Zabiło go radio?

Staruszek spalił się żywcem we własnym domu. W łóżku, nakryty pościelą, z radiem pod pachą. Prawdopodobnie w urządzeniu doszło do zwarcia.

Tragiczny finał pożaru w Dubience. W czwartek (17 sierpnia) wczesnym rankiem sąsiad 92-latka zobaczył światło w domu mężczyzny. Choć z zewnątrz na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się w porządku, w środku szalały jęzory ognia. Sąsiad zadzwonił pod numer alarmowy.
– Otrzymaliśmy wezwanie około godziny piątej nad ranem. Po przybyciu na miejsce zobaczyliśmy jedynie wybitą szybę, z zewnątrz dom był praktycznie w nienaruszonym stanie. Pożar wybuchł w jednym z pomieszczeń, nie rozprzestrzenił się na pozostałe – relacjonuje mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie. – W czteroipółgodzinnej akcji wzięło udział łącznie siedemnastu strażaków, cztery jednostki PSP i jedna OSP. Na miejsce wezwano też pogotowie ratunkowe i energetyczne – dodaje rzecznik chełmskich strażaków.
Ogień szalał w sypialni. To tam, na wypalonym doszczętnie łóżku znaleziony został 92-latek. Nie było szans, by go uratować. Ciało mężczyzny spaliło się niemal całe do kolan. Zwłoki rozpoznał syn.
Jako przyczynę pożaru strażacy podali zwarcie instalacji elektrycznej. Prokuratura Rejonowa w Chełmie wszczęła śledztwo.
– Drewniany dom został obmurowany cegłą, ale konstrukcja drewniana nie została rozebrana. Szybko doszło do zapłonu – tłumaczy Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie.
Według wstępnych ustaleń 92-latek zmarł szybko i bezboleśnie na skutek zatrucia ulatniającym się tlenkiem węgla. Na miejscu nie było żadnych śladów, świadczących o tym, że próbował się ratować. Zwarcie nastąpiło prawdopodobnie w lampce obok łóżka lub w radiu. Dla śledczych najbardziej prawdopodobna wydaje się jednak ta druga wersja. Tym bardziej, że strażacy wyjęli urządzenie spod pachy mężczyzny. Kapiący na odbiornik pot mógł przyczynić się do zwarcia w urządzeniu. (pc)