Autobus PKS zapalił się na trasie

Jechali do domu, gdy nagle autobus zaczął się palić. W środku były dzieci wracające z wycieczki. Dwoje z nich spało, podczas gdy reszta uciekała w obawie przed eksplozją. Jeden z pasażerów, młody chłopak, wskoczył do środka i uratował ich przed śmiercią.

Tę wyprawę zapamiętają na całe życie. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale wszyscy przeżyli prawdziwe chwile grozy, które zamieniły się w długie godziny oczekiwania w napięciu i strachu. W poniedziałek wieczorem (12 sierpnia) na drodze z Krakowa do Chełma, w miejscowości Linów w gminie Zawichost, autobus PKS nagle zaczął się palić.

– Było około godziny 19. Część pasażerów już spała. W pewnej chwili ktoś zauważył i zaalarmował kierowcę, że z tyłu pojazdu wydobywa się dym. Po chwili zaczęło śmierdzieć spalenizną, momentalnie zrobiło się siwo od dymu i czuć było stopiony plastik. Autobus zaczął się palić, wybuchła panika. Kierowca zatrzymał się na drodze i otworzył pierwsze drzwi. Razem ze swoimi zmiennikami, we trzech, polecili wszystkim oddalić się na pobliskie pola, a sami próbowali gasić ogień.

Kazali nam uciekać i ratować własne życie, bo w każdej chwili autobus mógł wybuchnąć. Widzieliśmy tylko płomienie wydobywające się spod pojazdu. Kierowcy wyrzucili na drogę wszystkie bagaże, więc udało nam się uratować cały dobytek i pamiątki, które wieźliśmy z Krakowa – opowiada pani Magdalena.

Na miejsce przyjechały dwie jednostki straży pożarnej z komendy w Sandomierzu. Nim jednak dotarły, jak opowiadają podróżni, okazało się, że w autobusie zostały dzieci. Spały na tylnych siedzeniach, niczego nieświadome. – Autobusem jechała też zorganizowana grupka dzieci z opiekunami. Po jakichś pięciu – sześciu minutach, jak zgrupowaliśmy się na polu, któryś z nich krzyknął, że brakuje dwójki. Jeden z pasażerów, młody chłopak, który również siedział z tyłu, nie zważając na niebezpieczeństwo, wybiegł na jezdnię, wskoczył do autobusu i wyciągnął ich na zewnątrz – mówi podróżująca PKS-em chełmianka i dodaje, że za postawę i odwagę młodemu człowiekowi należą się gromkie brawa.

– Po dojeździe zastępów stwierdzono, że pożar powstał w komorze silnika rejsowego autobusu, który przewoził łącznie 32 osoby. W chwili dojazdu osoby podróżujące znajdowały się na zewnątrz pojazdu w bezpiecznym miejscu i nie uskarżały się na żadne dolegliwości. Działania polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, odłączeniu instalacji elektrycznej w pojeździe, podaniu jednego prądu wody w natarciu na palącą się komorę silnika. Po ugaszeniu pożaru pojazd sprawdzono kamerą termowizyjną – nie stwierdzono zarzewi ognia – poinformował mł. bryg. Bogusław Zych na stronie internetowej straży pożarnej.

W pomoc poszkodowanym szybko włączyły się władze miasta i gminy Zawichost. Autobus szkolny przetransportował podróżnych na pobliską stację benzynową, gdzie mogli zjeść ciepły posiłek, ogrzać się i przeczekać na przyjazd z Chełma zastępczego autobusu. W końcu, około godz. 2 w nocy, dotarli do domów.

Awarie się zdarzają

Z jednej strony chełmianie, którzy w ubiegły poniedziałek modlili się o bezpieczny powrót do domu, doceniają fachowe podejście władz spółki do wypadku i szybkie wysłanie na miejsce zastępczego pojazdu. Z drugiej – mają wiele zastrzeżeń do jakości podstawianych autobusów. – Tu chodzi o odpowiedzialność za bezpieczeństwo pasażerów – mówią.

Autobus PKS to obecnie jedyne bezpośrednie połączenie między Chełmem a Krakowem. Z dworca w Chełmie wyjeżdża o godz. 8:45, do Krakowa planowo dojeżdża na 15:10, a o 15:45 rusza z powrotem. Podróżujący tą linią przyznają, że komfort jazdy pozostawia wiele do życzenia, a stojąc na dworcu w stolicy Małopolski z daleka widać, który autokar jedzie do Warszawy czy Katowic, a który do Chełma… Fakt, że silnik w nie najmłodszym już pojeździe pracuje niemal non stop, też budzi niepokój. W końcu raz już doszło do wycieku paliwa na rozgrzany blok silnika.

– Mamy taki tabor, na jaki nas stać – kwituje Waldemar Szynal, prezes PKS Chełm.

Wysyłane w trasę do Krakowa pojazdy mają po kilkanaście lat. Samochody w tym wieku są bardziej awaryjne i trzeba je często serwisować. Władze spółki zapewniają, że ich stan techniczny jest systematycznie badany, ale usterki – jak to usterki – zdarzają się w każdym aucie.

Kłopot w tym, że rentowność linii PKS jest niska i nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów amortyzacji. Ostatnio spółka wzięła w leasing kilkuletni pojazd wart 600 tys. zł. Trzeba lat, żeby koszty się zwróciły. I choć praktycznie każdy autobus do Krakowa i z powrotem jedzie w pełnym składzie, zysk ze sprzedaży biletów nie jest wystarczający, bo generalnie liczba korzystających z usług PKS jest znikoma, a trasa do Małopolski została jedyną w komunikacji dalekobieżnej.

Budżet daje się jakoś spiąć dzięki wpływom ze stacji obsługi pojazdów. Natomiast w kwestii zaproponowanej przez podróżnych zmiany rozkładu, by wydłużyć postój w Krakowie, W. Szynal mówi wprost: – Nie ma takiej możliwości, a poza tym pauzy robi się dla kierowcy, nie pojazdu. (pc)