Agresor na drodze

Nieprzyjemna sytuacja spotkała jadącą po choinkę rodzinę. W czwartek, w biały dzień w Rejowcu, przed kościołem młody, agresywny mężczyzna usiłował pobić kierowcę na oczach jego żony i córki, bo być może musiał trochę zwolnić… Nie udało się, a agresor po solidnej porcji gazu pieprzowego wypłakiwał się wezwanej załodze karetki pogotowia.

W czwartek (17 grudnia) około godziny 15 pędzącemu luksusową limuzyną z tzw. góry adamowskiej mężczyźnie nie spodobało się, że musiał odrobinę zwolnić, żeby wpuścić przed siebie wyjeżdżającego ze stacji paliw Volkswagena Transportera, którym jechała trzyosobowa rodzina. Najpierw dawał wyraz swojemu niezadowoleniu błyskając ksenonowymi światłami i trąbiąc. Po kilkuset metrach agresja zaślepiła mu najwyraźniej resztki rozumu i postanowił ukarać kierowcę Transportera. Wjechał przed busa i gwałtownie zahamował, zatrzymując się na drodze.

Kierowca znacznie cięższego Volkswagena z trudem uniknął zderzenia. Auto udało się wyhamować, dosłownie kilkadziesiąt centymetrów od zderzaka limuzyny, która stała na jezdni uniemożliwiając jazdę. Całe szczęście, że nikt nie jechał blisko z tyłu – np. rozpędzony TIR, bo mogłoby dojść do tragedii. Kierowca busa wyszedł zapytać, o co chodzi. Agresywny byczek zareagował stekiem wulgarnych wyzwisk, odgrażając się że on zaraz nauczy go jeździć. Po sugestii, że można wezwać policję dostał jakiegoś szału, krzyknął do znaczenie starszego od siebie kierowcy, że go „za…bie”, opluł go i rzucił się z pięściami.

Zajściu z przerażeniem przypatrywała się kilkuletnia córeczka i żona mężczyzny. Napastnik chciał pewnie skatować pokazowo mężczyznę na oczach jego rodziny. Na szczęście dwa zamachowe „cepy” przecięły tylko powietrze, napadniętemu udało się ich uniknąć, a agresor zamiast satysfakcji musiał zadowolić się porcją gazu pieprzowego. Słysząc płacz przerażonego dziecka, napadnięty wrócił do auta, a wobec tego, że atakujący wydawał się nieobliczalny i mógł mieć niebezpieczne narzędzia, postanowił odjechać z miejsca zdarzenia i pojechać na policję.

Mimo prób blokowania odjazdu busa udało się wyminąć napastnika i dojechać do komisariatu w Rejowcu Fabrycznym. Po przyjeździe na miejsce patrolu, funkcjonariusze zastali napastnika, który wypłakiwał się wezwanej przez siebie załodze karetki pogotowia. Już wtedy nie szeryfował, mażąc się jak dziecko. Okazało się również, że policja miała już wcześniej do czynienia z agresywnym zachowaniem tego kierowcy podczas jednej z interwencji.

– Takie osoby, które nie kontrolują swojej agresji, mogą być bardzo niebezpieczne. Mogą doprowadzić do tragedii. Oplucie napadniętego jest właśnie psychologicznym przykładem całkowitej utraty kontroli nad swoim zachowaniem, nie mówiąc już o fizycznym ataku – mówi jeden z chełmskich psychologów. – W takim przypadku poza wyciągnięciem prawnych konsekwencji spowodowania zagrożenia na drodze i fizycznej napaści na innego kierowcę, policja powinna postarać się wyeliminować taką osobę z ruchu drogowego i wystąpić o odebranie lub zatrzymanie uprawnień do prowadzenia pojazdów oraz skierować napastnika na badania psychologiczne. Inaczej prędzej czy później ktoś ponownie padnie ofiarą ataku i dojdzie do tragedii, w którejś ktoś zginie albo straci zdrowie. (r)