Śladu nie będzie

Lada dzień nie pozostanie ślad po obecności Orlenu w Syczynie. Firma, która szukała gazu łupkowego, rekultywuje dzierżawiony od rolników teren. Mieszkańcy mają obawy przed spuszczeniem wody ze sztucznych zbiorników do lokalnego jeziorka. Słusznie?

 

Orlen Upstream zwija się i to niemal dosłownie z Syczyna. Mieszkańcy żałują, że chociaż firma znalazła gaz łupkowy i nad wiertnią zabłysła tzw. świeczka, to przemysłowe wydobycie gazu na razie okazało się nieopłacalne. Pomimo wszystko po działalności firmy pozostało sporo dobrego. Orlen uczestniczył w życiu lokalnej społeczności, dotował imprezy i miejscowe inwestycje, np. remont świetlicy, wyposażenie przedszkola czy ochotniczej straży pożarnej. Gdy zapadła decyzja o rozstaniu się z Syczynem, firma musi zrekultywować teren dzierżawiony od miejscowego rolnika. Z placu już dawno zniknęła stalowa wiertnia. Wywieziono kontenery mieszkalne i sanitarne. Po rozbiórce ogrodzenia i wywiezieniu betonowych płyt firma z Rejowca zbierze piasek przywieziony na pole i wykorzystany na podsypkę pod płyty. Na końcu pryzma humusu przykryje pole, które znowu będzie nadawać się do uprawy. Jedyny problem, jaki się pojawił, to woda w dwóch basenach. Miała posłużyć do procesu szczelinowania otworów. Brudną wodę wykorzystaną do szczelinowania firma wywoziła cysternami do oczyszczalni ścieków w Chełmie. Ta, która została w zbiornikach, mogłaby zostać specjalnymi rowami odprowadzona do miejscowego jeziorka. Niektórzy mieszkańcy boją się czy to nie zaszkodzi rybom i roślinom. Podobno zastrzeżenia mają też wędkarze. – Żaden protest do nas nie wypłynął – mówi Andrzej Chrząstowski, wójt Wierzbicy a przy okazji członek zarządu okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Chełmie. – Woda w tych zbiornikach jest czysta i żyją w niej ryby, więc nie sądzę, żeby mogła zaszkodzić jezioru. Po co ją wywozić i niszczyć drogi, skoro można wpuścić do jeziora?
Przed spuszczeniem wody Orlen ma przeprowadzić jej badania. To powinno rozwiać wątpliwości. (bf)

Komentarze