Zgroza. Tu mieszkają ludzie!

Dopóki nie zobaczyliśmy tego na własne oczy, trudno było nam uwierzyć w zapewnienia naszej Czytelniczki, że w Siennicy Nadolnej dwóch braci mieszka w warunkach gorszych niż często mają zwierzęta. – Dziw bierze, że oni tam jeszcze nie zamarzli. Ich dom w połowie się rozleciał. Tylko czekać, aż całkiem runie. Trzeba jakoś pomóc tym panom – przekonuje kobieta. Tylko jak, skoro zainteresowani żadnej pomocy nie chcą przyjąć.

Na początku ubiegłego tygodnia skontaktowała się z naszą redakcją mieszkanka Siennicy Nadolnej. – Przyjedźcie tu, jak najszybciej, nie uwierzycie w jakich warunkach mogą mieszkać ludzie! – rozpoczęła rozmowę. O trudnej sytuacji dwóch braci w średnim wieku kobieta wiedziała od dłuższego czasu, mieszka jednak w innej części Siennicy i nie wiedziała, że jest aż tak źle. – Ostatnio przechodziłam obok ich domu. Budynek niemal całkiem się zawalił, w trzech czwartych nie ma tam dachu! Wszystko wygląda jakby miało się zaraz całkiem rozlecieć. Nie mam pojęcia jak oni tam żyją, zwierzęta często mają lepsze warunki – dodała. A najgorsze, że wraz z początkiem roku temperatura spadła. W końcu w powiecie nastała zima. – Były takie noce, że było 10 stopni poniżej zera. Bałam się, że ci panowie po prostu zamarzną, dlatego w końcu zdecydowałam się zadzwonić do redakcji – kontynuuje kobieta.
Postanowiliśmy sprawdzić na miejscu, w jakich warunkach żyją bracia Sz. Przeżyliśmy szok, bo nic z tego, co wcześniej usłyszeliśmy nie okazało się przesadzone. Na miejscu najpierw natknęliśmy się na młodszego z braci, Stanisława. – Idźcie stąd, nikt was tu nie chce, nie potrzebujemy żadnej pomocy, niczego nie potrzebujemy! – przywitał nas mężczyzna po 50-tce. Stanisław w ogóle nie chciał z nami rozmawiać, bardziej otwarty okazał się starszy z braci – Jan. – Proszę niech pan zobaczy, tak tu żyjemy, wiem jak to wygląda, ale nam naprawdę jest tu dobrze, przyzwyczailiśmy się, mamy piec, napalimy w nim i jakoś tak trwamy. Jeżeli chcielibyśmy jakiejś pomocy to w remoncie dachu – mówi Jan. O wyprowadzce bracia nie chcą słyszeć. – Tu jest nasz dom, tu czujemy się jak u siebie, wszędzie indziej będziemy obcy, nie na swoim miejscu – dodaje starszy z braci. Jan pozwala nam zrobić kilka fotografii walącej się chałupy, do środka nie zaprasza.
– Oczywiście znana jest nam sytuacja braci Sz. – mówi Ewa Mąka, dyrektor Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krasnymstawie. – Mamy bogatą dokumentację tej sprawy, obfitą korespondencję. Mamy też dla nich przygotowany pokój w naszym hotelowcu, ale oni po prostu nie chcą się wyprowadzić, w ogóle nie chcą współpracować. Temat zna i nawet angażował się w niego sam nasz wójt – dodaje.
Pracownica GOPS, która zajmuje się sprawą braci Sz. również bezradnie rozkłada ręce. – Jak nie daj Boże, któremuś z tych panów coś się stanie, to wówczas będzie pretensja do urzędników, ale zapewniam, my naprawdę chcemy tym panom pomóc, ale oni odrzucają każdą ofertę pomocy. Nie da się ich przymusić do przeprowadzki – komentuje pracownica GOPS. (kg)