Zadźgał śpiącego ojca

Kilkanaście ciosów nożem zadał śpiącemu ojcu 31-letni Dawid B. Po zabójstwie mężczyzna pobiegł do sąsiedniej wsi, zapukał do pierwszego domu i powiedział, że chyba zrobił krzywdę swojemu ojcu. Niedługo potem został zatrzymany przez policjantów z Urszulina. W piątek usłyszał zarzut zabójstwa. Grozi mu dożywocie.

55-letni Józef B. mieszkał w lokalu socjalnym w Zienkach (gm. Sosnowica), niemal w centrum Poleskiego Parku Narodowego. Mężczyzna rozszedł się z żoną. – Pan Józef czasami korzystał z naszej pomocy, ale robił to rzadko – mówi Teresa Grzeszczuk, kierownik GOPS w Sosnowicy. – Owszem, nie unikał trunków wyskokowych, ale absolutnie nie był osobą konfliktową, czy roszczeniową. Sąsiedzi mieli o nim dobre zdanie, zawsze służył pomocą. Utrzymywał się z drobnych prac dorywczych. Jeszcze dzień przed tą tragedią spotkałam go, gdy szedł z synem. Nawet chwilę rozmawialiśmy i nic nie wskazywało na to, że zginie z jego ręki. Dla nas wszystkich jest to szok, każdy się zastanawia, co mogło być przyczyną tego, że młody człowiek rzucił się na ojca z nożem – dodaje Grzeszczuk.
31-letni Dawid B. od jakiegoś czasu mieszkał w Lublinie. Do ojca przyjechał tuż przed Wielkanocą, a kilka dni po świętach, w środę (4 kwietnia) go zabił. – Z zeznań, które podejrzany złożył na komendzie policji wynika, że nie wie, jak doszło do zabójstwa – mówi Jolanta Sołoducha, szefowa Prokuratury Rejonowej we Włodawie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. – Sprawca nie pamięta chwili samego czynu. Wiadomo, że po zabójstwie wybiegł z domu na terenie gminy Sosnowica i udał się do sąsiedniej miejscowości Jamniki (gm. Urszulin). Tam wszedł do jednego z gospodarstw i powiedział, że chyba zrobił krzywdę swojemu ojcu. Właściciele posesji wezwali na miejsce policjantów z Urszulina, którzy zatrzymali Dawida B. Sprawdzono też mieszkanie Józefa B. Jego ciało leżało na wersalce, wstępne oględziny wykazały, że posiada kilkanaście ran kłutych, z których najprawdopodobniej jedna, która trafiła w serce, była śmiertelna. Dokładną przyczynę zgonu określi sekcja zwłok. Podejrzany w chwili zatrzymania był trzeźwy. Pobrano od niego krew do badania na obecność innych środków odurzających. Najprawdopodobniej zostanie mu postawiony zarzut zabójstwa, za co grozi kara nawet dożywotniego więzienia – tłumaczy pani prokurator.
Sąsiedzi i znajomi Józefa B. nadal są w szoku po jego śmierci. Nikt nie spodziewał się, że sympatyczny mężczyzna zginie z ręki własnego syna. O Dawidzie B. wiadomo już znacznie mniej. Od kilku lat 31-latek mieszkał w Lublinie. Podobno miał problemy ze znalezieniem pracy, miał też mieć dość pokaźny dług alimentacyjny. Ludzie podejrzewają, że do tak desperackiego czynu młodego mężczyznę mogły popchnąć narkotyki, bądź dopalacze. Świadczy o tym chociażby fakt, że on sam nie pamięta, jak doszło do tego, że śpiącemu na wersalce ojcu zadał kilkanaście ciosów nożem.
* * *
Podczas przesłuchania Dawid B. przyznał się do zabójstwa. Zeznał też, iż był pod wpływem środków psychotropowych. (bm)

UDOSTĘPNIJ