Autobusem w słup

Autobus po wypadku nadaje się tylko na złom

Prawdziwe chwile grozy przeżyli pasażerowie autobusu linii nr 32 komunikacji miejskiej, który na skrzyżowaniu ul. Narutowicza i Głębokiej w Lublinie uderzył w słup trakcji elektrycznej. Do szpitala zabrano 21 osób, na szczęście życiu poszkodowanych nie zagraża niebezpieczeństwo. Większość rannych po opatrzeniu wróciła już do domów.


Do zdarzenia doszło 9 kwietnia około godz. 16. Nagle czerwony jelcz z impetem uderzył w słup. Cudem nie doszło do potrącenia pieszych, którzy przechodzili w tym czasie przez przejście. Prawy przód pojazdu został poważnie rozbity. Na miejscu od razu zaroiło się od karetek pogotowia, które zabierały poszkodowanych do lubelskich szpitali. Jedna z osób była nieprzytomna. Większość rannych na szczęście odniosła lekkie obrażenia. Ale wśród urazów były złamania i konieczna była natychmiastowa pomoc. Pod koniec tygodnia na leczeniu pozostało jeszcze trzech pacjentów. – Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – informuje policja.

Autobusem kierowała 47-letnia kobieta, która w MPK pracuje od listopada zeszłego roku. Nie wiadomo jeszcze z jakich powodów straciła panowanie nad kierownicą. W wypadku nic się jej nie stało. Obecnie przebywa na urlopie.

Rozbity jelcz nadaje się do kasacji. W trasę wyjechał sprawny techniczne. Biegli ocenią, czy w autobusie mogło dojść do nagłej awarii, czy wypadek był tylko wynikiem błędu kierowcy. Na razie prokuratura nikomu nie postawiła zarzutów. Jeśli zawinił szofer, może odpowiadać za spowodowanie katastrofy drogowej. Za przestępstwo grozi do 10 lat więzienia. LL