Zgryzoty zamiast kanikuły

Wakacje w pełni, ale w samorządzie województwa i na linii marszałek – wojewoda nie ma mowy o kanikule. Wojewoda właśnie uchylił uchwałę Zarządu Województwa w sprawie ODR-ów, nie cichną kontrowersje wokół sprzedaży Lubelskich Linii Autobusowych, a do tego okazało się, że prysły nadzieje, że rozbudowa Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej zakończy się w terminie. Poślizg wyniesie co najmniej kilka miesięcy.

Sparing z wojewodą

W sprawie Ośrodka Doradztwa Rolniczego spór przybrał już tak lubianą przez prawników formę sądowo-administracyjną. Odpowiedzią Zarządu Województwa na uchylenie przez wojewodę jego uchwały w sprawie przejęcia majątku ODR będzie skierowanie sprawy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jak opisywaliśmy, zdaniem wojewody Przemysława Czarnka doszło do działania bezprawnego, bowiem z mocy ustawy prawo do użytkowania wieczystego nieruchomości Ośrodków nie mogło być przenoszone na podmiot trzeci i to pomimo, że poprzednia koalicja rządowa przekazała ODR-y w gestię samorządów województw. I tym razem prawnicy LUW mogą mieć rację, więc radcowie Urzędu Marszałkowskiego starają się jak najlepiej wykorzystać przysługujący im miesiąc czasu na sporządzanie skargi i jej odpowiednie uzasadnienie. – Wyjaśnienia Zarządu Województwa uznałem za niewystarczające. Nie jest też przypadkiem, że kwestionowana uchwała została podjęta w momencie, gdy stało się już jasne, że doradztwo rolnicze wraca pod skrzydła rządu – punktował wojewoda. Marszałek Sławomir Sosnowski przekonywał, że nikomu nie stanie się krzywda, bo przecież „do końca roku Ośrodek nie będzie ponosił kosztów użytkowania dotychczasowych budynków”, co pracownicy ODR prawidłowo odczytali, że w takim razie już po Nowym Roku takie koszty się pojawiają i to nie wiadomo, w jak dużej wysokości.

Onkologia bez końca

Równie trudno określić, jak wiele trzeba będzie dołożyć do dokończenia rozbudowy Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej i jak długo ona potrwa. Nowe budynki szpitala na pewno nie powstaną w tym roku (jak wcześniej zapowiadano). Jak podał p.o. dyrektora COZL Maciej Kondratowicz-Kucewicz, być może uda się zakończyć budowę (co wcale nie znaczy, że uruchomić kolejne obiekty) do połowy 2017 r. Nikt jednak nie będzie zdziwiony, jeśli będzie to dopiero trzeci lub nawet czwarty kwartał. Opóźnienia dopisano do rachunku odwołanej dyrektorki, Elżbiety Starosławskiej i zatrudnionym przez nią inspektorom nadzoru, po czym jako lekarstwo zaproponowano… dalsze zwiększenie zatrudnienia i obsady wyjątkowo pechowej i kontrowersyjnej budowy. Już wiadomo, że na następny rok trzeba będzie przesunąć część środków zaplanowanych na 2016 r. Nikt póki co nie potwierdza konieczności zwiększenia nakładów, choć wydaje się to już niemal pewne.

Linie pod obstrzałem

Nie nie jest natomiast w sprawie sprzedaży Lubelskich Linii Autobusowych – nawet cena. Wiadomo, że 100 proc. udziałów w spółce nie kosztowało mniej niż 1,043 mln zł. Ile zapłaci konsorcjum Traf-Line – GP Rental Car, sprzedające władze Lubelskich Dworców S.A. powiedzieć nie chcą, zapewniając jednak, że cena była wyższa od wyceny dokonanej przez zewnętrznego eksperta. Jak głosi oświadczenie LD: „Ostatni prezes Lubelskich Linii Autobusowych Andrzej Kowalczyk miał przygotowany wniosek o upadłość. Gdybyśmy nie sprzedali udziałów w spółce 28 lipca br., zostałby on złożony do sądu najpóźniej 29 lipca br.”. Ponieważ zaś do Prokuratury Rejonowej w Lublinie trafiło już zawiadomienie, wskazujące m.in. na nieuwzględnienie w wycenie LLA świeżo zawartej umowy na realizację połączeń dla Zarządu Transportu Miejskiego w Lublinie (o wartości 17,6 mln zł), samorządowa firma deklaruje: „Jesteśmy do dyspozycji wszelkich organów. Chcemy, by proces sprzedaży udziałów w LLA był transparentny”.
Tymczasem transakcję sprawdzi także Państwowa Inspekcja Pracy. Chociaż bowiem samorząd województwa (właściciel Lubelskich Dworców S.A.) nie przewidział udziału działających w firmie związków zawodowych w procedurze zbycia udziałów LLA, sami pracownicy przewoźnika uważają, że ich rolę w procesie określają ogólnie obowiązujące przepisy i zawiadomili PIP, że o prywatyzacji dowiedzieli się z gazet. Jak poinformował Leszek Rudziński, przewodniczący „Solidarności” w Liniach, związkowcy oczekują kontroli Inspekcji i stwierdzenia naruszenia obowiązujących przepisów przez właściciela i władze spółki.TAK