Zbrodnia z depresji?

W tym bloku doszło do tragedii

– To był taki serdeczny i uczynny człowiek, który dla każdego znajdował czas. Świetny pediatra, ale też oddany dla miasta społecznik – mówią o Wojciechu B. (72 l.) jego znajomi. Nikt nie może zrozumieć, dlaczego ten lubiany oraz poważany przez wszystkich lekarz oraz wieloletni radny miejski ze Świdnika dokonał tak wielkiej zbrodni. Zastrzelił swoją żonę Grażynę (70 l.) i niepełnosprawną córkę Aleksandrę (38 l.), a potem sam odebrał sobie życie.

Wojciech B. jako lekarz i radny dobrze zarabiał, ale borykał się z długami, z których nie był w stanie wyjść

Rodzinny dramat rozegrał się w ubiegłym tygodniu w bloku przy ul. Lawinowej 1 na Czechowie w Lublinie. Rodzina radnego przeprowadziła się ze Świdnika i od niedawna wynajmowała tam mieszkanie.
– Zupełnie nic nie było słychać. Może to stało się, kiedy sąsiedzi byli w pracy – mówią wstrząśnięci mieszkańcy. Makabryczna zbrodnia wyszła na jaw dopiero w piątek około godz. 21. Druga córka Wojciecha B. od kilku dni nie mogła skontaktować się z rodzicami. Przyjechała z Warszawy z mężem. Miała klucze, ale nie mogła otworzyć drzwi. Wezwano policję. W środku dokonano makabrycznego odkrycia. Ciała kobiet były w łóżku, a mężczyzna leżał martwy w przedpokoju. Ofiary zginęły od strzałów z broni myśliwskiej, którą lekarz legalnie posiadał, będąc z zamiłowania myśliwym.
– Ze wstępnych ustaleń wynika, że doszło do tzw. samobójstwa rozszerzonego – mówi podkom. Andrzej Fijołek z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Wojciech B. mimo wieku był nadal aktywny zawodowo. W latach 80. był ordynatorem oddziału dziecięcego w Świdniku i od lat przyjmował małych pacjentów w miejscowej przychodni. – Świetny lekarz, a przy tym bardzo serdeczny i ciepły człowiek. Zawsze służył radą – wspomina jedna z mam.

Grażyna B. była nauczycielką

Doktor udzielał się społecznie. Od kilku lat zasiadał w świdnickiej radzie miejskiej. W obecnej kadencji był jedynym przedstawicielem PO. Nikt nie wiedział, że zawsze pogodny i uśmiechnięty lekarz, od pewnego czasu popadł w depresję. Już przed świętami, w dziwny sposób żegnał się ze swoimi znajomymi. Czy już wtedy, planował tak straszliwą zbrodnię?
Prawdopodobnie powodem kłopotów 72-latka była słabość do gier hazardowych, z którą doktor nie potrafił sobie poradzić, a która wciągnęła go w poważne długi. Oficjalnie, jak wynika z jego oświadczenia majątkowego, miał ich około milion złotych, ale znajomi Wojciecha B. mówią, że mogły być one o wiele większe. Choć doktor zarabiał miesięcznie około 16 tys. zł na rękę, miał problemy ze spłatą zobowiązań. W marcu tego roku na Facebooku zamieścił ogłoszenie o sprzedaży kawalerki.
Jego żona, Grażyna była także znaną osobą w Świdniku. Była nauczycielką, która uczyła w miejscowych szkołach i pracowała też w bibliotekach. Razem z małżeństwem mieszkała wspólnie niepełnosprawna umysłowo córka Aleksandra. – Mimo problemów ze zdrowiem to była bardzo pozytywna i radosna osoba. Zawsze uśmiechała się, mówiła dzień dobry… – opowiada sąsiad, który nie może uwierzyć, że doszło do tak wielkiej tragedii. LL

UDOSTĘPNIJ