Zabrakło karetki

Gaszenie pożarów i wyjazdy do wypadków drogowych to nie jedyne zajęcie straży pożarnej. Straż zastępuje także pogotowie ratunkowe. Tak było w poniedziałek, 8 czerwca. Olbrzymi wóz bojowy przyjechał na pomoc kobiecie, która upadła w sklepie i rozbiła głowę.

Wóz bojowy straży pożarnej, który na sygnale zaparkował pod sklepem Rossmanna na deptaku przy ul. Lwowskiej, wzbudził sensację wśród przechodniów. Większość z nich myślała, że doszło do pożaru. Okazało się jednak, że strażacy przyjechali pomóc kobiecie, która upadła w sklepie i doznała urazu głowy. – Dlaczego angażować taki sprzęt i ludzi do „drobnego” wypadku? – dociekali gapie. Okazało się, że nie ma w tym nic dziwnego i to nie pierwszy raz, kiedy straż jedzie z odsieczą do podobnego zdarzenia.

– Takie sytuacje dopuszcza ustawa o ratownictwie medycznym a dzieje się tak wtedy, gdy wszystkie zespoły pogotowia są na wyjazdach i nie mamy akurat wolnej karetki w pobliżu – mówi Anetta Szepel, pielęgniarka koordynująca w Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie. – Nie są to częste sytuacje. Ale gdy na przykład dojdzie do zatrzymania krążenia a karetki realizują czynności z pacjentami w terenie, to jedzie straż pożarna.

– Mamy trzy karetki w mieście, które obsługują Chełm i powiat chełmski, kolejne stacjonują w Siedliszczu, Dorohusku, Krasnymstawie, Włodawie i Woli Uhruskiej, więc żeby jak najszybciej udzielić pomocy, dyspozytor czasami posiłkuje się strażą pożarną – dodaje Tomasz Kazimierczak, dyrektor SRM w Chełmie.

Strażacy przechodzą kursy kwalifikowane pierwszej pomocy medycznej, więc są w stanie profesjonalnie pomóc w nagłej potrzebie, albo zatroszczyć się o ofiarę wypadku do czasu przyjazdu zespołu pogotowia. I tak też było w tym przypadku. (bf)