Zaraza przyszła ze Wschodu

– Pszczół jest w tym roku wyjątkowo mało. Wykańcza je choroba, która dotarła do nas zza wschodniej granicy – martwią się rolnicy z powiatu chełmskiego.

Na stronach internetowych gmin powiatu chełmskiego rzucają się w oczy apele urzędników, przedstawicieli Lubelskiej Izby Rolniczej, aby rolnicy nie opryskiwali pól w porze lotów pszczół. To często powoduje wytrucie rodzin pszczelich. Z roku na rok jest ich coraz mniej, a to przecież one zapylają rośliny i zwiększają plony rolników. Ale mieszkańcy wsi powiatu chełmskiego zwracają uwagę, że nie tylko środki ochrony roślin stosowane przez rolników przyczyniają się do spadku liczby pszczół.

– Dotarła do nas jakaś zaraza zza wschodniej granicy, z Ukrainy i to ponoć ona najbardziej wykańcza nasze pszczoły mówią ludzie.

Marek Słupczyński, prezes Nadbużańskiego Związku Pszczelarskiego w Chełmie, przyznaje, że problem stanowi choroba o nazwie warroza. Wywołuje ją niewielki pajęczak. Pasożytuje on zarówno na czerwiu, czyli larwach pszczół, jak i na dorosłych osobnikach.

– Choroba ta dotarła do nas z Azji i rozprzestrzeniała się sukcesywnie na zachód Europy mówi prezes Słupczyński. Ale obserwujemy ją u nas już nie pierwszy rok. Bardzo osłabia ona odporność pszczół. Nie ma skutecznych metod jej zwalczenia. Podejmuje się zabiegi chemiczne, walkę biologiczną. Bez nich rodziny pszczele po prostu narażone są na zagładę. Do tego dochodzi jeszcze problem związany z opryskami. Wszystko to sprawia, że jest naprawdę niedobrze, jeśli chodzi o populację pszczół. Nasze środowisko wymaga dużo więcej pszczelich rodzin. (mo)