Wiedziałam, że do tego dojdzie” – miała później powiedzieć dziewczyna. Eweliny W., mimo reanimacji, nie udało się uratować.

Łukasz W. udał się do Chełmskiego Domu Kultury, gdzie premierę spektaklu Teatru Ziemi Chełmskiej oglądało około 500 osób. Ostatecznie jednak uciekł, nie robiąc nikomu krzywdy, a kilkaset metrów dalej oddał się w ręce policji. Był spokojny, gdy drogę zajechały mu radiowozy. Nawet nie próbował uciekać, od razu odrzucił od siebie oba narzędzia zbrodni i położył się na chodniku. Ponieważ sam był ranny (od rozbitej w drzwiach pokojowych szyby), trafił do lubelskiej kliniki dla dzieci. Gdy kilka dni później policjanci wyprowadzali go ze szpitala, radośnie uśmiechał się do czekających przed drzwiami fotoreporterów. Dumny z tego, co zrobił.

Łukasz W. skrupulatnie zaplanował i zapowiedział zbrodnię”

Można było zapobiec zbrodni?

Chłopak nie wychowywał się z matką. Wiele lat temu ojciec Łukasza poznał pochodzącą z Chełmszczyzny Ewelinę W. Postanowili stworzyć patchworkową rodzinę. Gdy Łukasz szedł do IV klasy szkoły podstawowej, przenieśli się ze stolicy do Sawina. Chłopiec, z orzeczeniem z warszawskiej poradni, przyszedł do tutejszej placówki. Choć był jej uczniem przez zaledwie kilka miesięcy, społeczność szkolna doskonale pamięta go jako uzależnionego od Internetu i gier-strzelanek, z zaburzeniami emocjonalnymi.

– Koledzy zgłaszali, że opowiada dziwne rzeczy, nadmiernie fascynuje się przemocą – mówili nam po zabójstwie Eweliny W. nauczyciele z Sawina.

Wówczas jednak nikt nawet nie przypuszczał, że za kilka lat dojdzie do tragedii. Nikt nie wzywał opiekunów Łukasza, a chłopak szybko został przeniesiony do szkoły w sąsiedniej Bukowie Wielkiej. W nowej podstawówce miał być nad nim lepszy nadzór, bo pracowała tam jego macocha, Ewelina. Piątą klasę przechodził normalnie, później miał indywidualne nauczanie ze względu na „problemy emocjonalne”, potem znów wrócił do szkoły. W połowie VII klasy rodzina przeniosła się do Chełma i Łukasz trafił do kolejnej już w swoim życiu podstawówki, SP4.

W tym domu nastolatek z zimną krwią zamordował swoją macochę

Przerzucany z miasta do miasta, od jednej szkoły do drugiej, zaczął coraz bardziej zatracać się w świecie wirtualnym oraz chorej fascynacji śmiercią i przemocą. Nawet jego koledzy mówili po wszystkim, że chłopak chwalił się wokół, iż okaleczył kota i ukradł pieniądze, by kupić broń. Obsesyjnie też podziwiał młodocianych morderców, sprawców masakry w liceum w Columbine, do której doszło 20.04.1999 r. „W sieci” funkcjonował jako Inkvizytor Reb (pseudonim jednego z morderców). Nawiązywał kontakt z podobnymi do siebie (gdy po zbrodni policjanci zabezpieczyli jego komputer, znaleźli korespondencję Łukasza z nastolatkami z praskiego technikum, którzy planowali wysadzić szkołę po feriach zimowych. Udało się zapobiec tragedii, zatrzymać młodych warszawiaków i zabezpieczyć ładunki).

Łukasz chciał zabijać. Dokładnie tak, jak młodociani zwyrodnialcy, których podziwiał. Kochał się w Zuzannie M., morderczyni z Rakowisk. Słał jej nawet do więzienia miłosne listy, ale nie wiemy, czy kiedykolwiek dotarły i otrzymał odpowiedź, bo nastoletnia zabójczyni nie wyraziła zgody na udzielanie mediom jakichkolwiek informacji w jej sprawie. Idąc jednak za jej przykładem, wieczór przed masakrą Łukasz W. zapowiedział zbrodnię – zamieścił w mediach społecznościowych wpis: „Pora zabijać, ty szmato pijacka”. Wcześniej, gdy był u babki w Nisku, wyrżnął nożem na przedramieniu nazwisko morderczyni, opatrzone sercem oraz datę masakry w Columbine.

Okazało się też, że kilka miesięcy wcześniej (jesienią) dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 4 zawiadomiła policję po tym, jak nastolatek zapowiedział w Internecie, że przeprowadzi w szkole masakrę, jak jego idole. Policja weszła do domu rodziny W., ale nie znaleźli żadnych niebezpiecznych przedmiotów – spisali zeznania, a materiały w sprawie prokuratura przesłała do sądu rodzinnego. Ten wyznaczył termin posiedzenia na koniec lutego 2020 r. Zanim do niego doszło, Łukasz zabił swoją macochę. W świetle tych wydarzeń opinia publiczna wzięła na lincz chełmski sąd, tylko że – jak wskazuje rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie Barbara Markowska – czy istniały twarde dowody na planowaną zbrodnię? Po złożeniu zawiadomienia i wkroczeniu policji nagle całe otoczenie Łukasza stanęło w jego obronie, twierdząc, że to grzeczny chłopiec, a ten „incydent” zapewne był żartem…

Niecałe siedem lat na oddziale

Ponieważ w momencie popełnienia czynu karalnego nie miał skończonych 15 lat, Łukasz W. odpowiadał przed sądem rodzinnym. Groził mu co najwyżej pobyt w poprawczaku do ukończenia 21. roku życia. Zaraz po zatrzymaniu i opatrzeniu w szpitalu trafił do schroniska dla nieletnich. Potem został poddany obserwacji psychiatrycznej, po której sąd umieścił go na oddziale szpitalnym. Niedawno, po kilku miesiącach procesu, zapadł prawomocny wyrok w sprawie młodocianego mordercy z Chełma.

Sąd zadecydował, że nastolatek jest winny zarzucanych mu czynów karalnych, jednak z uwagi na niekwestionowaną przez biegłych niepoczytalność, umieścił go w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym dla nieletnich (ze względu na wiek sprawcy sąd nie podaje miejscowości). Gdy zabójca odzyska równowagę psychiczną, wyjdzie na wolność, bo tak stanowi prawo. Zgodnie z Ustawą z 1982 r., którą cechuje jednakowe traktowanie nieletnich, wykazujących przejawy demoralizacji, jak i tych, którzy dopuścili się czynu karalnego, młodociany zabójca najdłużej może przebywać w zamknięciu do ukończenia 21 r. ż.

Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za dzieci

Zwykle młodociani mordercy przed popełnieniem zbrodni, doświadczają trudnych sytuacji. Takich, z którymi niejednokrotnie nie poradziłby sobie niejeden dorosły. Dlatego kluczem jest uwaga dorosłych skierowana na dzieci, a to zadanie całego społeczeństwa, nie tylko rodziców. Niepokojące zachowania dziecka i wokół dziecka nie powinny być lekceważone. Jeśli natomiast powiedziało się „A” i zasygnalizowało potrzebę działania, trzeba powiedzieć też „B”, bo zamiatanie problemu pod dywan i udawanie, że zniknął nie jest rozwiązaniem. (pc)