Zabił żonę. Po 6 latach stanął przed sądem

Pochodzący z Krasnegostawu przedsiębiorca Andrzej R., który w 2012 r. w Lublinie udusił swoją żonę, a później próbował wysadzić się w powietrze, w końcu stanął przed sądem. Mężczyzna twierdzi, że kobietę zabił ktoś inny.

Przypomnijmy. Dramat rozegrał się 31 lipca 2012 r. w Lublinie. Wtedy, ok. godz. 10, Andrzej R., na widok zmierzających do niego policjantów, zabarykadował się w swoim sklepie spożywczym „Pod Tarasami” przy ul. Kleeberga. Zagroził, że wysadzi wszystko w powietrze. Niestety, mimo wysiłków policyjnego negocjatora, słowa dotrzymał. Poodkręcał butle z gazem i zapalił płomień. Ulicą wstrząsnął potężny huk, który słychać było w sporej części Lublina. Andrzej R. przeżył, ale w stanie krytycznym, z poparzeniami sięgającymi ponad 80 procent powierzchni ciała i dróg oddechowych, trafił do szpitala w Łęcznej.

Wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. W wyniku eksplozji rany, ale na szczęście mniej groźne, odniosło też dwóch policjantów trafionych przez odłamki szkła i cegieł fruwających po ulicy po wybuchu. Co pchnęło 47-latka do tak desperackiego kroku? Otóż od poniedziałku, 30 lipca 2012 r., mężczyznę poszukiwała policja. W jego kamienicy przy ul. Kunickiego w Lublinie śledczy znaleźli wtedy martwą 45-letnią Małgorzatę R., żonę Andrzeja. O zaginięciu matki policję powiadomił 20-letni syn, mieszkający pod Lubliniem. Prokuratura szybko ustaliła, że Małgorzata R. została uduszona paskiem od szlafroka.

Podejrzenia od razu padły na jej męża i właśnie dlatego funkcjonariusze we wtorek odwiedzili go w sklepie przy ul. Kleeberga w Lublinie. Nam udało się ustalić, że małżeństwo R. mieszkało w Lublinie od dwóch lat. Wcześniej Małgorzata i Andrzej mieszkali w Krasnymstawie, w kamienicy przy ul. Poniatowskiego. Prowadzili tu „Małą Gastronomię”. R. przyjechali do Krasnegostawu w latach osiemdziesiątych. Mieszkanie przy ul. Poniatowskiego dostali w spadku po kuzynie. Później odziedziczyli mieszkanie przy ul. Kunickiego w Lublinie i zamieszkali w nim. Pani Małgorzata do Krasnegostawu przyjeżdżała jednak niemal codziennie. Można ją było spotkać w „Małej Gastronomii”, gdzie sprzedawała hot dogi i hamburgery.

Tydzień temu, po sześciu latach od dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce w Lublinie, Andrzej R. stanął przed sądem. Na salę rozpraw został wprowadzony na wózku inwalidzkim. Mężczyzna twierdzi, że żony nie zabił. Zeznał, że Małgorzata R. została zabita podczas napadu w ich mieszkaniu. R. twierdzi, że zabójstwa nie widział, bo spał. Gdy się ocknął, zobaczył stojących nad sobą dwóch ludzi w kominiarkach. Jeden z nich trzymał na rękach kota małżeństwa R. Zapytał: „Czy mamy zabić wszystkich, których kochasz?” – zeznał Andrzej R. Śledczy nie uwierzyli w te opowieści i oskarżyli Andrzeja R. o zabójstwo. Mężczyzna odpowiada również za spowodowanie eksplozji, w której ucierpiało dwóch policjantów. Sprawa wróci na wokandę w połowie maja. Andrzejowi R. grozi nawet dożywocie. (ik)