Zakaźny koszmar

W Chełmie i powiecie chełmskim zapadalność na boreliozę jest trzykrotnie wyższa niż średnia krajowa. Liczba zachorowań rośnie w zastraszającym tempie.

Źle się czuła. Bolały ją mięśnie i stawy. Z czasem doszły zaburzenia czucia i niedowłady. Osłabienie, bóle i zawroty głowy, a nawet zaburzenia pamięci stawały się nie do zniesienia. Nie mogła już nawet prowadzić samochodu. W wieku dwudziestu paru lat czuła się tak, jak schorowana staruszka uwięziona we własnym ciele. Nie wiedziała, co jej jest. W końcu lekarz rodzinny zlecił badanie krwi w kierunku boreliozy. Jego podejrzenia okazały się trafne. Choroba była już w zaawansowanej fazie. Do ukąszenia zarażonego wirusem kleszcza musiało dojść kilka lat temu. Antybiotyki, wlewy, kolejne pobyty w szpitalu. To historia młodej mieszkanki powiatu chełmskiego. Ale dotyka mnóstwo osób. Na boreliozę nie ma szczepionki, a przed ukąszeniem kleszcza nie zawsze można się uchronić. Jeśli już do tego dojdzie ważne, aby jak najszybciej włączyć odpowiedni antybiotyk. W ślinie kleszczy są jednak substancje znieczulające, przez co nie zawsze czujemy, kiedy kleszcz wgryza się w ciało. Czasem znajdujemy je wiele godzin później, kiedy są już duże i najedzone. Zdarza się, że w ogóle nie wiemy, że kleszcz nas ugryzł. Wtedy pacjent żyje nieświadomy tego, że rozwija się w nim podstępna choroba.

W 2017 r. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Chełmie odnotowała 202 przypadki zachorowań na boreliozę. Pewnie jest ich dużo więcej, ale nie wszyscy wiedzą, że są chorzy. W 2016 roku odnotowano 139 zachorowań na boreliozę. Wzrost jest duży, ale do prawdziwego skoku doszło w 2015 roku. Wtedy w chełmskim sanepidzie zarejestrowano 38 przypadków zachorowań na boreliozę, podczas gdy w 2014 r. było ich zaledwie 18. Pracownicy sanepidu przyznają, że statystyki są alarmujące. W Chełmie i powiecie chełmskim zapadalność na boreliozę wynosi 142 na 100 tys. osób, podczas gdy średnia dla kraju to 56,02.

– Zapadalność jest u nas trzykrotnie wyższa niż średnia krajowa – informuje Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie. – W ostatnich latach, zwłaszcza w 2015 roku, rzeczywiście odnotowaliśmy duży skok pod względem liczby odnotowanych przypadków zachorowań na boreliozę. Jednak może być to związane także ze wzrostem świadomości ludzi. Coraz więcej osób wie, jakie są objawy boreliozy, a także to, że istnieje możliwość wykonania badań w kierunku tej choroby i z tego korzystają.

Kleszcze to małe pajęczaki. Czają się na liściach krzewów i źdźbłach trawy. Można je spotkać nie tylko w lesie czy na łące, ale też w miejskich parkach, ogrodach, trawnikach. Wyczuwają ofiary z daleka, bo reagują na temperaturę ciała i woń potu. Na skórze szukają miejsc dobrze ukrwionych. Jeśli już znajdziemy je na sobie, lepiej nie wyjmować ich samemu, nie smarować żadną wazeliną. W ten sposób można tylko pogorszyć sytuację. Lepiej udać się do lekarza. Ukąszenie zarażonego wirusem kleszcza może powodować boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu (na tę chorobę na szczęście są szczepionki). Choroba może uaktywnić się dopiero po latach. Na szczęście nie wszystkie kleszcze są zarażone wirusem powodującym boreliozę. (mo)