Danowcy i reprezentanci SKKB PL zasłużyli na duże brawa

Paweł Zdun z trenerem Piotrem Bernatem.

W ubiegłym numerze pisaliśmy o sobotnich sukcesach zawodników LKSW Dan Świdnik i Sportowego Klubu Kick-Boxingu Politechniki Lubelskiej w mistrzostwach Polski, rozgrywanych w Rydzynie koło Leszna. Przypominamy – w imprezie wystartowały reprezentacje 75 klubów, na czterech matach stoczono prawie 600 pojedynków. Pierwszego dnia imprezy świdniczanie wywalczyli trzy złote, sześć srebrnych i osiem brązowych medali. Lublinianie z kolei na podium stawali dwukrotnie, zdobywając złoto i brąz.

Reprezentanci SKKB Politechniki Lubelskiej zdobyli w mistrzostwach cztery medale. Złoto wśród juniorów w pointfightingu i brąz w wersji light-contact (+94 kg) zdobył Daniel Koszyk. Dwa brązowe krążki wśród juniorek w pointfightingu i w wersji light-contact do 60 kg wywalczyła Kamila Słomka

W niedzielę do kolekcji danowcy dorzucili dwa kolejne złotka. W formule light-contact do faworytów należał Paweł Zdun w kategorii do 63 kg. Nasz najbardziej utytułowany junior nie zawiódł. Po walkowerze w pierwszej walce zarówno ćwierćfinał, jak i półfinał wygrał przed czasem przez przewagę techniczną (według nowych przepisów następuje ona, gdy u dwóch z trzech sędziów punktowych zawodnik osiąga 15 punktów przewagi). W finale spotkał się z aktualnym mistrzem Polski juniorów w wersji full-contact, Lucjanem Wiśniewskim z Beniaminka 03 Starogard Gdański. Paweł walczył ekonomicznie, spokojnie budując przewagę punktową i mimo bardzo ambitnej postawy i dużych umiejętności Wiśniewskiego wygrał jednogłośnie. Za swój występ otrzymał także nagrodę dla najlepszego juniora mistrzostw w formule light-contact. Warto wspomnieć, że nasz reprezentant tym samym okazał się niepokonany na mistrzostwach Polski w kickboxingu przez całą juniorską karierę, trzeci rok z rzędu broniąc złota tak w light-contact, jak i w pointfighting. Drugie złoto przypadło w udziale Adriannie Skowrytko. W zeszłym roku nasza reprezentantka po złamaniu nogi nie mogła wystartować w krajowym championacie, tracąc także miejsce w kadrze narodowej. Tym razem pokonała w półfinale kategorii -70 kg juniorek przed czasem zawodniczkę Polonii 1912 Leszno, trafiając ją efektownym kopnięciem okrężnym w głowę, po którym leszczynianka zrezygnowała z kontynuowania pojedynku. Finał z Aleksandrą Kucharczyk z Mix-Team Wręczyca Wielka był zdecydowanie bardziej zacięty, ale realizacja ustalonej taktyki przyniosła skutek i to świdniczanka cieszyła się z wygranej.

Adrianna Skowrytko wygrywa finałową walkę

– Zawody w Rydzynie były chyba największą liczebnie imprezą Polskiego Związku Kickboxingu w tym roku – mówi główny szkoleniowiec LKSW Dan Piotr Bernat. – Ilość niestety nie zawsze przechodziła w jakość i sporo walk było dość chaotycznych i nieciekawych. Dość zróżnicowany był też poziom sędziowania na poszczególnych matach. Nasi zawodnicy sprawili się różnie, ale w większości stopień zaangażowania w przygotowania przełożył się na wynik. Na duże wyróżnienie zasługują młodsi zawodnicy, podopieczni instruktora Dawida Szewczyka Kuba Trześniak, Tomek Gumienniak, Paweł Wilczopolski, Michał Markowski, Julka Matyś – każde z nich zaprezentowało się z dobrej strony i choć na razie żadnemu nie udało się stanąć na najwyższym stopniu podium, to przy dalszym wytrwałym treningu będzie to tylko kwestią czasu. Porażki były często minimalne, a zadecydował zwykle brak doświadczenia. Warto też wspomnieć, że dążymy do przygotowywania zawodników dobrych technicznie i taktycznie. Nie wszystkie kluby tak do tego podchodzą, stąd też na tym etapie szkolenia w zawodach nieraz dominują tzw. „walczaki”. Niewiele do złota w pointfighting zabrakło Mateuszowi Budzie – tym razem musiał zadowolić się srebrem po wyrównanym pojedynku ze skądinąd bardzo dobrym zawodnikiem z Kurzętnika. Podobną sytuację w pointfighting miała Ada Skowrytko – dała sobie w finale narzucić styl rywalki, na szczęście w light-contact wszystko było już w porządku. Na wyróżnienie zasłużyła najmłodsza stażem zawodniczka w kadetkach starszych – Maja Woźniak. W przegranym półfinale z utytułowaną rywalką z Częstochowy momentami pachniało sensacją. Choć nie wszystko udało się zrealizować, to Maja z dużym zaangażowaniem próbowała wdrażać ustaloną taktykę. Część zawodników – nawet medalistów – zaprezentowała się jednak jedynie „trójkowo”. Z jednej strony nie wszyscy w stu procentach zaangażowali się w przygotowania, z drugiej – także ze względów finansowych – w tym roku zabrakło niemal startów kontrolnych, w tym tych najcenniejszych – zagranicznych. 19 medali na 19 zawodników statystycznie brzmi nieźle, ale do końca roku jeszcze kilka startów i nie możemy osiadać na laurach – kończy Bernat.

Komentarze