Zakład pogrzebowy zamiast empatii

– Mąż praktycznie umarł mi na rękach, a pani doktor z krasnostawskiego szpitala – zamiast okazać jakąś empatię czy choćby zrozumienie – od razu zapytała mnie czy ma zadzwonić po firmę pogrzebową – opowiada nam zbulwersowana pani Krystyna. – Nie rozumiem, jak lekarz może się tak zachowywać – dodaje.

Dramat rozegrał się pod koniec stycznia w Krasnymstawie. 77-letni pan Adolf nagle źle się poczuł. – Był akurat w piwnicy, gdy zasłabł – opowiada nam pani Krystyna z Krasnegostawu. – Od razu zadzwoniłam po karetkę – dodaje. Minęło kilkanaście minut, gdy na miejscu pojawiła się ekipa pogotowia ratunkowego. – Lekarza z nimi nie było.

Chcieli zawieźć męża do szpitala, ale nie dali rady zanieść go do karetki. Zadzwoniłam więc po drugie pogotowie – dodaje kobieta. Według relacji naszej Czytelniczki drugą „erką” przyjechała na miejsce jedna z lekarek zatrudnionych w krasnostawskim szpitalu. – Nachyliła się nad mężem i stwierdziła, że jego czas już się skończył. Adolf zmarł na podłodze w piwnicy. Pani doktor zamiast okazać jakieś zrozumienie, empatię, wrażliwość, od razu zapytała mnie czy życzę sobie zadzwonić po dom pogrzebowy. Byłam w szoku.

Obok leży mój kochany mąż, który przed chwilą jeszcze żył i chodził po domu, a ta pani doktor oferuje mi usługi domu pogrzebowego. Czy to normalna procedura? – zastanawia się mieszkanka Krasnegostawu. Po kilku minutach na miejscu pojawiła się policja. – Dopiero panowie policjanci przenieśli męża na wersalkę. Chciałam im pomóc, bo oni zachowali się jak należy – podkreśla pani Krystyna.

Kobieta nie złożyła oficjalnej skargi na lekarkę, choć przyznaje, że wciąż zastanawia się czy tego nie zrobić. – Chciałam po prostu zaapelować do lekarzy, by okazywali więcej serca i empatii wobec ludzi, których dotyka podobna do mojej tragedia. Mam żal do pani doktor – podkreśla.

– Do SP ZOZ w Krasnymstawie nie wpłynęła żadna skarga dotycząca udzielania w naszym Zespole świadczeń przez lekarz (…) – komentuje sprawę Teresa Basińska, po. dyrektora krasnostawskiego szpitala. – Nie posiadamy w swoich strukturach pogotowia ratunkowego, nie możemy więc odnieść się do pytań w tym zakresie. Nie będąc uczestnikiem zdarzenia, nie jesteśmy w stanie obiektywnie stwierdzić, jak przebiegało udzielanie świadczeń w opisanej sytuacji – dodaje. (ik)