Aktywiści nie do pogodzenia

Aktywista LGBT Bartosz Staszewski nie wycofa aktu oskarżenia przeciwko znanej działaczce pro-life i antyLGBT Kai Godek. Przeprowadzona w ubiegły wtorek przed Sądem Rejonowym w Lublinie rozprawa pojednawcza zakończyła się fiaskiem.


Bartosz Staszewski, jeden z organizatorów lubelskich Marszów Równości, prywatnie oskarża Kaję Godek o zniesławienie i domaga się od niej przeprosin i 10 tys. złotych zadośćuczynienia. Chodzi o wypowiedziane pod jego adresem podczas ubiegłorocznego Marszu w Lublinie słowa: „Brzydzę się panem, jest pan obrzydliwym” i stwierdzenie, że „dopuszczał się czynów pedofilskich poprzez wysyłanie zdjęć”. Godek co prawda zaprzeczała, że tak mówiła o Staszewskim, ale aktywista LGBT opublikował w sieci filmik, na których słychać taką wypowiedź działaczki pro-life.

Kilkakrotnie przekładane posiedzenie pojednawcze, obligatoryjnie poprzedzające pierwszą rozprawę z oskarżenia prywatnego, doszło do skutku dopiero w ubiegły wtorek, 27 września.

Przed wejściem na salę rozpraw Godek zapowiedziała, że zamierza złożyć ofertę pojednania. – Jeżeli druga strona ją przyjmie, to z sali wyjdziemy z porozumieniem. Wszystko zależy od Barta Staszewskiego – mówiła Kaja Godek, zastrzegając przy tym, że obserwując jego działalność i agresję w stosunku do obrońców życia i rodziny nie ma jednak wielkich nadziei na ugodę.

– Wierzę w dobrą wolę i dobre serce wszystkich ludzi, nawet Kai Godek. Przychodzę z pewnością, że Kaja Godek jest w stanie się ze mną pojednać. Nasze żądania są takie same. Liczę, że dojdzie do tej ugody – odpowiadał Bartosz Staszewski.

Posiedzenie trwało zaledwie kilka minut. Do pojednania nie doszło.

– Bart Staszewski odrzucił propozycje polubownego rozwiązania sporu w sprawie, którą mi wytoczył. Proces na wniosek Barta jest tajny, zatem nie mogę ujawnić, jaka była ta propozycja, ani co mówił na sali sam Bart – skomentowała taki finał posiedzenia oskarżona, dodając, że w jej ocenie sprawa jest zemstą za wprowadzenie do Sejmu projektu obywatelskiego „Stop LGBT” przewidującego likwidację homopropagandy na ulicach i sygnowany był przez 200 tys. Polaków, a który bardzo nie spodobał się lubelskiemu homoaktywiście.

– Pani Godek stwierdziła, że najwyżej może powiedzieć, że jest jej przykro. Na to zupełnie nie mogę się zgodzić. Nam chodzi o przeprosiny i zadośćuczynienie. Z tego ostatniego mógłbym nawet zrezygnować, ale ważna jest skrucha i posypanie głowy popiołem. Tego po Kai Godek nie mogę się spodziewać – wyjaśniał przyczyny odrzucenia propozycji ugody Staszewski.

Pierwsza rozprawa w procesie o zniesławienia wyznaczona została na 14 listopada. Można się spodziewać, że posiedzeniom będą towarzyszyć pikiety stronników Kai Godek, którzy na wtorkową rozprawę przyszli przed sąd z transparentem „Homopedofile do więzienia”, co Staszewski skomentował: Treść tych banerów sama mówi o sobie tzn. sprzeciwiają się tamci państwo pedofilii. Ja nie wiem jaki to może mieć związek ze mną, ale wydaje się, że jest to myśl czy idea, która idzie za tymi słowami pani Godek. Teatr, który tak naprawdę robi przed sądem pokazuje, jakie są jej prawdziwe intencje. To jest próba kontynuowania swojej kampanii anty LGBT także na sali sądowej. ZM