Babcia z siekierą i łomem

– Gdy widzicie, że coś niedobrego dzieje się z waszym bliskim, nie czekajcie – przestrzega wnuczka kobiety, której urojenia mogły sprowadzić na całą rodzinę nieszczęście. Zdesperowany syn zrobił to, co było konieczne.

Ubezwłasnowolnić całkowicie lub częściowo można kogoś, kto nie jest w stanie kierować swoim życiem wskutek choroby psychicznej, niedorozwoju umysłowego albo innego rodzaju zaburzeń. Choć brzmi to brutalnie, w niektórych przypadkach ubezwłasnowolnienie może być jedynym remedium na problemy i zagrożenia, które niesie ze sobą podeszły wiek.

– Ojciec długo nie dopuszczał do siebie myśli, że z babcią nie jest dobrze. W końcu żadne dziecko nie chce wierzyć, że jego matka jest chora – mówi wnuczka starszej pani z gminy Dorohusk.

Kobieta zdecydowała się opowiedzieć historię swojej rodziny, by przestrzec tych, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Jak mówi, zaburzenia psychiczne u babci uaktywniły się już dawno, kiedy jeszcze żył jej drugi mąż, ale długo bagatelizowali problem. – Mieszkali w zupełnie innej części Polski.

Babcia potrafiła dzwonić do nas w środku nocy, że ktoś strzela do nich armatkami. To były płatki śniegu… Albo że wylewa świńskie pomyje przed ich dom. Siostra nieraz wsiadała do samochodu o różnych porach i jechała, by to sprawdzić – opowiada kobieta.

Parę skonfliktowanych z sąsiadami seniorów znała też dobrze lokalna policja (zastępca naczelnika wydziału prewencji tamtejszej komendy napisał nawet list do syna kobiety, podkreślając, że „stan psychiczny starszego małżeństwa budzi wątpliwości co do samodzielnej egzystencji, jak i może spowodować narażenie ich na utratę życia i zdrowia swojego oraz innych osób”).

Dlatego zaraz potem, po śmierci męża, starsza pani wróciła do rodzinnej wioski i zamieszkała z rodziną syna w swoim dawnym domu. Po kilku tygodniach postanowiła się jednak wyprowadzić do położonej po sąsiedzku oficyny, którą przed wieloma laty (nim wyjechała i wyszła ponownie za mąż) wynajmowała lokatorom. Seniorka stwierdziła, że ma dość synowej i psa (próbowała się nawet pozbyć zwierzęcia).

Z relacji wnuczki wynika, że choroba starszej pani postępowała i choć bliscy robili, co w ich mocy, kobieta odrzucała ich pomoc. Lekarz rodzinny stwierdził u starszej pani postępujące zaburzenia otępienne i urojenia, ale ona konsekwentnie odmawiała wizyty u psychiatry i przyjmowania jakichkolwiek leków. Nie zgadzała się też na pomoc opiekunki, twierdząc, że jest w pełni samodzielna, i wypędziła kobietę, gdy ta mimo wszystko przyszła. – Ach, czego my to nie usłyszeliśmy.

Babcia jest przekonana, że spiskujemy przeciwko niej, a jej mąż został zamordowany. Moją mamę wyzywa od najgorszych, sąsiadkę raz zaatakowała. Można by tak długo wymieniać, ale najgorsze, że ona nawet nie wie, co robi. Zdarzało się, że ganiała za ojcem z siekierą albo nocą wyszła z domu z łomem i latarką, bo myślała, że moja mama – której nie znosi, odkąd pamiętam – ma potajemne spotkanie z kochankiem. Kilka razy zgubiła się w Chełmie, nie potrafi przeczytać tekstu ze zrozumieniem, nie zna wartości pieniądza i jest podatna na wyłudzenia.

Twierdzi, że te kilkadziesiąt tysięcy złotych, które zniknęło z jej konta, wydała na malowanie mieszkania – wymienia wnuczka. – Ojciec w końcu zrozumiał, że musi coś zrobić, skoro babcia nie chce się leczyć, a jest zagrożeniem sama dla siebie i innych. Tym bardziej, że nagle pojawili się „przyjaciele”, którzy nastawiają ją przeciwko rodzinie i ewidentnie chcą wykorzystać. A gdyby zaraz okazało się, że babcia zaciągnęła kredyt w banku albo wzięła kilka „chwilówek”, co wtedy? Czasem nie ma wyjścia, trzeba podjąć drastyczne kroki. (pc)