Zabiła Kasię, wybrała pracę…

Marzena K. przed sądem odpowiadała z wolnej stopy. Wyrok, który zapadł nie jest prawomocny. Nadal może cieszyć się wolnością

Urodziła żywą córeczkę, ale pozwoliła jej żyć zaledwie kilka minut. Po samodzielnie przebytym w tajemnicy porodzie Marzena K. utopiła dziecko w misce z wodą. W śledztwie powiedziała, że bała się utraty pracy, dlatego nie była gotowa na macierzyństwo. Po trzech latach procesu zabójczyni usłyszała przed Sądem Okręgowym w Lublinie wyrok.


33-latka odpowiadała z wolnej stopy, bo kiedy zasiadała na ławie oskarżonych, znów była w ciąży…
19 sierpnia jej zabita córeczka skończyłaby cztery latka. Chodziłaby do przedszkola, bawiłaby się na placu zabaw i zasypywałaby rodziców tysiącami pytań o wszystko, jak każdy ciekawy świata maluch w tym wieku. Ale mama nie dała szansy swojemu dziecku, aby mogło żyć.
Kiedy Marzena K. wróciła z pracy, poczuła skurcze. Zamknęła się w łazience w domu, w Siadówce i dokonała samodzielnego porodu. Za ścianą telewizję oglądali dziadkowie noworodka, a w tym samym domu była jeszcze jego prababcia. Rodzina miała do końca o niczym nie wiedzieć. Poznała prawdę, kiedy było już po wszystkim. Domownicy znaleźli Marzenę na podłodze, całą zakrwawioną. Przenieśli ją na łóżko i po dwóch godzinach wezwali pogotowie.
Kiedy zjawiła się ekipa pogotowia, odkryła kałuże krwi i znaleziono zwłoki noworodka w misce. Rodzina powiedziała lekarzom, że było to poronienie i że kobieta była w piątym miesiącu ciąży. Dopiero podczas późniejszych badań okazało się, że dziewczynka urodziła się żywa. Śledczy uznali, że kobieta wszystko dokładnie zaplanowała, kiedy jeszcze była w ciąży. Biegli orzekli, że była poczytalna. Powodem zabójstwa miała być obawa przed utratą pracy. Tłumaczyła, że miała umowę na czas określony.
Zabójstwa dokonała od razu, wkładając główkę dziecka do miski z wodą. Trzymała tak długo, aż maleństwo przestało się ruszać i oddychać.
Marzena K. po skończeniu studiów administracyjnych długo szukała zajęcia. W końcu została przyjęta na okres próbny w puławskich Azotach. Firma zapewnia, że nikt by nie robił młodej matce żadnych problemów. Widocznie sumienie ruszyło dzieciobójczynię dopiero po tragedii. Swojemu martwemu dziecku nadała imię Kasia i pochowała na miejscowym cmentarzu. Żałowała tego, co się stało. Jej postawa, ale też badania biegłych badających jej stan zdrowia, wpłynęły na wyrok. Sąd Okręgowy w Lublinie uznał oskarżoną za winną dzieciobójstwa, ale zastosował wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary. Kobieta została skazana na 2 lata i 8 miesięcy więzienia. Uzasadnienie wyroku zostało utajnione. Wcześniej proces toczył się także z wyłączoną jawnością. Powodem był ważny interes prywatny oskarżonej. LL