Awantura przez jerzyki

Mieszkańcom ul. Małachowskiego 2 puściły nerwy podczas walnego zgromadzenia Spółdzielni Mieszkaniowej „Bazylany”. Według nich remont ich bloku przebiega fatalnie, a kością niezgody są zdemontowane przed trzema miesiącami płyty balkonowe. – Po co było je demontować? Niepotrzebne koszty, a dla nas utrapienie – mówili ludzie. Prezes spółdzielni wyjaśniał, że prace przy balkonach opóźniły się z powodu wylęgu jerzyków, a nowe płyty balkonowe były koniecznością.

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Bazylany” liczy 1138 członków. Na doroczne walne zgromadzenie przyszło ponad trzydzieści osób. Niewiele, ale za to emocji było mnóstwo.

Odczytano sprawozdania finansowe za 2018 r. (SM „Bazylany” wypracowała 38 tys. zł zysku) i rady nadzorczej (pozytywnie oceniła pracę zarządu spółdzielni), protokoły z lustracji przeprowadzonej przez Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP (wyniki kontroli są pozytywne z kilkoma zaleceniami dotyczącymi dostosowania do obowiązujących przepisów).

Dyskusja rozpoczęła się po omówieniu przez prezesa Adama Pękałę realizowanych dzięki unijnej dotacji inwestycji, czyli termomodernizacji najstarszych budynków w zasobach spółdzielni. Najwięcej uwag mieli mieszkańcy bloku przy ul. Małachowskiego 2. Na początku marca br. rozpoczęto tam prace przy docieplaniu ścian. Wtedy – jak mówią mieszkańcy – zdemontowano barierki i płyty osłonowe z balkonów.

Jerzyki temu winne

– Dziś mijają trzy miesiące od rozpoczęcia remontu – mówiła pani Anna. – W części bloku, w której mieszkam, robotnicy rozstawili rusztowania, zdjęli barierki z balkonów, a potem porzucili roboty na miesiąc, przenosząc się na drugą część budynku. Od tamtej pory balkony są „otwarte”, nie można na nie wyjść, bo to niebezpieczne i niezgodne z BHP, nie można prania rozwiesić, anteny telewizyjne są zdemontowane i jeszcze ten okropny kurz. Można tak rozchrzanić budynek? Wykonawca ma problem z organizacją pracy. W szkole uczeń dostałby za coś takiego jedynkę (mieszkanka jest byłą nauczycielką – przyp. red.).

Prezes tłumaczył, że prace przy balkonach opóźniły się z „przyczyn ornitologicznych”, bo trzeba było się z nimi wstrzymać ze względu na wylęg jerzyków, ptaków ściśle chronionych. Prezes wyjaśniał, że remont wykonywany jest w ramach unijnych dotacji, dlatego trzeba się dostosować ściśle do wszelkich wytycznych. W związku z tym niszczenie ptasich gniazd podczas prac nie wchodziło w rachubę: aby chronić jerzyki na budynek założono specjalną siatkę i założono budki lęgowe. Prezes zapewniał jednak, że barierki i płyty osłonowe na balkonach lada dzień zostaną zamontowane.

Pani Anna nie dawała za wygraną i domagała podania terminu zakończenia prac przy Małachowskiego 2. Oberwało jej się za to od innych spółdzielców.

– Pani w ogóle nie jest wyrozumiała. Uparła się pani na te terminy. Tu nie szkoła. Podczas remontu trzeba się trochę przemęczyć, aby potem było lepiej. My mamy ważniejsze tematy – oburzała się inna mieszkanka SM „Bazylany”.

Z kolei prezes Pękała na pytanie spółdzielcy o to, co zrobił ze zdemontowanymi płytami balkonowymi, odpowiedział: „wziąłem na plecy, wyniosłem i schowałem”. Mieszkaniec poczuł się urażony. Stwierdził, że SM „Bazylany” nie ma szczęścia do prezesów.

– Poprzedni prezes miał wyrok, a pan kontynuuje to samo, złożę wniosek o zwolnienie pana. Kto panu kazał demontować osłony balkonowe? Po co to było? Wszyscy członkowie spółdzielni za to zapłacą – stwierdził mężczyzna i opuścił spotkanie.

Temat zasadności demontażu barierek drążył inny mieszkaniec bloku przy Małachowskiego 2.

– Rzadko się zdarza, aby podczas docieplania budynku zdejmowano płyty balkonowe, a przecież nasza spółdzielnia ma chyba najmłodsze bloki w mieście – mówił spółdzielca. – Płyty balkonowe były tak umocowane do ścian, że i sto lat wytrzymałyby. Po co te dodatkowe koszty? Nie wystarczyło po prostu docieplić tego bloku?

Pracownicy spółdzielni tłumaczyli, że ze względów bezpieczeństwa podczas docieplania ścian należało także wymienić płyty balkonowe. Wyjaśniali, że tego typu remont wykonywany jest raz na 30 lat, zakres prac wskazano w audycie, a nad projektem pracowali fachowcy.

Mówili też, że określone rozwiązania (np. solary) zwiększały szansę na dotację, na którą okazja mogła się już nie trafić. W trakcie spotkania prezes kilkakrotnie powtarzał rozgoryczony, że lepiej pozyskiwać dotacje i realizować inwestycje niż bezczynnie siedzieć. Ale niektórych spółdzielców do swych racji nie przekonał.

Bez względu na to zarówno prezes Pękała, jak i dwie inne osoby wchodzące w skład zarządu (Marianna Czarnecka – wiceprezes zarządu SM „Bazylany” oraz Kazimiera Kuśmirowicz – członek zarządu) dostali w głosowaniu w sprawie udzielenia im absolutorium po trzydzieści parę głosów „za”, a tylko pojedyncze osoby były temu przeciwne. (mo)