Zdesperowani niszczą tamy

Umęczeni bobrami mieszkańcy skarżą się urzędnikom i proszą o interwencję. Ci robią, co mogą. Strzelanie do gryzoni nie daje efektu, więc każdego dnia wysyłają ludzi do niszczenia kolejnych tam na rowach i Uherce.

Rozmnażanie się bobrów spędza sen z powiek mieszkańcom gm. Chełm. Problem mają nie tylko rolnicy, ale i użytkownicy ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż Uherki. Jakiś czas temu któryś z nich nie wytrzymał i ustawił tekturowy transparent z prośbą o interwencję w sprawie „bobrzego pobojowiska”.
Okres lęgowy bobrów się skończył, myśliwi mogą zatem bez przeszkód do nich strzelać. Ale zwierzaki są sprytne i chowają się przed kulką. Ponieważ dwuletni plan na odstrzał redukcyjny nie został wykonany nawet w połowie (z 40 udało się zabić 8), gmina występuje do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z prośbą o wydłużenie terminu. A na razie walczą z bobrami inaczej.
Zarząd melioracji uzyskał w tym roku pozwolenie na rozbiórkę tam, które bobry pobudowały na kanałach (wcześniej tamy były, tak jak zwierzęta, pod ochroną). Ponieważ od tego bobry nie umierają, a jedynie przenoszą się w inne miejsce, dla pracowników urzędu gminy oznacza to syzyfową pracę.
– Każdego dnia pracownicy niszczą kolejne tamy, wyjeżdżają średnio dwa razy dziennie. Przykładowo, tylko w piątek w obrębie Uherki rozbili dwie, po czym pojechali dalej – mówi Mirosław Mysiak, kierownik referatu rolnictwa w urzędzie gminy Chełm. – Mamy obowiązek dbania o odpowiedni poziom wody, a budowane przez bobry tamy spiętrzają ją. Ta w konsekwencji wylewa się na pola i drogi, głównie właśnie w rejonie Uherki oraz przy zbiornikach wodnych w Stawie i Żółtańcach – dodaje. (pc)