Bandyci wciąż na wolności

Mamy nowe fakty w sprawie brutalnych napadów rabunkowych, w których okrutnie torturowano ofiary. Sprawcy nadal są nieuchwytni i mogą uderzyć w każdej chwili… Policji pozostało wzmocnienie patroli.


W dalszym ciągu nie udało się ustalić i schwytać bandytów, którzy wdarli się do dwóch domów w okolicach Chełma i godzinami torturowali ich właścicieli. Dla 20 tysięcy złotych i pół kilograma złotych precjozów przypalali żelazkiem mieszkańca Okszowa, miażdżyli mu palce młotkiem. Jego partnerce założyli na głowę worek, skrępowali i wrzucili ją do łazienki. Przerażeni gospodarze byli przygotowani na najgorsze. Obawiali się morderstwa i podpalenia. Bandyci po osiągnięciu celu zniknęli, nie zostawiając niemal żadnych śladów. Wiadomo, że do domu przyszli od tyłu, zostawiając auta na polnej drodze, obserwowali obiekt przed wtargnięciem, z łatwością otworzyli zamek, mieli kominiarki, rękawiczki i działali przy świetle latarek. Byli również bardzo zdecydowani i bardzo sprawni w działaniu. Między sobą porozumiewali się po ukraińsku lub rosyjsku.

Najprawdopodobniej ta sama grupa około północy kilka dni wcześniej wdarła się do domu emerytowanego funkcjonariusza straży granicznej w Ochoży-Kolonii. Tutaj zastali otwarte drzwi… Z naszych ustaleń wynika, że w tym przypadku cel napadu był pomyłkowy. Bandyci obserwowali i śledzili mężczyznę, który spędził trochę czasu w kantorze samochodowym. Właściciel jednego z chełmskich kantorów, który najprawdopodobniej był celem bandytów, również spędził trochę czasu w domu ofiary. To mogło wprowadzić w błąd obserwujących.

Jednak już na miejscu po obezwładnieniu gospodarzy postanowili zabrać co się da. Jeden z bandytów przystawił gospodarzowi przyniesione ze sobą widły do brzucha, strasząc przebiciem. Mężczyznę zawleczono do łazienki, tam był bity i podtapiany w wannie, by wydobyć z niego informacje o pieniądzach. W końcu uciekli z około dwoma tysiącami złotych i telefonem. Na „robotę” przyjechali trzema autami, które pewnie dla zmylenia rozjechały się w trzech kierunkach. W napadzie brało udział pięciu bandytów, więc przy autach było pewnie co najmniej dwóch zbirów. Przy kolejnym napadzie ich bezwzględność znacznie wzrosła.

To wszystko działo się w odstępie kilku dni. Po tych drastycznych wydarzeniach na mieszkańców Chełma i okolic padł blady strach. Ludzie tłumaczą sobie brutalne przestępstwa jakimiś interesami z Ukraińcami, ale dla własnego bezpieczeństwa przed położeniem się spać sprawdzają, czy aby na pewno zamknęli dobrze drzwi domów. Bo co, jeśli faktycznie oprawcy znów pomylą domy i zaatakują przypadkowe osoby? Jak bronić się przed bandytami, którzy wchodzą niepostrzeżenie i są tak zorganizowani, że w ułamku sekundy obezwładniają domowników, nie dając im nawet cienia szansy na ucieczkę?

Policjanci zapewniają, że prowadzą intensywne działania operacyjne, zmierzające do szybkiego ujęcia bandziorów i złodziei. O postępach w śledztwie nikt jednak nie informuje, bo chyba i nie ma o czym. Od pierwszego napadu mija już trzeci tydzień, a w sprawie nie ma żadnego przełomu. Mieszkańcy zauważyli jednak coś, co wcześniej się nie zdarzało – na powiatowych drogach można częściej spotkać policyjne patrole. Nie wiadomo jednak, jak długo potrwa ta mobilizacja sił, bo bandyci może postanowili uśpić czujność policji. (pc)