Zasypali pracownika w wykopie?

Podczas przebudowy wodociągu w Tarnogórze miało dojść do ciężkiego wypadku przy pracy. Jeden z pracowników Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego w Izbicy, realizującego inwestycję, w trakcie prac montażowych wykonywanych w wykopie o głębokości 2,5 metra, miał zostać rzekomo przysypany ziemią. Poszkodowany podobno trafił do szpitala, ale miał tam dojechać nie z miejsca wypadku, a z domu. O sprawie nic nie wie ani policja, ani Państwowa Inspekcja Pracy. Wójt gminy Izbica Jerzy Lewczuk rozkłada ręce i twierdzi, że o wypadku nic nie słyszał…

W Tarnogórze na ul. Chmielnej przez kilka miesięcy trwała przebudowa wodociągu. Przeciągająca się inwestycja drażniła przede wszystkim mieszkańców, ze względu na utrudniony dojazd do domów. O tym pisaliśmy m.in. tydzień temu. Prace są na ukończeniu, a realizujące całe przedsięwzięcie Gminne Przedsiębiorstwo Komunalne jest na etapie wyrównania i utwardzenia drogi, by była ona przejezdna.

Wójt gminy Izbica, Jerzy Lewczuk zapewniał na naszych łamach, że inwestycja jest prowadzona wzorowo, zgodnie z opracowaną dokumentacją i z zachowaniem wymogów bezpieczeństwa. Tymczasem podczas prac związanych z przebudową wodociągu, kilka tygodni temu, miało dojść do poważnego wypadku. Jeden z pracowników wykonujący prace montażowe w ponoć niezabezpieczonym wykopie o głębokości 2,5 metra miał zostać przysypany ziemią. Rzekomo nie trafił do szpitala z miejsca wypadku, a podobno został zawieziony z domu, bo bardzo bolała go noga. Z informacji, jakie uzyskaliśmy, wynika, że w krasnostawskim szpitalu lekarze po wykonaniu prześwietlenia mieli stwierdzić złamanie kończyny dolnej w trzech miejscach.

Na temat rzekomego wypadku w Tarnogórze nikt nic nie wie. Sprawdziliśmy, sprawa nie trafiła ani do krasnostawskiej policji, ani też do Państwowej Inspekcji Pracy. Mało tego, wójt gminy Izbica, Jerzy Lewczuk również jest zdziwiony i przekonuje, że o niczym nie słyszał. Chcieliśmy też porozmawiać z kierownikiem budowy, ale gdy do niego zadzwoniliśmy, akurat przebywał w szpitalu. – Jestem chory i nie mogę rozmawiać – stwierdził krótko. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że poszkodowany pracownik w szpitalu miał zaprzeczyć, jakoby do wypadku doszło w trakcie pracy. Gdyby potwierdził, lekarze musieliby zawiadomić zarówno policję jak i PIP. – Być może sprawa jest zamiatana pod dywan „ubecką metodą”, jak twierdzi w swoich wywodach wójt Lewczuk – przekonuje mieszkaniec Tarnogóry, od którego dostaliśmy informację o wypadku.

Do sprawy wrócimy za tydzień. (s)