Zrzucał czy inwigilował?

Agenci polskiego kontrwywiadu przyjechali do Włodawy, by sprawdzić drona, który rozbił się w okolicach miasta. Nowoczesna i bardzo duża maszyna przyleciała najprawdopodobniej z Białorusi. Nie było przy niej ani ludzi, ani żadnej kontrabandy.


– W piątek (1 czerwca) w powiecie włodawskim funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej ujawnili rozbitego drona – mówi por. SG Dariusz Sienicki z NOSG w Chełmie. – Przy maszynie nie było ani ludzi, ani papierosów, została więc zabezpieczona do dalszych badań – dodaje rzecznik. Jak nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, dron był nie tylko duży (sięgał dorosłemu mężczyźnie powyżej pasa), ale też bardzo nowoczesny. Mógł więc służyć nie tylko jako narzędzie w rękach przemytników, ale też np. do rozpoznania terenu czy do inwigilacji nowoczesnymi technikami. Nie dziwi więc, że statek powietrzny został zabezpieczony i zbadany przez techników kontrwywiadu wojskowego. Podobno przyczyną awarii maszyny były poluzowane przewody. Pogranicznikom, po ich podłączeniu, udało się uruchomić drona. (bm)