Afera u lubelskiego jubilera

42-letnia Joanna D. była przez lata zaufaną pracownicą renomowanego w Lublinie salonu jubilerskiego. Jej szefowa nagle odkryła, że kobieta ją okrada i to w bardzo wyrafinowany sposób. W ekskluzywnej biżuterii drogocenne brylanty zostały zamienione na mało wartościowe cyrkonie!


Sprawą zajęła się prokuratura, która przed Sądem Okręgowym w Lublinie postawiła nie tylko oskarżoną pracownicę, ale również jej przyjaciela 33-letniego Marcina F.

Nie wiadomo jak długo trwał proceder. Joanna D. pracowała w firmie prawie 15 lat. Nawet kierowała salonem w centrum miasta. W 2017 r. została zwolniona. Zdaniem śledczych pracownica podbierała cenny towar. Przywłaszczała sobie łańcuszki, bransoletki, pierścionki, drogie zegarki. W końcu także zabierała brylanty. Prokuratura twierdzi, że wartość strat sięga 330 tys. złotych.

Aby maskować niedobory, podkładano zamienniki. W tym – zdaniem prowadzących sprawę – pomagał kobiecie jej partner. To on miał odwiedzać innych jubilerów i zlecać dokonywanie przeróbek, polegających na wymianie drogich kamieni na sztuczne cyrkonie.

Aferę wytropiła właścicielka sieci sklepów jubilerskich. Zwróciła uwagę na jeden z zegarków, który wydał się jej podejrzany. Potem zleciła kontrolę całego towaru i na jaw wyszły nieprawidłowości. Podejrzenia padły na Joannę D. Policja w jej domu znalazła część biżuterii. Kobieta przyznała się do winy. Jej partner natomiast nie przyznaje się.

Czy podrabiane precjoza mogła trafić do klientów? Oskarżona twierdzi, że podłożony towar był przechowywany w sejfie nie trafiał do sprzedaży. Prokuratura stwierdziła, że w co najmniej w 9 pierścionkach diamenty zostały zastąpione cyrkoniami. LL